Porównanie żółtych podkładów

czwartek, 2 kwietnia 2015 | 28 komentarzy:
To nie jest wpis dla osób z idealną cerą. Ba, to nie jest nawet wpis dla osób, które potrzebują delikatnego wyrównania koloru, choć krycie jest tu kwestią elastyczną. Z założenia, jest to wpis dla osób, które:

- wiedzą już, że podkład powinien pasować odcieniem raczej do reszty ciała, niż do kolorytu samej cery,
- potrzebują jasnego, ale nie ekstremalnie bladego podkładu,
- spędziły w drogeriach średnio kilkaset godzin usiłując w sztucznym świetle odgadnąć, czy dany podkład nie jest zbyt różowy (piona!),
- potrzebują podkładu, który ma kolor od beżowego po żółty, 
- oprócz odcienia, wymagają od podkładu mocniejszego krycia.


Jeśli którekolwiek z powyższych Was dotyczy - zapraszam dalej.





Moja przygoda z podkładami toczy się od wielu lat, i przebrnęłam już chyba przez większość drogeryjnych podkładów, choć nie tylko - już w gimnazjum sięgałam np. po Vichy Dermablend, ze względu na zaawansowane problemy z cerą (tak, ciężka postać trądziku, ślady, blizny, a dziś - przebarwienia).  Nie zdawałam sobie wtedy sprawy z tego, że to, czego potrzebuje moja cera, to oprócz krycia, także obecność żółtego pigmentu w podkładzie - który dodatkowo pomaga neutralizować różowe i czerwone obszary na twarzy, których poza trądzikiem dostarczała mi też z natury naczynkowa cera. Po wielu latach prób, mogę dziś powiedzieć, że mam kilku swoich ulubieńców, którzy spełniają warunek koloru i krycia, choć różnią się między sobą na przykład trwałością czy wykończeniem. W zestawieniu nie ma obecnie internetowych hitów takich jak Bourjois Healthy Mix, Bourjois 123 Perfect czy kilku innych, o których wiem że są popularne - obecnie ich nie posiadam, a chciałam we wpisie użyć aktualnych zbiorów i zdjęć.

Lecąc po kolei:


1. Estee Lauder Double Wear 1W1 Bone: podkład, który jest ze mną najkrócej, bo od około miesiąca. To jeden z bardziej znanych podkładów, który jednocześnie zbiera skrajne opinie. Dzięki uprzejmości znajomego udało mi się zdobyć go na promocji w cenie 89zł, postanowiłam więc zmierzyć się z legendą. Wybrałam odcień 1W1, bo jest jednym z jaśniejszych i oznaczonych jako tonacja ciepła, żółta (W). Moje wrażenie? Kolor jest bardzo trafiony dla mnie, i faktycznie dobrze kryje. Jest jednak gęsty i w konsystencji przypomina nieco płynną plastelinę, mocno czuć go na twarzy i na dłuższą metę nawet dla mnie jest za ciężki. Dodatkowo, klasyczny brak pompki i niespecjalnie wydajna formuła jak narazie nie przekonują mnie do niego na tyle, by dołączyć do grona fanek.

2. AA Make Up Filler 103 Light Beige: podkład, który już zupełnie znalazł się u mnie przypadkiem! Stało się to przez fakt, że znalazłam się w Rossmannie zdesperowana, lekko spłukana i z zamiarem kupna byle jakiego podkładu z niższej półki, ot tak dopóki nie trafię na coś lepszego. Padło na AA. Spodziewałam się, że w naturalnym świetle spotka mnie typowe dla drogeryjnych podkładów rozczarowanie, a jego odcień okaże się jednak zawierać różowe pigmenty - tutaj miła niespodzianka. Podkład ma przyjemny, neutralny odcień, konsystencja jest lejąca i choć jego krycie oceniłabym na średnie, to plusem na pewno jest jego nawilżająca formuła i przyjemne uczucie na skórze. W końcu producent obiecuje, że podkład wypełni zmarszczki... Chyba każda z nas doświadczyła nieraz tego efektu, gdy podkład owszem, wlazł w zmarszczki, ale nie w taki sposób jaki byśmy sobie tego życzyły ;) tutaj nie zauważyłam, żeby podkład zapewnił mi efekt botoksu (nie mam też aż takich zmarszczek - najbardziej dokuczają mi poziome linie na czole, niby płytkie, ale widocznie), jednak to że nie zastyga do końca i wygląda świeżo, można uznać za w pewnym sensie odmładzający efekt.


3. MAC Studio Fix NC 20: podkład, który po raz pierwszy kupiłam latem zeszłego roku, w szalonym odcieniu NC 25. Wtedy byłam nim zachwycona, bo był pierwszym podkładem, który po nałożeniu na skórę tak ładnie przykrył wszystkie moje przebarwienia i niedoskonałości, że był moim prywatnym Photoshopem w butelce. Byłam też wtedy mocniej opalona, więc kolor naprawdę mi się podobał. Gdy wraz z upływem czasu zaczęłam blednąć, wybrałam się po jaśniejszy kolor - zamierzałam nawet kupić NC15, jednak w salonie MAC dałam się namówić na NC20. W obecnym, zimowym stanie mojej cery to zdecydowanie za ciemny kolor, w dodatku teraz wydaje mi się, że zamiast żółtego wybarwienia ma bardziej pomarańczowe tony - zapewne wrócę do niego latem, bo krycie i efekt jaki daje, są faktycznie "pro", tak jak i dedykowana jest ta seria, jednak na pewno nie należy do lekkich i delikatnych podkładów. Trwałość ok, niestety odbija się na przykład na... telefonie. 

4. Revlon Colorstay 150 Buff, cera mieszana i tłusta: kolejna legenda, bardziej przystępna cenowo - choć rozpiętość i tu jest bardzo duża, bo ja kupuję go w drogeriach internetowych takich jak np. eZebra za 27zł, a w drogeriach stacjonarnych dostępny jest nawet za 79zł (!). Podkład, z którym większość zapewne miała styczność. Osobiście testowałam jedynie wersję do skóry mieszanej i tłustej, i chociaż moja cera jest przesuszona zwłaszcza na czole, to ten typ odpowiada mi całkowicie. Mój kolor to 150 Buff - wcześniej miałam do czynienia z odcieniem 180 Sand Beige, ale dziś wiem, że za bardzo sugerowałam się moim "oliwkowym" typem skóry, i mylnie kierowałam się w stronę za ciemnych podkładów. 150 jest dla mnie bardzo ok, nie posiada zbyt żółtego odcienia, ale za to ma ładny, beżowy kolor, który ładnie stapia się z szyją. Krycie średnie do mocnego, w zależności od metody nakładania (u mnie - Beauty Blender lub flat top Hakuro H50s). Czasem dodaję do niego kropelkę MAC NC20, albo używam brązera, żeby dodatkowo go ocieplić. Klasyczna wersja nie zawiera pompki, moja to internetowy patent, czyli zielony pomocnik wprost z serum Avon na końcówki włosów ;)



Obecnie moja kolekcja prezentuje się w ten sposób- to też po części wynik tego, że staram się ograniczyć kosmetycznie i dążę do korzystania ze sprawdzonych kosmetyków, zamiast stale testować, wyrzucać, i nabywać... ;) Oprócz podkładów, wspomagam się jeszcze kamuflażem i korektorem, ale o tym kiedy indziej. Jeśli szukacie podkładu, który mocniej ukryje Wasze niedoskonałości, zwłaszcza takie jak naczynka, blizny lub ślady - mogę właściwie polecić każdy z wyżej wymienionych podkładów, w zależności jakiego wykończenia lub trwałości oczekujecie. Kolorystycznie są to naprawdę udane typy. 

Jestem zawsze otwarta na żółto- beżowych kandydatów, więc jeśli macie coś godnego uwagi - dajcie znać :)












Zapraszam do dyskusji:
  1. Polecam spróbować Inglot HD albo z Sephory 10H podkład korygujący :) ps. brakowało mi takiego porównania kolorów Mac/EL/Revlon :) w końcu wiem w jakie numerki kolorystyczne się wstrzelić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super, że porównanie się przydało - sama obejrzałam i przeczytałam miliony recenzji, a nie zawsze udało mi się zobaczyć zestawienia tych podkładów, które mnie najbardziej interesowały :)

      Usuń
    2. Ojj ile ja się naszukałam porównania właśnie tych podkładów... Było to dla mnie baardzo ważne, dlatego że w pobliżu mam możliwość zrobienia swatchy tylko Revlona, więc MAC i EL muszę zamówić z drogerii internetowej. I co mi da, że ktoś zrobił swatche wszystkich EL czy wszystkich Mac'a obok siebie skoro ja dalej nie wiem jak one mają się w stosunku do kolorów, które używam? Dlatego tym bardziej się cieszę - używałam ciemniejszego revlona, i bałam się że 1w2 EL będzie mi za jasny, dzięki temu porównaniu wiem, że powinien być dobry :)

      Usuń
  2. Z przedstawionych nie używałam tylko AA, natomiast Studio Fix i Double Wear się w ogóle nie sprawdziły. Z kolei Colorstay'owi do ideału daleko, ale ten odcień 150 Buff pasuje mi prawie idealnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Revlon w tym kolorze miałam, ale nie polubiłam go...
    Za to od 3 lat lubuję się w minerałach ;) dużo większy wybór kolorów i zdrowsze dla cery..

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo przydatny post :) dzięki za swatche porównawcze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam revlon w tym kolorze, ale wersję dla suchej skóry i jestem zadowolona, ale nie jest aż tak żółciutki jak np Healthy Mix w kolorze 51 czy CC z Bourjois też w najjaśniejszym. To są chyba dwa moje ulubione żółtki :)
    Fajny post. Dodaję do obserwowanych i czekam na nowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przymierzam się do tego CC od Bourjois!

      Usuń
    2. a moja wydaje się mało kapryśna, normalna cera nie toleruje uwielbianych podkładów bourjois. próbkę hm 51 dostałam od bratowej i całe szczęście że nie zainwestowałam w pełnowartościowy produkt bo utlenia mi się na straszny pomarańcz - wyglądam w nim jak marchewka. cc od bourjois jest zbyt różowy dla mojej bladej żółto-oliwkowej cery, a ponadto mnie uczula, robią mi się takie podskórne grudki na czole. miałam też próbkę eldw ale czułam się w nim jak w masce, wyglądał strasznie sucho i był niekomfortowy w noszeniu. jak na razie używam minerałów z anabell z serii golden zamiennie z colorstay'em (zależnie od stanu skóry) i oba sprawdzają się świetnie. kusi mnie ten mac.
      pozdrawiam :) bardzo fajny, konkretny blog!

      Usuń
  6. Podkład AA już próbowałam, niestety niezbyt bardzo mogłam dopasować kolor. Zbieram się do wypróbowania podkładu z Revlon, gdyż mam wersję PhotoReady i naprawdę polubiłam jej krycie, a ponoć Colorstay kryje jeszcze lepiej! :) O Mac;u śnię już od dłuższego czasu, jednak chwilowo budżet nie pozwala na taki rarytas, ale również wiele osób mi go polecało.
    Borykam się z pozostałościami po trądziku, nieładnymi bliznami i przebarwieniami, dlatego standardowo sięgam po korektor z Catrice i słynny 4in1 z Wibo :)

    Blog świetnie się zapowiada, czy mogłabym podpytać cóż to za czcionka w poście? Bardzo dobrze się z nią czyta, a ja zupełnie nie mogę znaleźć takiej, która będzie mi odpowiadać na moim blogu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Korektor kamuflaż z Catrice też jest u mnie niezastąpiony! Czcionka to Century Gothic :) Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Estee Lauder DW miałam i bardzo lubiłam. Natomiast denerwujące jest to, że nie ma pompki... jak za taką cenę producent powinien w końcu o niej pomyśleć, bo wydanie kolejnych (chyba 20zł) w MAC'u tworzy cenę z kosmosu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, brak pompek to dziwna przypadłość podkładów z wyższej półki - czy to Estee Lauder, Mac, czy Nars :/

      Usuń
    2. Z tego co się orientuje producenci nie dają pompek do podkładów wtedy, kiedy podkład przed użyciem wymaga "wstrząśnięcia" a przewrócenie butelki do góry dnem, miesza nam podkład ;) nie wiem, na ile to jest potrzebne przy tych podkładach ale np Revlon zaaawsze wstrząsałam zanim wylałam trochę na dłoń bo zauważyłam, że jak stoi kilka dni to zaczyna się rozwarstwiać

      Usuń
  8. Fajny wpis jednak nie do końca sie z Toba zgodze co do podkładu Estee Lauder....napisałaś: "Jest jednak gęsty i w konsystencji przypomina nieco płynną plastelinę,"..hmm czy aby na pewno? Podkład wylewa się z buteleczki jest dosyć rzadki, rzadszy od Revlona, nawet od MAC SF wiec czemu u Ciebie ma postać gęstą? porównywalna do "plasteliny"? Uważam że jest bardzo wydajny właśnie przez to ze jest rzadki :) wystarczy jego mała ilosc by uzyskac zadowalające krycie :) A może dlatego,że był w promocji za 89zł nie wiem...może było coś z nim nie tak....?
    Pracuje na nim od kilku lat, na poczatku nie przypadł mi do gustu jednak po wielu próbach różnego podejścia do niego (stopniowanie krycia, uzywanie różnych aplikacji, baz itp..) jest zadowalajacy w 100% :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie precyzyjnie to ujęłam - fakt, wylewa się z butelki i wszystko tu się zgadza, jednak tuż po nałożeniu momentalnie zastyga i ten finalny efekt wykończenia skojarzył mi się właśnie ze strukturą plasteliny - próbowałam jak narazie palcami, flat topem i BB, będę jeszcze eksperymentować z tym, co pod podkład (krem, baza) i może coś z tego będzie :)

      Usuń
  9. Super post bardzo przydatny :) tez testowalam revlon 150 buff i mam o nim takie samo zdanie jak ty :) ale chyba po tym poscie skusze sie na maca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz możliwość, to wypróbuj najpierw próbkę - ja się skusiłam po recenzji Hani Digitalgirl i akurat mi pasuje, ale płacąc coś ponad stówkę miałam spore obawy :D

      Usuń
  10. Zastanawiałam się ostatnio nad Revlonem, ale jestem przyzwyczajona do lekkich podkładów i boję się, że będzie za bardzo hardcorowy :) ale chyba poproszę próbki w Douglasie i pomyślę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto go wypróbować, dla mnie mimo fajnego krycia nie jest takim hardcorem, choć duże znaczenie ma też sposób aplikacji - dzięki zwilżonej gąbeczce daje fajne i delikatne wykończenie :)

      Usuń
  11. cześć :) próbowałaś może minerałów? :) serdecznie Ci je polecam! ja używam Annabelle Minerals i nic tak lepiej nie kryje mojej również niestety naczynkowej cery dając przy tym tak delikatny efekt :)

    powodzenia w blogowaniu! będę zaglądała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie w moje ręce jeszcze nie dostał się żaden kosmetyk mineralny, chyba z obawy o ich "obsługę" i krycie, ale bardzo chcę spróbować! :)

      Usuń
    2. spróbuj koniecznie! :) też się bałam że "zwykły proszek" nie przykryje moich obszarów naczynkowych ale byłam błędzie! oczywiście na początku nie umiałam się minerałami obsługiwać :P ale nie poddałam się i po kilku beznadziejnych podejściach w końcu się udało i nie wyobrażam sobie makijażu wiosną, latem i jesienią bez nich :)

      Usuń
  12. Bourjois healthy mix jest dla mnie zaróżowy, czy poleciłabyś mi jakiś podkład, który będzie totalnie żółty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie, jeden z bardziej żółtych, w ogóle bez różowych tonów to Estee Lauder Double Wear 1N1, ale w kwestii konsystencji to dość toporny podkład. Ostatnio też w moje ręce wpadły minerały od Annabelle Minerals, najnowsze odcienie są pięknie złociste - będzie o nich na dniach post :)

      Usuń
    2. O to idealnie, właśnie przymierzam się do ich zakupu. Tak więc post na ich temat bardzo by się przydał :) ;)

      Usuń