Jako że weekend czerwcowy okazał się być ciepły, słoneczny i po prostu idealny do tego, by wyjechać nad jezioro/morze lub po prostu wylegiwać się na słońcu na balkonie, warto przypomnieć sobie o kilku niezawodnych sprzymierzeńcach na coraz cieplejsze, wiosenno letnie dni. Niektóre z nich są tak oczywiste, że sięgamy po nie odruchowo, ale czy pamiętamy o wszystkim, za co nasza skóra podziękuje nam (nie tylko) latem?

1. Aloes w żelu – o popularności aloesu w ostatnim czasie nie trzeba wspominać – pijemy go w napojach, a żel aloesowy z powodzeniem służy posiadaczkom falowanych lub kręconych włosów dla naturalnego wzmocnienia ich skrętu. Warto też pamiętać o podstawowych funkcjach aloesu, które z pewnością przydadzą się w gorące, słoneczne dni i będą wsparciem dla wyeksponowanej na promienie słoneczne skóry. Dzięki obecności naturalnego ekstraktu z aloesu, wspartego gliceryną i pantenolem, żel aloesowy to wielofunkcyjny opatrunek na niejedną część ciała. Dodatkowo jego cena jest wyjątkowo niska (10-15zł) w stosunku do korzyści. Co dobrego zapewnia nam aloes?
  • nawilża i regeneruje – wcierany po opalaniu stanowi opatrunek dla podrażnionej skóry, działając lepiej niż śmietana czy wiele chłodzących środków na bazie syntentycznych składników,
  • łagodzi stany zapalne – jeśli zaliczymy bliższe spotkanie z meszkami/komarami, pozwoli szybciej zniknąć bolącym śladom po ugryzieniach i zmniejszy swędzenie,
  • łagodzi podrażnienia po depilacji – latem zdecydowanie częściej sięgamy po depilator czy jednorazówki, które choć gwarantują natychmiastowy efekt- w pakiecie dostarczają też często dyskomfort związany z przesuszeniem, podrażnieniem i wrażliwością, zwłaszcza jeśli miejsca depilowane wystawiane są potem na działanie słońca lub wody, zwłaszcza chlorowanej,
  • uspokaja i nawilża także skórę głowy – w okresie letnim dbamy o skórę, ale często zapominamy, że obrywa się także tej na głowie, w pakiecie z naszymi włosami – które wcale niekoniecznie czerpią przyjemność i korzyści z większej niż zwykle styczności ze słońcem.
2. Kapelusz z dużym rondem – niekosmetyczny, ale nie mniej ważny element letniej pielęgnacji. Mimo stosowania kosmetyków z filtrem, warto korzystać z takiego nakrycia głowy, bo chronimy nie tylko włosy i skórę w tej okolicy, ale także delikatną skórę twarzy, ramion i dekoltu. Zdecydowanie lepiej kolor w tym obszarze wyrównać ciemniejszym podkładem lub kroplą samoopalacza, niż eksponować twarz narażając ją na nadmierne starzenie i przedwczesne pojawienie się zmarszczek lub przebarwień posłonecznych. Do kupienia w H&M, cena – 79,90. 
3. Matująca emulsja do twarzy Vichy Capital Soleil SPF 50 – o konieczności stosowania kremu z filtrem nie trzeba nikogo przekonywać, jednak pewnym wyzwaniem jest dobranie kosmetyku do twarzy, który przy okazji nie rozpuszczałby nam całego makijażu i nie spływał pod wpływem ciepła. W tym przypadku Vichy sprawdzi się rewelacyjnie – dzięki nietłustej, kremowej konsystencji, kosmetyk dobrze się wchłania i chroni skórę na poziomie komórkowym, pozwalając jednocześnie na bezproblemową aplikację podkładu czy kremu BB. Nie bieli skóry, nie przetłuszcza jej, jest hipoalergiczny. Do znalezienia w aptekach, przedział cenowy 40-60zł. 
4. Woda termalna, tu: Uriage – fenomen wód termalnych zawdzięczają one głównie swojej wielozadaniowości. Po wykonaniu makijażu możemy spryskać delikatnie twarz, by pozbyć się ciężkiego, pudrowego wykończenia, za to latem warto mieć je w torebce dla delikatnego odświeżenia i ochłody, ale także dla profilaktycznego zastosowania przed wyjściem na słońce. Regularnie stosowanie wody termalnej na twarz wzmacnia ją, udpoarnia na czynniki zewnętrzne i niweluje podrażnienia, zatem jej funkcja jest dość długofalowa i zaczyna się jeszcze przed bezpośrednim przebywaniem na słońcu. Cena – zależnie od marki, 30-60zł w aptekach.
5. Pomadka z filtrem – kolejny kosmetyk, który zdaje się być nieco pomijany w kompletowaniu letniej kosmetyczki. Filtr na twarz – jasne, na ciało – także, a usta? Smarowanie ich kremem nie należy do czynności specjalnie komfortowych, za to nałożenie bezbarwnej pomadki ochronnej to już zupełna norma. Dlaczego powinna to być pomadka z filtrem, a nie zwykły balsam lub błyszczyk? Usta, jak każda część naszego ciała podatne są na promieniowanie UVA i UVB, a jeśli chodzi o strukturę skóry w tym miejscu, to podobnie jak na powiekach czy wokół oczu, jest ona zupełnie inna i cieńsza niż w pozostałych partiach skóry. No i nikt nie lubi wrażenia przesuszonych, spierzchniętych ust, a ten efekt, kojarzony bardziej z zimą, fundujemy sobie także zaniedbując nawilżenie ust opalając się bez stosownego zabezpieczenia. W pomadce FlosLek znajdziemy także pielęgnującą witaminę E, a wszystko to za około 5-7zł. 
6. Pareo – żadna nowość, ale jeśli jeszcze nie macie go w swojej szafie, to serdecznie namawiam. Dlaczego? Ze względów czysto praktycznych, czyli w ramach sukienki/spódnicy plażowej, ale także jako turban, jeśli opalamy się bez nakrycia głowy, czy narzutka na ramiona, jeśli czujemy, że słońce łapie nas trochę za mocno. No a wieczorem, gdy robi się chłodniej, a nasza opalona skóra reaguje wrażliwością, możemy je wykorzystać jako apaszkę. Ten model również znajdziecie w obecnej kolekcji H&M.
7. Spray ochronny L’Oreal Proffesionnel Solar Sublime – coś, o czym sama przez długi czas nie pamiętałam, korzystając z rozjaśniających właściwości promieni słonecznych na moich włosach. Niestety, po każdym lecie włosy były przesuszone, sztywne i sianowate. Nie powiem, żeby ten spray w całości uchronił włosy przed długotrwałym promieniowaniem, chlorowaną czy morską wodą, ale na pewno używając go, zafundujecie swoim włosom ochronną otoczkę, która je uelastyczni i zapewni wzmocnioną odporność na letnie czynniki zewnętrzne. Do kupienia w salonach fryzjerskich, cena: około 50-60zł. Tańsze odpowiedniki znajdziecie np. w Rossmannie, w serii Sun Ozon.
To by było na tyle, jeśli chodzi o sprzymierzeńców pierwszego, wiosennego opalania. Pamiętajmy też o okularach przeciwsłonecznych – koniecznie porządnych, raczej nie ze stojaka na nadmorskim deptaku. Macie jakieś swoje triki na bezpieczne i sprytne korzystanie ze słońca? Jeśli coś pominęłam, dajcie znać :).

PS. Pamiętajcie też, o odpowiednim poziomie nawilżenia od wewnątrz. Na przykład w postaci domowej lemoniady. Smacznego!