5 nieoczywistych rzeczy, które... rujnują naszą cerę

piątek, 2 października 2015 | 10 komentarzy:
Dziś, w ramach nowego cyklu, zapraszam na "5 rzeczy, które..." czyli wpis, w którym - jak w tytule - w 5 prostych krokach będę omawiać dany temat tak, aby szybko i bez zbędnego biadolenia dojść do sedna rzeczy :).
Tym razem biorę na tapet* 5 zachowań, którymi dokuczamy naszej skórze i fundujemy sobie z nią masę kłopotów, a pewnie nawet nie podejrzewamy, że gdzieś może tkwić problem. Do dzieła!

* Czytelniczka zwróciła mi uwagę, że nie bierze się czegoś "na tapetę", tylko "na tapet", a przyznam, że mimo mojej czasem chorobliwej dbałości o poprawność językową nigdy się nad tym zwrotem nie zastanawiałam ;).


1. Ciągłe dotykanie twarzy i włosów
Czyli coś, co nagminnie obserwuję u swoich znajomych, u siebie na szczęście coraz rzadziej. O co chodzi? Podczas siedzenia przy komputerze- podpieranie brody dłonią, ciągłe skubanie palcami brody, pocieranie nosa, czyli generalnie - nieustanny kontakt dłoni z twarzą. I co w tym złego? Przede wszystkim, przenosimy na twarz masę zanieczyszczeń, nie wspominając o ścieraniu np. podkładu w ciagu dnia. Nie ma większego znaczenia, czy przed chwilą myłyście dłonie (a przecież nikt nie robi tego co 5 minut) - po prostu w ten sposó ułatwiacie zanieczyszczeniom migrację: z klamki drzwi na klawiaturę komputera, i dalej. Jeśli często miewacie zmiany w okolicach brody, zwróćcie uwagę, czy przypadkiem wasze dłonie nie wędrują w tę okolicę kilka lub kilkanaście razy w ciągu dnia.


2. Rzadko zmieniana poszewka na poduszkę
Dbamy o dokładne oczyszczanie twarzy i wieloetapową pielęgnację, włączając w to peelingi, maski i specjalistyczne kremy. Jeśli mimo to borykacie się z zaskórnikami lub zmianami na skórze, może przyczyniać się do tego rzadko zmieniana lub, wykonana z niewłaściwego materiału, poszewka na poduszkę. W końcu ma styczność z waszą twarzą przez kilka godzin każdej nocy. Warto taką poszewkę wrzucić do pralki przynajmniej raz w tygodniu, bo po pierwsze śpi się wtedy o wiele przyjemniej, a po drugie - nie dajecie szans bakteriom, zanieczyszczeniom i roztoczom. To samo tyczy się zresztą, w sezonie jesienno zimowym szalików, kominów i apaszek, bo stale mają kontakt z twarzą i łatwo zbierają zanieczyszczenia. Swoją drogą, nie ma nic gorszego niż widok jasnego, kremowego szalika uciapanego na pomarańczowo podkładem, brr.

3. Ciężka i opadająco na czoło grzywka w parze z mieszaną lub tłustą cerą
Czyli po raz kolejny, potencjalna przyczyna zapychania i problemów zwłaszcza w okolicy czoła. Problematyczna cera wymaga odpowiednej pielęgnacji, głównie oczyszczania i nawilżania. Jeśli macie tendencję do przetłuszczania i zapychania, to ciężka, opadająca na czoło grzywka będzie ten proceder tylko wzmagać, stale ten obszar podrażniając.  

4. Zbyt rzadkie mycie pędzli do kosmetyków sypkich
Chyba już większość z nas stara się pilnować utrzymywania w czystości pędzli do podkładu (należy myć po każdym użyciu), ale... przyznajcie się: pędzel do pudru nie ląduje pod kranem aż tak często. Samej mi się to zdarzało: szybkie omiatanie twarzy pudrem i odkładanie pędzla na kolejny raz: bo przecież nie jest brudny, bo zanim wyschnie to jeszcze się wam przyda, i tak dalej. Niestety, ilekroć pozwalałam sobie na taki dzień dziecka dla pędzli, zdarzały mi się potem na twarzy nieciekawe niespodzianki. Tyczy się to zresztą także pędzli do cieni - mam na przykład jeden, którym zawsze rozcieram cielisty cień i wizualnie zajmuje mu kilka dni, żeby zaczął wyglądać na wymagający szorowania. Niestety, o ilości brudu i zanieczyszczeń które zbierają się w pędzlach niech świadczy fakt, że zdarzyło mi się przez takie niedbalstwo załatwić sobie na oku jęczmień. Teraz już codziennie wieczorem funduję pędzlom kąpiel.

5. Rozpylanie perfum zbyt blisko twarzy
I znowu: teoretycznie coś, co zupełnie nie ma związku z cerą, a jednak: przecież ilekroć rozpylamy perfumy, celujemy właśnie w okolicę szyi, karku bądź dekoltu. Wiadomo jednak, że metody aplikacji zapachu są różne, włącznie z teorią wchodzenia w chmurę zapachu - a wtedy nośnik perfum, czyli mgiełka zawierająca alkohol, może bez problemu osiadać na skórze twarzy i ją podrażniać. Tu już w grę wchodzi coś więcej niż punktowe problemy, bo jeśli jesteście posiadaczkami cery wrażliwej lub naczynkowej, to tak błahy, codzienny nawyk może wzmagać zaczerwienienia lub nawet powodować swędzenie.Lepiej spsikać zapachem nadgarstki i potrzeć odrobinę za uchem lub na dekolcie- zapach będzie równie skoncentrowany, a wy macie pewność, że nie wyrządzi wam zbędnej krzywdy.

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje typy nieoczywistych, codziennych zachowań, którymi możemy przyczyniać się do pogorszenia stanu cery. Zwróćcie uwagę, czy zauważacie je u siebie na codzień, albo zróbcie eksperyment dokonując nawet tymczasowej zmiany nawyku i obserwujcie, czy i w jaki sposób reaguje na to wasza cera. Może wykluczenie czynnika drażniącego okaże się skuteczniejsze, niż dokładanie kolejnych etapów pielęgnacji? Dajcie znać!
Zapraszam do dyskusji:
  1. Oj ten pierwszy to jest aż zbyt nagminne u mnie aż wstyd się przyznać ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. O o ostatnim punkcie kompletnie nie wiedziałam! :) Czas zmienić nawyki :) Super pomysł na serię wpisów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) ostatni jest chyba najbardziej niepozorny :)

      Usuń
  3. Też czasem nie mogę się powstrzymać przed dotykaniem twarzy ale po ciężkiej walce z trądzikiem staram sie bardziej kontrolować ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. O, nad ostatnim punktem nigdy się nie skupiałam, a czasami mam dziwne krostki w okolicach właśnie szyi/żuchwy. Musze zbadać :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie chcę urazić, ale jak już chcesz używać tego zwrotu to rób to poprawnie... a mianowicie nie mówi się że bierze się coś "na tapetę" tylko jak już to "NA TAPET" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całe życie używałam tego zwrotu w ten sposób i w sumie nie spotkałam się, żeby ktoś robił to inaczej - dzięki, dowiedziałam się czegoś nowego ;) zdecydowanie mniej mnie to razi niż "wziąść", źle stosowane "bynajmniej" i tym podobne :D

      Usuń
    2. no tak :P swego czasu strasznie byłam przewrażliwiona na punkcie tego "bynajmniej", aż mnie uszy bolały jak ktoś źle tego używał :P a o "braniu czegoś na tapet" dowiedziałam się już jakiś czas temu na lekcji języka polskiego, chyba w LO ;) wtedy nawet nie wydawał mi się ten zwrot jakoś bardzo popularny... no ale... człowiek uczy się całe życie :)

      Usuń
  6. A myślałam, że tylko ja zwróciłam na to uwagę :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. No tak... Pierwsze 4 podpunkty to niestety coś co robię notorycznie mimo, że od dawna chcę to zmienić (oczywiście kończy się na samych chęciach)...

    OdpowiedzUsuń