Są takie kosmetyki, które bez przesady określić można mianem kultowym i pokusić się o stwierdzenie, że znajdują się w kosmetyczkach 90% z nas. Strzelam, że kremowy kamuflaż Catrice w słoiczku należy właśnie do takich produktów, i jest jednym z lepszych punktowych korektorów dostępnych w tej cenie i przede wszystkim- stacjonarnie w drogeriach. Osobiście jestem jego wierną fanką, bo jak nic innego radzi sobie z zaczerwienieniami i naczynkami na mojej twarzy. Już we wrześniu do drogerii trafi nowa wersja kamuflaży, a ja dziś chciałam Wam napisać kilka słów o podobieństwach, różnicach i o tym, czy będzie to nowa, lepsza odmiana udanych korektorów i czy warto się na nie skusić.

Nowa wersja to zgodnie z konsystencją, Liquid Camouflage – high coverage concealer. Produkt jest dostępny w dwóch odcieniach: 010 Porcellain i 020 Light Beige, czyli o jeden mniej niż wersja słoiczkowa. Producent określa produkt jako wodoodporny, ultra trwały i przede wszystkim mocno kryjący – mamy nawet deklarację krycia tatuaży. Niestety, nie posiadam żadnego żeby sprawdzić to pod tym względem ;). Pojemność to 5ml, okres ważności 6 miesięcy, a cena 14,99zł. Wersja słoiczkowa to koszt 12,99zł za 3g. Jeśli chodzi o podstawową różnicę względem pierwowzoru, to na pewno jest to opakowanie i formuła. Mamy tu do czynienia z klasyczną formą korektora z gąbkowym aplikatorem, a konsystencja produktu jest płynna.

 

Przyznam, że taka forma produktu odpowiada mi bardziej niż słoiczek, głównie ze względów higienicznych. Nie znoszę ciapać palcami w takich opakowaniach, a tutaj wszystko jest solidnie zapakowane w przyjemny dla oka sposób.
Jeśli chodzi o odcienie, to mimo, że są tylko dwa, nie uważam żeby był to jakiś problem. Odcień 010 Light Porcellain to bardzo jasny, rozbielony beż z różowymi tonami, który zapewne dedykowany jest okolicy pod oczami lub do tych obszarów twarzy, które chcemy rozświetlić. 020 Light Beige to bardziej neutralny, żółtawy odcień, niespecjalnie ciemny, ale jednak lepiej sprawdzi się w punktowym ukrywaniu niedoskonałości, plam i przebarwień. Co ciekawe, nowe kamuflaże mają dość intensywny zapach- ale bez obaw, jest przyjemny, kwiatowy, i ulatnia się po aplikacji.
Na dłoni porównanie dwóch nowych odcieni i słoiczkowego Light Beige. Niestety, nie posiadam najjaśniejszej wersji do porównania, ale tutaj mam wrażenie, że nowa wersja jest nieco bardziej neutralno-różowa niż poprzednik. Jeśli chodzi o konsystencję, krycie i trwałość, to mam wrażenie, że płynna nowość tutaj wygrywa. Wersja słoiczkowa, zwłaszcza jeśli jest nieco cieplej, ma taką kremowo – masełkowatą konsystencję, którą dość łatwo się rozciera i przyjemnie dokłada, budując krycie, stosuję ją nawet pod oczami bez większego problemu. W przypadku wersji Liquid, gdy nałożyłam, tak jak zaleca producent, kilka plamek produktu pod oczy i zrobiłam im zdjęcie, a potem próbowałam je rozetrzeć – już miałam pewien problem, bo produkt bardzo szybko zastyga. To oczywiście ma swoje plusy, bo świadczy o trwałości kosmetyku- odpowiednio zaaplikowany w pożądane miejsce, nie ma szans przemieścić się gdziekolwiek dalej, rozmazać czy spłynąć. Po prostu warto o tym wiedzieć i nie zwlekać podczas aplikacji, a wtedy wszystko przebiega bez problemów. Trwałość, która z tego wynika jest według mnie lepsza od poprzedniej wersji – korektor trzyma się na swoim miejscu dosłownie cały dzień, wczepiając się w skórę i ani nakładany na niego podkład (pędzlem czy gąbką), ani warunki atmosferyczne typu upał czy mżawka są mu niestraszne. Jeśli chodzi o krycie, to jest ono bardzo porównywalne z poprzednikiem. Konsystencja wymaga nałożenia odrobinę większej warstwy, ale to wciąż korektor o kryciu średnim w kierunku mocnego. Tak jak wspomniałam, moim głównym problemem są zaczerwienienia na obszarze policzków, i z drugiej strony – zielonkawo-niebieskie żyłki w okolicach oczu. Z jednym i drugim mankamentem korektory radzą sobie dobrze, jedynie fakt bardziej neutralnych kolorów działa odrobinę na niekorzyść w kwestii zaczerwienień – żółtawy odcień słoiczkowej wersji pasował mi tutaj nieco lepiej. Dzięki temu, że korektor zastyga, nadaje się bardzo dobrze jako baza pod cienie- nic nie wchodzi w załamania i nie ściera się.
Użyłam mieszanki obydwu odcieni, z przewagą jaśniejszego Light Porcellain
Podsumowując, myślę że nowość Catrice to rzecz obowiązkowa dla osób, które polubiły klasyczną, słoiczkową wersję. Produkt będzie dostępny od września w szafach marki w drogeriach i online. Póki co, stara wersja zostaje, więc pole do porównań i testów jest nieograniczone. Dla mnie to produkty podobne, ale w żadnym wypadku nie identyczne, i sądzę, że nie umiałabym wybrać jednego.Fajnie, że pojawił się trwały, mocno napigmentowany korektor który może konkurować z takimi hitami jak Collection 2000, zwłaszcza, że cena jak na tak porządny korektor jest bardzo przyzwoita. 
Dajcie znać, czy kusi Was ta nowość i czy macie swoich faworytów w kategorii kryjących korektorów?