-49% w Rossmannie: co warto kupić w promocji? Moja złota 10.

piątek, 30 października 2015 | 7 komentarzy:
Pewnie większość z Was już od dawna wie o tegorocznej, listopadowej promocji -49% w Rossmannie, zresztą blogi od kilkunastu dni prześcigają się w propozycjach zakupowych. Przyznam szczerze, że opierałam się przed takim wpisem, z prostego powodu: sama nie znoszę odwiedzać drogerii w okresie tych promocji. Kilka dni temu miałam okazję wpaść do SuperPharm podczas Dni Lifestyle, czyli analogicznych zniżek rzędu -50% na wybrane marki, i było... jak zwykle. Tłum ludzi, niczego nie dało się obejrzeć, produkty losowo wyrywane ze stojaków, o ich otwieraniu i macaniu nie wspomnę. Tym bardziej cudem dorwałam i ja swój egzemplarz tuszu Maybelline Lash Sensational, ostatni możliwy, w dodatku z szuflady (sukces!). Ale nie w tym rzecz. Jeśli mimo atmosfery, jaka panuje podczas drogeryjnych przecen macie ochotę spróbować swoich sił, lub macie konkretne produkty na które wówczas czekacie- dorzucam od siebie okrągłą 10, czyli moje osobiste hity, na które warto się wtedy skusić. Nie ma tego dużo, bo z upływem czasu dochodzę do wniosku że mniej znaczy znaczy więcej, a zasada ta lubi kuleć właśnie przez wszelkiego rodzaju promocje i okazje. Nie dajcie się, przemyślcie porządnie swoje zakupy i zachowajcie rozsądek- wszak większość tych kosmetyków dostaniecie online przez okrągły rok w iście promocyjnych cenach :). Zapraszam do mojej dziesiątki.

PS. Oczywiście w zestawieniu pojawił się błąd - jeden z kosmetyków wkradł się jako Rossmannowy, a dostępny jest w Naturze- po prostu tak go lubię, że z automatu go tu wrzuciłam ;) wybaczcie mi i uznajmy, że to halloweenowe TRICK zamiast treat ;) mowa o rozświetlaczu mySecret, który i tak gorąco polecam.

1. tusz do rzęs Maybelline Lash Sensational

Wspomniany wyżej, całkiem świeży nabytek z innej promocji, jednak nie potrzebował wiele czasu aby skraść moje serce (i rzęsy). Nie przepadam za tuszami Maybelline i jakoś nigdy żaden mnie nie urzekł - z tym jest inaczej. Dzięki bardzo wygodnej, profilowanej szczoteczce, otula rzęsy w całości i dociera do nich naprawdę u samej nasady. Ząbki wykonane są z silikonu, z jednej strony nieco krótsze, z drugiej dłuższe, ale dzięki temu suną po rzęsach faktycznie je rozczesując, w odróżnieniu od gęstych szczotek tradycyjnych, które prześlizgują się po zewnętrznej warstwie rzęs nie docierając do każdej pojedynczo. Dodatkowo ładny, czarny kolor, odpowiednia konsystencja dzięki której tuszu używa się z przyjemnością od otwarcia (nie potrzebuje okresu kwarantanny, by lekko podeschnąć) i przyjazna cena - około 18zł w promocji. Jeśli lubicie słynny żółty tusz Lovely, to Lash Sensational określiłabym jako jego udanego kuzyna.

2. pomadki l'Oreal z serii Color Riche

Pomadki, które zyskały ostatnio popularność ze względu na spersonalizowane egzemplarze rozsyłane blogerkom. Również ja dzięki temu przyjrzałam się im bliżej, i chociaż zwykle temat produktów do ust traktuję po macoszemu i nie inwestuję w tę kategorię, to nabrałam ochoty na któryś z delikatnych, różowych odcieni, ale intryguje mnie też intensywna fuksja o nazwie Ouhlala. Cechuje je dobra pigmentacja, kremowa formuła i eleganckie, złote opakowanie. W tym wypadku promocyjna cena ma duże znaczenie, bo cena regularna to około 60zł. 

3. róże Wibo z serii Smooth & Wear


Czyli prasowane róże z jedwabiem, witaminą E i kolagenem. Pomijając właściwości pielęgnacyjne, warto zwrócić na nie uwagę chociażby dla pięknych kolorów, sporej pojemności i gładkiej, aksamitnej konsystencji. Marka Wibo także poza promocją należy do tych z niższej półki, jednak ze zniżką to już naprawdę okazja jak na tak porządne róże.

4. żel do brwi l'Oreal Brow Artist Plumper

Mój święty Graal w kwestii brwi. Niezależnie, czego akurat używam do ich podkreślania: pomady Inglot, flamastrów Catrice, cienia, czy kredki - zawsze moim problemem było to, że włoski odstają od skóry pod dziwnym kątem i nijak nie dało się ich wygładzić. Zachęcona pozytywnymi opiniami kupiłam go latem i wspominałam o nim TUTAJ, bo odmienił moje życie (no dobra, brwi). Posiadam odcień blonde i choć początkowo przeraziłam się, że ma lekko złoty kolor, to na brwiach wygląda bardzo dobrze, zwłaszcza na nieco ciemniejszej bazie. Przede wszystkim działa, to znaczy nadaje włoskom kierunek i przyklepuje je blisko skóry, po czym taki stan utrzymuje się do samego demakijażu. Do wyboru jest kilka odcieni i bezpieczna wersja transparentna. Gorąco polecam. Cena poza promocją w granicach 30zł.

5. rozświetlacz Lovely, wersja Gold

Przez wiele osób określany jako idealny zamiennik Mary Lou-Manizer, z czym się zgadzam, przy czym jest to nieporównywalnie inny zakres cenowy - dzięki czemu ten mały, niepozorny kosmetyk szybko stał się hitem. Daje efekt gładkiej tafli, pięknie odbija światło, jest drobniutko zmielony i na próżno szukać w nim drobinek. Regularnie kosztuje zawrotne 9zł, więc w promocji nie wahajcie się dorzucić go do koszyka.

6. rozświetlacz Wibo Diamond Illuminator

Jeden z pierwszych drogeryjnych rozświetlaczy który przetarł szlak pozostałym: udany kosmetyk o pięknym, szampańskim odcieniu. Jest niewielki i poręczny, efekt daje subtelny i fajnie ożywia cerę. Lubię używać go też jako cienia do powiek, również w kącikach. Tutaj cena również rzędu 10zł zachęca do zakupu. Sprawdzi się niezależnie od tego, czy macie ciepłą, czy chłodną karnację.

7. podkład Eveline Double Cover


Podkład, którego osobiście jeszcze nie testowałam, ale przyglądałam mu się z bliska drogerii, a szerzej na temat jego zalet opowiadała Ewa Red Lipstick Monster. To podkład z tańszej półki, jednak oferuje porządne krycie i efekt długotrwałego matu. Kolory w gamie są naprawdę jasne, a jeśli chodzi o tonację, to są to ładne, neutralne beże. Większości dziewczyn, pomijając takich Chińczyków jak ja, powinien naprawdę się spodobać. Cena regularna to +- 20zł, w promocji więc otrzymujemy fajny, bezpieczny podkład za dychę.

8. serum/baza do rzęs Eveline Advance Volumiere

Z tym produktem Eveline miałam pierwszy raz styczność już dość dawno, ale pamiętam, że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Przede wszystkim traktuję to serum jako bazę pod tusz: dzięki giętkiej, silikonowej szczoteczce, fajnie rozczesuje rzęsy i nawilża je przed właściwą dawką tuszu, a zdecydowanie lepiej maluje się je właśnie na mokro, dodatkowo pokrywając je warstwą serum, co sprawia, że finalnie rzęsy wyglądają na grubsze i zdrowsze. Trudno mi stwierdzić, czy serum w jakiś spektakularny sposób odżywia rzęsy, bo stosowałam je około miesiąca, jednak jako baza jest naprawdę dobre. Nie podrażnia, ma przyjemną, rzadką konsystencję, w pierwszym wrażeniu jest białe, jednak pod tuszem momentalnie się chowa i pozostawia mu pole do popisu. Cena to 11zł, więc po raz kolejny - kosmetyk wart wypróbowania za przysłowiowe grosze.

9. rozświetlacz mySecret: Face Illuminating Powder

Rozświetlacz nr 3, który właściwie jest chyba moim ulubionym w całym zestawieniu. Zobaczycie go z bliska w TYM WPISIE, więc tylko po krótce powtórzę, dlaczego jest taki rewelacyjny. Przede wszystkim: aksamitna, welurowa wręcz struktura i piękny, szampański kolor. To dwa decydujące czynniki, by ten kosmetyk wylądował u mnie na podium, bo jest tak przyjemny w dotyku i aplikacji, że nakładanie go to przyjemność, a z kolei kolor jest na tyle elegancki i stonowany, że pasuje praktycznie do każdego makijażu. Podobnie jak Wibo, często ląduje też u mnie na powiekach, zwłaszcza w centralnej części, aby uwypuklić i powiększyć oko. Skuście się na niego, a nie pożałujecie. Jest też ogromny, jak na rozświetlacz, więc dłuuugo nie zobaczycie w nim denka. Cena: 14,99zł (poza promocją).

10. podkład Max Factor Facefinity

Choć nie darzę szczególną sympatią podkładów Max Factor, to na temat tego konkretnego słyszałam tyle pozytywnych opinii, że zamierzam przyjrzeć się mu bliżej- zwłaszcza ze względu na trzy nowe odcienie, ewidentnie zmierzające ku eleganckim, żółtym tonom. Facefinity to w zasadzie produkt 3 w 1: baza, podkład i korektor. Zamierzam zwrócić uwagę na odcień 63, czyli Warm Almond, bo wyraźnie wybija się z gamy żółtym odcieniem. Być może Facefinity zatrze moje nieciekawe wspomnienie po Lasting Performance, który pamiętam sprzed kilku ładnych lat jako ceglasty, tępy i nieprzyjazny pod każdym względem. Regularna cena to nawet 60zł, więc w tym przypadku promocja zdecydowanie działa na plus.

Tak prezentuje się moja lista Rossmannowych typów. Zdaję sobie sprawę, że jest ich niewiele, jednak postawiłam wyłącznie na produkty, po które sama chętnie sięgnęłabym, gdybym jednak się wybrała. Co do tej kwestii - daję sobie czas do namysłu, a Wam przypominam, że czas przecen rozpoczyna się już 2.11, zgodnie z rozpiską na grafice.


Koniecznie dajcie znać, co planujecie kupić i czy przegapiłam coś cennego :)
Zapraszam do dyskusji:
  1. Bardzo mi się podoba ten rozświetlacz My Secret :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę kilku swoich ulubieńców ;) Chyba sama muszę w końcu wrzucić taki post. Zabieram się do tego chyba już od tygodnia d;

    OdpowiedzUsuń
  3. Kocham ten rozświetlacz z Lovely :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Planuję kupić ten rozświelacz z Lovely ;) Ja polecam m.in. podkład z Rimmela Lasting Finish, puder Soft Compact z Manhattanu czy lakiery (np. z Wibo). Podobny wpis ukazał się u mnie na blogu - tam opisuję więcej kosmetyków godnych uwagi ;).

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam nadzieje, że uda mi się dorawać rozswietlacze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozswietlacz z wibo to mój hit minionego roku :-)

    OdpowiedzUsuń