Niedzielne popołudnie to nie czas na porządki, a mimo to jakaś siła sprawiła, że właśnie wtedy uznałam za stosowne wykonać gruntowną reorganizację szafy na wiosnę i ogarnąć moją biurko-toaletkę. Może to kwestia wiszącej nade mną magisterki, którą powinnam pisać… W każdym razie moja przestrzeń sypialniano-biurowa odetchnęła z racji odkurzenia i porządku, a w ramach nagrody udało mi się ustrzelić w Kik-u coś, co zupełnie skradło moje serce – grafitową lampę biurową  z wbudowanym, ceramicznym talerzykiem, służącym jako miejsce na biżuterię. Wiem, że toaletka, pudełka i pudełeczka miały już rozwiązać mój problem z bałaganem w tej kwestii, ale musiałam ją mieć – z racji ceny (19zł) i faktu, że idealnie pasuje na parapet, pod którym stoi moje łóżko, a że zawsze wieczorem gdzieś odkładam kolczyki lub bransoletkę, które potem tajemniczo giną – długo się nie zastanawiałam 😉
Poniżej kilka zdjęć mojej graciarni – wygląda to wszystko dość szaro z racji pogody za oknem – niezły dramat wiosenny… Mimo to, lubię te moje biele, szarości i pastele 🙂 Jeśli ciekawi Was organizacja przestrzeni w rozmiarze XS – rzućcie okiem.


To właśnie fragment mojej Nowej, Cudownej Lampki 😉 według mnie jest naprawdę designerska, i jestem z jej upolowania naprawdę dumna! Ładna i praktyczna – idealnie 🙂

W tle mój bożonarodzeniowy prezent – lusterko podświetlane Elle Macpherson – ratowało moją poranną makijażową walkę w zimowe poranki. Teraz z podświetlenia raczej nie korzystam, staram się wykorzystywać światło dzienne – ale to na pewno warty uwagi gadżet. Poza tym jest wygodne jako samo lusterk – wysokość i regulowane pochylenie pozwalają naprawdę wygodnie wykonać makijaż.

Pusta przestrzeń z lewej strony biurka to miejsce na moją wymarzoną komodę Malm, a póki co- stoi tam rower treningowy (używany bardzo oszczędnie :D)

Moje biurko i toaletka w jednym – czyli mebel z Ikea, z serii Micke. Uwielbiam je- jest niewielkie, ale dzięki dużej szufladzie, dodatkowej szafce i otworowi na kable – jest bardzo praktyczne. W tym miejscu pracuję, maluję, korzystam z komputera – sprawdza się bardzo dobrze. Jedyne, co mnie denerwuje to krzesło. Chętnie zamieniłabym je na białego Eamesa, ale nie jestem przekonana, czy będzie wygodny.
Apropo lampkowej obsesji – czarno biały nabytek z Pepco 😉 na parapecie z kolei moje nowe łupy książkowe, czekające na swoją kolej.

W tle flakon perfum z Zary. Często zgarniam w tym sklepie właśnie zapachy, ze względu na ładne flakony (tak, to MA znaczenie.) i zresztą – niebrzydkie zapachy. Podobno jest tak, że perfumy z Zary to często odpowiedniki popularnych zapachów z perfumerii. Nie wiem – ten zapach to typowy, cytrusowy świeżak, a stoi na biurku nie bez powodu- czasem rozpylam go w pomieszczeniu, lub na zasłony – za kwotę rzędu 30zł nie jest mi żal 😉 a pachnie lepiej, niż chemiczne odświeżacze do wnętrz.

Tak wygląda moja wielofunkcyjna przestrzeń. Mam nadzieję, że prezentuje się fajnie – bo ja naprawdę ją lubię. A wy, lubicie zbierać ciekawe gadżety wnętrzarskie, czy pozostajecie w sferze kosmetycznej? 🙂