Nie jest nowością, że odkąd pamiętam, szukam podkładu idealnego. Przez moją kosmetyczkę przewinęły się już prawdziwe rzesze podkładów drogeryjnych, które dość szybko odpuściłam ze względu na słabą gamę kolorystyczną, a od jakiegoś czasu testuję propozycje MAC, Estee Lauder czy Revlon. Gdy u IDALII trafiłam na swatche najnowszej kolekcji kolorów od Annabelle Minerals, dotarło do mnie, że nie miałam jak dotąd styczności z minerałami właśnie – a że odcienie wyglądały na idealne, słoneczne żółtki – szybko zamówiłam próbki. Ciekawe efektów? Zajrzyjcie dalej.

Ze względu na moją słynną już, ekstremalnie żółtą karnację, zaburzoną jednocześnie licznymi zaczerwienieniami – przez naczynka i ślady potrądzikowe, szukam zawsze podkładów, które spełniają dwa kryteria: są mocno kryjące, i oczywiście nie mają różowych tonów. Nowa linia odcieni od Annabelle Minerals zapowiadała się idealnie pod względem zwłaszcza tego drugiego warunku. Co do krycia, zdecydowałam się na formułę matującą (kryjąca podobno lubi się warzyć). 
Zarówno Sunny Fair, jak i Sunny Light to faktycznie fajne, złociste odcienie. Fair to zdecydowanie propozycja dla bladolicych – powinien ładnie ożywić cerę i nadać jej zdrowego kolorytu. Dla mnie obecnie jedynym słusznym wyborem jest Light – przy delikatnej opaleniźnie każdy inny byłby zbyt blady.
Porównanie AM do najbardziej zbliżonych odcieni klasycznych podkładów, które posiadam:
No i wreszcie, AM w akcji. Czego oczekiwałam? Przede wszystkim, ujednolicenia rozległych różowych plam naczynkowych, przebarwień i licznych nierówności kolorystycznych. Moja cera nie należy do łatwych we współpracy- nie dość, że szyja jest już dosłownie żółta, to w dodatku na środku mam jeszcze brązową plamę 😉 no i jak poszło?
Zdjęcie przed: kiedy mówię, że moja cera nie nadaje się do wyjścia z domu bez makijażu, to znaczy, że wiem co mówię 😉
i efekt po aplikacji :
Jeśli chodzi o aplikację podkładu, musiałam zrobić to 2 czy 3 razy, żeby dojść do jako takiej wprawy i pozbyć się wrażenia, że smaruję się pędzlem bez rezultatu 😉 (użyłam Hakuro H50S). Wysypałam niewielką ilość proszku do wieczka od pudru, wcisnęłam okrężnymi ruchami w pędzel i nakładałam – stemplując, rozcierając. Początkowe wrażenie jest nieco dziwne, jeśli wcześniej miałyście do czynienia tylko z płynnymi podkładami, jednak po nałożeniu pierwszej warstwy widać już delikatną warstwę koloru, a dwie (jak na zdjęciu wyżej) po dokładnym roztarciu (czy raczej: wstemplowaniu) wyglądają już naprawdę dobrze. Naprawdę: byłam pod dużym wrażeniem koloru, jaki osiągnęłam na twarzy, który prawie wcale nie odcinał się od reszty ciała! Nie chcę tu piać zachwytów na wyrost, ale uwierzcie mi: ten podkład naprawdę robi to dobrze :). Na zdjęciu widzicie dwie cienkie warstwy, bez żadnej bazy (jedynie krem nawilżający), nieprzypudrowane, bez brązera czy różu- po prostu, saute.
Z wykończonym makijażem (moja mina bez i z podkładem mówi sama za siebie 😉 :

podkład: AM, brązer – Make Up Revolution Ultra Bronze, na ustach Rouge Edition Velvet So Hap’pink, rozświetlacz Wibo

Na koniec zdjęcie z Insta, które wywołało sporo pytań właśnie o podkład – i tu właśnie uwieczniłam mój pierwszy raz z Annabelle Minerals. 
Pozostałe kwestie techniczne:
trwałość: w umiarkowanejt emperaturze, podkład utrzymał się na mojej twarzy bez migracji na ubrania czy gdziekolwiek indziej +- 8h,
wykończenie: moja wersja jest matująca, jednak przyznam, że w tej kwestii nie dałabym sobie za ten mat uciąć ręki czy jakiejkolwiek innej kończyny – już po około godzinie musiałam przypudrować czoło, nos i brodę,
cena: próbki podkładów to koszt 8,90 za 1g produktu, ale nawet ten 1g służy mi póki co z powodzeniem, a to już jakieś 5-6 aplikacji. Jeśli więc nie jesteście pewne odcienia, zamówienie 1-2 próbek to z pewnością dobra decyzja.
Podsumowując: uznaję pierwsze podejście do minerałów za naprawdę udane, choć przy zamawianiu kolejnej sztuki podkładu, skuszę się chyba na wersję kryjącą. Na pewno AM rozbudziło we mnie ochotę na więcej, i zapewne przy kolejnym zamówieniu dorzucę jeszcze róż lub korektor. Wszystko znajdziecie na stronie Annabelle Minerals lub w salonie stacjonarnym marki w Warszawie.
Używacie minerałów? Jeśli tak, to po jakie marki warto sięgnąć?
Uwaga: info podrzucone od Sycha Szprycha (dzięki!):do końca czerwca zniżka -10% na produkty AM – więcej TUTAJ.