NEW IN: przeceny w drogeriach na start

poniedziałek, 20 kwietnia 2015 | 8 komentarzy:

Bieżący tydzień to dość szalony okres pod względem zakupów kosmetycznych: dziś wystartowały przeceny w Naturze (-40% na kolorówkę), podobnie w Hebe - dużo kosmetyków za pół ceny, a od piątku w Rossmannie słynna, dwa-razy-w-roczna ;) przecena -49%, która różnymi etapami potrwa aż do 11 maja. Ja wpadłam wczoraj do Hebe, a dziś do Natury - Rossmanna tym razem w ogóle nie planuję - trzymajcie kciuki za moje postanowienie. Nie przepadam za tym, co się tam dzieje podczas tych przecen, a zresztą od jakiegoś czasu niewiele z jego asortymentu się u mnie sprawdza. Częściej sięgam po kosmetyki apteczne albo z perfumerii, zwłaszcza tych online. Szczerze mówiąc, Natura to jeszcze bardziej nie mój klimat- mam wrażenie, że zawsze wszystko jest tam przebrane, a szafy wybrakowane. Wybrałam się tam jednak ze względu na szansę zastania produktów Kobo, z którymi wcześniej nie miałam do czynienia, a już dłuższy czas kusiły mnie one spoglądając na mnie z blogów i kanałów na YT. Wciąż brakuje mi porządnego korektora pod oczy, ale tu muszę jeszcze wykonać porządny research ;) a tymczasem krótka fotorelacja z dotychczasowych zakupów, które chociaż oszczędne - mam nadzieję, że okażą się trafione. 

Zapraszam dalej, jeśli jesteście ciekawe co kryje się pod moim storczykiem w wersji XS ;)

Słynny brązer z Kobo w odcieniu Sahara Sand, pigment Kobo - Seashell, kredka do brwi Catrice - Don't let me Brow'n (miałam ją wcześniej w odcieniu Date with Ash-ton i była świetna), oraz bonus - masełko do ust Misslyn, dorwane w Hebe. 


Niełatwo oddać kolor tego brązera na zdjęciach, jednak na pewno mogę o nim na pierwszy rzut oka powiedzieć, że jest raczej chłodnym, satynowym w konsystencji kosmetykiem, który narazie, po swatchach na dłoni wygląda dość jasno - ale muszę wypróbować go na policzkach, żeby móc stwierdzić, czy fajnie się sprawdza i wygląda naturalnie. Pierwsze wrażenie jest pozytywne, opakowanie też wygląda ok jak na cudo za kilkanaście złotych ;)



Kolejny drobiazg to kredka do brwi Catrice. To dla mnie nie nowość, bo już ją kiedyś miałam w innym odcieniu, ale po wielu próbach z farbkami, cieniami i zestawami do brwi chętnie do niej wróciłam, bo naprawdę dobrze się sprawdza: ma optymalny dla mnie odcień i praktyczną szczoteczkę. W zestawie z bezbarwnym żelem z Catrice to całkiem fajny zestaw na codzień.




 A to mój wcześniej wspomniany storczyk w rozmiarze XS. To pierwsza żywa roślina w moim mieszkaniu od... od dawna ;) zauroczyła mnie jego wielkość i kolor - chociaż przyznam, że moja miłość do orchidei nie trwa zazwyczaj zbyt długo, gdy przekwitają nie jestem w stanie zmotywować ich do ponownego wypuszczenia pąków. Może tym razem się uda ;)


No i zupełnie ponadplanowy zakup z Hebe - czyli masełko do ust Misslyn. Ok, nie było mi zupełnie potrzebne. Co więcej, nawet nie lubię kosmetyków do ust w takiej formie. Ale blaszane opakowanie, makaronik z przodu i jagodowy smak sprawiły, że wylądował w koszyku. Tak jak przewidywałam, nie jest to coś co zrewolucjonizowało moją kosmetyczkę ;) mi przypomina zwyczajną wazelinę. Trochę też zdziwił mnie kompletny brak składu na opakowaniu. Ale jest wiosna, usta nie wymagają turbo ochrony, a poza tym jest po prostu ładne!



No i pigment Kobo, w odcieniu Sea Shell. W szafie Kobo panował taki bałagan, że prawie zrezygnowałam z jego poszukiwania, jednak namówiona przez Agu byłam zdeterminowana i udało się. To mój pierwszy  pigment z Kobo, wybrałam właśnie ten kolor, bo jest jasny, pięknie opalizujący i zamierzam wykorzystywać go w odwiecznie praktykowanym przeze mnie celu: do rozświetlania powiek i sprawiania, by oczy wyglądały na większe ;) Tutaj pierwsze wrażenie jest pozytywne: pigment ma naprawdę ładny kolor, to złotawo beżowy, drobno zmielony cień okraszony brzoskwiniowo-różową poświatą. Powinien fajnie się sprawdzić subtelnie nałożony na powieki, lub wzmocniony na przykład białą bazą.

Po lewej: cienka warstwa pigmentu bez niczego pod spodem, po prawej - na bazie do powiek Hean.

 I ostatni bonus: świeca, również wypatrzona w Hebe. Jestem już na tym etapie z Yankee Candle, że nie rzucam się na każdą nowość od nich, bo ten design nieco mi się opatrzył, a zapachy poza kilkoma ulubieńcami mocno się powielają. Ta świeczka kosztowała 19zł i urzekło mnie, że jest taka minimalistyczna i elegancka. Ma bardzo delikatny zapach, który nigdzie na opakowaniu nie jest sprecyzowany - dla mnie to jakby jaśmin lub inne białe kwiaty. Zresztą dla mnie tego typu dodatki służą też dekoracji, a nie jedynie walorom zapachowym ;)


Tym razem moje zakupy wypadły dość skromnie. A wy, macie konkretne plany zakupowe? Dajcie znać, jeśli są jakieś produkty must have - może i ja przemyślę moje postanowienie, by omijać już drogerie szerokim łukiem... ;)
Zapraszam do dyskusji:
  1. Juz powoli zagrzewam sie do akcji "promocje w drogeriach" :) na pewno zakupie Bourjois Rouge Edition Velvet i albo najnowszy podklad od Rimmel'a albo Maybelline Affinitone. Opinie na ich temat sa podzielone dlatego zamierzam przetestowac je na wlasnej skorze, a promocja to dobra ku temu okazja ;) wybieram sie tez do Sephory w ramach wymiany starego produktu na nowy marki Sephora z 40% znizka i chce wyprobowac ich nowy baaaaardzo mocno reklamowany tusz do rzes :) PS. Swietny blog, estetyczny, a posty bardzo interesujące i zachecajace do pozostawienia komentarza! :) Po prostu do mnie trafia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nowa seria Rimmel też mnie trochę kusi, ale mam tyle podkładów że w tej kwestii naprawdę powinnam się powstrzymać :D a tusz z Sephory po teście Hani i Maxi też mnie zaintrygował, z tym że ja się w Sephorze nie odnajduję... Może warto się przełamać :) dziękuję Ci za miłe słowa, mam nadzieję że uda mi się trafiać z tematami, które trafiają w różne gusta :) Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ciąży mi w portfelu dramatycznie! :D

      Usuń
  3. Ja dziś dorwałam bronzer Kobo tylko, że Nubian Desert. Nie mogłam się powstrzymać i po powrocie do domu zaznaczyłam nim kości policzkowe - jest przegenialny, już po pierwszym użyciu widzę, że to najlepszy produkt do konturowania jaki miałam. Planuję kupić jeszcze ten korektor z Kobo, dzisiaj zapomniałam się za nim rozejrzeć. Chciałam przetestować CC z Bourjois, ale dziewczyny na wizażu raczej polecają CC z Bell - i to właśnie po któryś z nich sięgnę. Kończy mi się tusz, wiec kupię L'Oreala Volume Million Lashes So Couture, jeszcze go nie miałam, ale podobno jest świetny. Ehh... też miałam nic nie kupować, ale jest jeszcze kilka rzeczy na mojej liście, które mnie bardzo kuszą. Faceci mają łatwiej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie to, że w Naturze były takie pustki, też bym pewnie wybrała Nubian Desert - ten wygląda dość jasno... Tusz L'Oreal serdecznie polecam, mam i lubię :) na CC z Bourjois też trochę się czaiłam, o CC z Bell pierwszę słyszę, ale może to i lepiej - na pewno w kwestii ceny. Korektory z Kobo były na mojej liście, ale no właśnie - pustka w szafie sprawiła, że musiałam odłożyć ten zakup. Faceci mają łatwiej, ale z drugiej strony dziewczyny mają tyle adrenaliny i emocji w takich sytuacjach :D powodzenia w poszukiwaniach!

      Usuń
  4. zaciekawiłaś mnie tą świecą bo i mi się trochę YC już znudziło,rozejrzę się za nią w Hebe :) na Rossmannowe promocje czekam bo akurat i podkład mi się kończy i jakaś dobry top coat by się przydał..akurat mam niedaleko Outlet Factory który jako,że zlokalizowany jest pod miastem nie ma jakiegoś oblężenia jeśli chodzi o Rossmann więc liczę,że to co chce uda mi się kupić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam Factory niedaleko, i faktycznie jest tam i Rossmann, i SuperPharm, a nie ma tam takich tłumów jak w galeriach :) świeca jest piękna, ale po pierwszym odpaleniu muszę przyznać, że prawie wcale nie pachnie :(

      Usuń