Skoro obecnie w Rossmannie trwa ostatnia tura wyprzedaży -49% obejmująca produkty do ust, na tapecie wylądowały – całkiem przypadkiem- dwa produkty, które możecie przy tej okazji  nabyć. Przyznam szczerze, że produkt Lovely wpadł w moje ręce przy okazji, bo kupiłam go już jakiś czas temu i zagubiłam w którejś z torebek, ale gdy kilka dni temu się znalazł, stwierdziłam ze zdziwieniem że… to trochę taki zaginiony brat bliźniak słynnej pomadki Bourjois Rouge Edition Velvet, w odcieniu Nude-ist. Czy moje wrażenie było słuszne? Zobaczcie same.

Ale po kolei. Kremowe, matowe pomadki Bourjois zna większość z nas – nie znam chyba osoby, która byłaby z nich niezadowolona. Plusy są oczywiste – piękna gama kolorystyczna, przyjemne, satynowo-matowe wykończenie i godna podziwu trwałość. Sama posiadam dwa odcienie – Nude-ist nr 07 i So Hap’pink nr 11. Nude-ist to zgaszony, dość ciemny róż bliżony odcieniem do naturalnego koloru ust, z kolei So Hap’pink ma nieco jaśniejszy i bardziej żywy kolor. Zresztą więcej o nich w tym wpisie. A przechodząc do porównania z Lovely…
Oba produkty to według producentów matowe pomadki, zatem kategoria jest ta sama. Czas na różnice i podobieństwa, a co wyróżnia się na pierwszy rzut oka, to na pewno cena. Bourjois to koszt w przedziale 28 – 50zł (zależnie od drogerii, najtaniej online), z kolei Lovely – ok. 10zł, w promocji – ok. 4zł (Rossmann). Jeśli chodzi o gamę kolorystyczną, to Lovely oferuje tylko 3 odcienie, z kolei w przypadku Bourjois wybór jest teoretycznie spory, jednak w większości są to ciemne i dość intensywne odcienie różu i czerwieni. Jeśli chodzi o łatwość aplikacji, to produkty są w konsystencji bardzo zbliżone – są masełkowate i szybko kryją, choć do pełnego pokrycia ust potrzeba 2 warstw. Bourjois zastyga po chwili, ale na pewno nie do suchego, ciężkiego matu. W tym wypadku Lovely wypadło u mnie trochę gorzej – mimo, że używałam wcześniej peelingującej pomadki z olejkami z Sylveco, miałam wrażenie ściągnięcia ust, i choć w pierwszej chwili podczas aplikacji pomadka wydawała się nawet delikatniejsza od Bourjois, to już po minucie-dwóch zastygła do dość mocnego matu, co jest dla mnie o tyle niekomfortowe, że podczas naturalnej mimiki struktura pomadki jest bardziej spękana i widoczna. Nie chcę tu jednak wydawać jednoznacznej oceny, bo u mnie większość pomadek wypada dość sucho i często mam z tym problem. 
Poniżej: Bourjois (tutaj odcień wypadł dość różowo, w rzeczywistości jest bardziej cielisty, jak na swatchu)
i Lovely:

Co jeszcze je łączy lub dzieli? Trwałość – Bourjois u mnie wytrzymuje bez poprawek 3-4h, zresztą nie wymagam od pomadki trwałości 12h czy doby 😉 i ta trwałość jest według mnie ok. Co do Lovely – trwałość jest bardzo zbliżona, może nawet nieco mocniejsza. Gdy po jakimś czasie chciałam zmyć ją przy użyciu nawilżanej chusteczki dla niemowląt, musiałam się nieźle namachać, bo była niczym tatuaż – polecam jednak coś stricte do demakijażu. Tutaj Bourjois wypada zdecydowanie bardziej delikatnie, także przy demakijażu. Zmywane odpowiednim preparatem powinny schodzić bez problemu, chociaż w tej kategorii Lovely może mieć przewagę – użycie serwetki podczas posiłku, jedzenie czy picie raczej nie będą dla niej problemem. Ogólne wrażenie z użytkowania pomadek – mnie bardziej podoba się efekt jaki daje Bourjois, ale to dlatego, że od typowego matu w ogóle wolę bardziej kremowe, pośrednie wykończenie. Odcienie, jeśli mówimy o nr 1 z Lovely i Nude-ist są bardzo zbliżone – Lovely ma może odrobinę chłodniejszy, bardziej różowy odcień, a Nude-ist to dla mnie faktycznie nude z kroplą brązu. Myślę jednak, że całe starcie rozstrzyga po prostu cena, bo za 4-5zł każda z nas może pozwolić sobie na eksperyment z pomadką Lovely i sama ocenić, czy to jest to. Zwłaszcza w okresie Rossmannowej promocji, choć w tym wypadku zniżka ucieszy raczej osoby polujące na znacznie droższe Bourjois. Oba produkty są godne polecenia i nie mają jawnych wad, a ja z czystym sumieniem uznaję Lovely za – może nie bliźniaczkę, ale jednak – bliską kuzynkę francuskiej Burżujki ;).
Znacie pomadkę Lovely? Czy raczej moda na matowe pomadki u Was trochę już minęła? Ja chyba trochę tęsknie spoglądam za kremowymi pomadkami, zwłaszcza wiosną – w tej kategorii u mnie rządzi Catrice. Czas chyba najwyższy poznać bliżej produkty do ust Mac… 🙂