10 w 1 - czyli krem CC od Bielendy

poniedziałek, 8 czerwca 2015 | 11 komentarzy:
Niezaprzeczalnie przywędrowały do nas upały, a to, co przyniósł weekend czerwcowy, ma być dopiero początkiem prawdziwie tropikalnych temperatur. Coraz mniej zakładamy na siebie, a jak jest w kwestii makijażu? Chętniej sięgamy po orzeźwiające mgiełki zamiast perfum, błyszczyki zamiast pomadek, ale pozostaje kwestia podkładu. Jeśli należycie do tej grupy, która latem chętnie eksperymentuje z kremami BB i CC, to w tym wpisie prawdziwe wash&go, czyli krem CC... 10 w 1. Przyjrzyjmy się mu i sprawdźmy, czy taki on wielofunkcyjny, jak go malują ;)

Tej wiosny Bielenda zaszalała, jeśli chodzi o formułę CC. W linii pojawiły się dwa rodzaje kremów do twarzy oraz udoskonalacz do nóg, który sprawdza się naprawdę fajnie - przynajmniej taki efekt zauważyłam na zdjęciach. A o co chodzi z tą wielofunkcyjnością w ramach podkładu? Przyznam, że do polskich kremów BB/CC mam bardzo ograniczone zaufanie. O ile sama idea i działanie tego typu kosmetyków azjatyckich naprawdę mnie przekonuje, tak kosmetyki czy to Maybelline czy Garnier są w moim odczuciu pójściem producentów na łatwiznę. A jak jest w przypadku Bielendy?


Obietnice są takie, że krem CC: 

1. Neutralizuje cienie.
2. Dodaje blasku szarej, ziemistej cerze.
3. Usuwa oznaki zmęczenia i stresu.
4. Tonuje i ujednolica koloryt cery.
5. Intensywnie nawilża.
6. Rozświetla i energizuje cerę.
7. Poprawia kondycję skóry.
8. Łagodzi podrażnienia.
9. Zawiera naturalny filtr UV.
10. Doskonale wygładza, stanowi idealną bazę pod makijaż.

Oczywiste jest, że hasła takie jak energizowanie cery czy usuwanie oznak stresu są obietnicą średnio możliwą do zweryfikowania, no bo czy krem CC przywoła na moją zestresowaną twarz uśmiech, albo doda mi witalności, która malować się będzie na wypoczętej, promiennej cerze? Niekoniecznie, ale to, czego oczekuję od kremu CC, to już na pewno wyrównanie kolorytu, zminimalizowanie zaczerwienień i zasinień, nawilżenie i ogólna poprawa wizualnej kondycji skóry. Dobrze brzmi też obecność filtra UV, jeśli jednak nie jest jasno określone, jaki to filtr - to trochę gorzej. Należę do osób, które praktycznie przez cały rok muszą trzymać sztamę z dobrze kryjącymi podkładami, i lato tak naprawdę nie stanowi tu wyjątku, a raczej wyzwanie - bo tym bardziej liczy się dla mnie, żeby podkład nie spływał i nie ścierał się z twarzy w wysokich temperaturach. Mimo wszystko, ilość obietnic na Bielendowym kremie CC tak mnie zauroczyła, w połączeniu z fajnym designem opakowania i ceną, spowodowaną Rossmannową promocją -49% że postanowiłam dać mu szansę.



Pierwsze wrażenie? Alleluja, podkład/krem ma... żółty kolor. To naprawdę zachwyciło mnie od pierwszego odkręcenia tubki, bo przyznam, że nie spodziewałam się tak ładnego, ciepłego żółtka w drogeryjnym kremie CC. Druga kwestia, czyli zapach - delikatny, kwiatowy, nienachalny. Początek wyglądał naprawdę obiecująco. Konsystencja kremu jest, jak nazwa wskazuje - jedwabista, kremowa, dość gęsta i zbita, ale w styku ze skórą staje się śliska i piankowa, dzięki czemu przyjemnie rozprowadza się na twarzy. 

Wraz z żółtym odcieniem, wróciła we mnie wiara w spełnienie obietnicy o neutralizowaniu przebarwień rozmaitego pochodzenia, trochę na wzór podkładu 1,2,3 Perfect od Bourjois. I jak się to ma do rzeczywistości? Owszem, żółty kolor to dobry krok dla osób, które tak jak ja, zmagają się z zaczerwienioną, naczynkową cerą. Niestety, podstawowy problem, jaki staje na drodze spełnieniu swojej funkcji, pojawia się na etapie krycia. Krem CC, nałożony palcami i takoż rozsmarowany, nie jest niestety w stanie przykryć nawet bardzo delikatnych i bladych pajączków. Fakt, mam wrażenie, że w jakiś dziwny sposób ujednolica całość kolorytu twarzy, pokrywa ją taką żółtawą powłoczką, ale nie jest to na pewno samodzielny efekt, który mogłabym zaakceptować. Producent dodaje zresztą, że kremu możemy używać samodzielnie (w przypadku cery w niezłym stanie może to być jakiś pomysł) lub jako bazy pod właściwy podkład. W tym wypadku teoria o lekkości makijażu i magicznego naprawienia skóry trochę upada, ale to wciąż dobre wyjście dla takich osób jak ja, które zmagają się z nieustającym problemem różowej w stosunku do reszty ciała karnacji.

Innym wyjściem, dla wzmocnienia efektu, jaki daje ten krem, może być połączenie go z odpowiednio żółtym pudrem. Bo trzeba przyznać, że po samodzielnej aplikacji kremu, twarz nie jest matowa, to raczej pół satynowy efekt. Ja używam ostatnio odkurzonego pudru Rimmel Stay Matte w odcieniu Translucent, ale sądzę, że idealnie sprawdziłby się tu puder Ben Nye, w odcieniu Banana.

Generalnie krem od Bielendy nie zaskoczył mnie ani pozytywnie, ani negatywnie - chyba dlatego, że nie wiązałam z nim większych oczekiwań i mimo wszystko wiedziałam, że na polskim rynku dobry krem CC nie ma racji bytu. Mimo to, używam go od jakiegoś czasu w formie bazy, gdzie fajnie współpracuje z podkładami takimi jak Revlon Colorstay, MAC Studio Fix czy EL Double Wear (choć tu może zajść potrzeba silniejszego nawilżenia). 

Z tej serii Bielendy lepszym trafem jest na pewno balsam do nóg, bo tu działanie faktycznie zgodne jest z obietnicami producenta.

A to już mój nudziakowy zestaw kolorystyczny - czyli Bielenda w duecie ze Stay Matte i maleństwem od Essie z wiosennej kostki o której pisałam tutaj


Jeśli korzystacie z kremów BB/CC i możecie polecić coś odrobinę lepiej kryjącego - to nadstawiam uszu, a Wam polecam ten krem jeżeli oczekujecie jedynie delikatnego, optycznego ujednolicenia cery. W takim wypadku to fajny, poręczny i przyjemny w użytkowaniu kosmetyk. Ja z podkulonym ogonem wracam do podkładowych klasyków, i oczekuję na przesyłkę od Annabelle Minerals i nowego odcienia Sunny Fair :).

Zapraszam do dyskusji:
  1. No niestety, mało który krem bb, czy cc ma dobre krycie :-) jak doprowadzę swoją skórę do porządku, możliwe, że go wypróbuję :-) póki co muszę używać czegoś dobrze kryjącego :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, chociaż te azjatyckie potrafią zaskoczyć, ze względu na zupełnie inną formułę. Te drogeryjne, polskie wynalazki są raczej dla osób, które na codzień rezygnują z podkładu. Co kryjącego wybierasz?

      Usuń
  2. jeszcze jakoś nigdy nie skusiłam się na żaden krem BB, chociaż czasami warto by było użyć czegoś lżejszego :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są takie dni, kiedy możemy sobie na to pozwolić, i może warto spróbować :) ja nie czułabym się dobrze z lekkim kryciem :/

      Usuń
  3. Jak widze takie milion w jednym to sobie mysle ciekawe kto w to uwierzy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fantazja producenta nie zna granic ;) na bracie bliźniaku tego kremu wypisane było 10 funkcji, z których każda była tą poprzednią, tylko inaczej ujętą... :D

      Usuń
  4. U mnie kremy BB/CC się niestety nie sprawdzają, a może po prostu nie trafiłam na odpowiedni:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to przybijam piątkę :) ale polskich już raczej testować nie będę.

      Usuń
  5. Ciekawa go jestem. Wiadomo, że z kryciem w przypadku tego typu kremów nie jest najlepiej ale czasem jest to dobra alternatywa :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chociaż moja cera nie wygląda najgorzej, to jednak od tego typu kosmetyków oczekuje zarówno ujednolicenia jak i krycia.... Dotychczas miałam styczność z BB Cream z Nivea ( niestety jest zbyt pomarańczowy i za ciemny w wersji dla jasnej karnacji, no chyba że jestem opalona, wtedy dodaje go do podkładu, ale nie polecam) ... Kolejnym jest multifunkcyjny BB cream z Lirene ( ten już bardziej polecam... Nie ma w nim informacji do jakiej karnacji jest przeznaczony, jednak mimo dość neutralnego odcienia, to jednak jest dość ciemny ...

    OdpowiedzUsuń
  7. Chociaż moja cera nie wygląda najgorzej, to jednak od tego typu kosmetyków oczekuje zarówno ujednolicenia jak i krycia.... Dotychczas miałam styczność z BB Cream z Nivea ( niestety jest zbyt pomarańczowy i za ciemny w wersji dla jasnej karnacji, no chyba że jestem opalona, wtedy dodaje go do podkładu, ale nie polecam) ... Kolejnym jest multifunkcyjny BB cream z Lirene ( ten już bardziej polecam... Nie ma w nim informacji do jakiej karnacji jest przeznaczony, jednak mimo dość neutralnego odcienia, to jednak jest dość ciemny ...

    OdpowiedzUsuń