5 rzeczy, za które lubię Halloween

sobota, 31 października 2015 | 5 komentarzy:
Jedni je obchodzą, innych nie obchodzi w ogóle, a jeszcze inni - wygrażają pięścią na samo hasło i przeżegnują się trzy razy. Dokładnie dziś mamy Halloween, czyli "święto" które przywędrowało do nas w komercyjnej formie zza oceanu, ale chyba całkiem skutecznie się w Polsce zadomowiło: w Google wita nas stosowna grafika, w cukierniach królują strrraszne wypieki, a w witrynach sklepów dekoracje w ilościach nie mniejszych, niż te na Boże Narodzenie. Mimo, że to właśnie w Stanach obchodzone jest z największym przytupem i stało się drugim najpopularniejszym świętem w kalendarzu, warto poświęcić chwilę i zastanowić się, skąd tak naprawdę się wzięło i co faktycznie oznacza. 


Nie zamierzam rozpisywać się na ten temat zbyt obszerne, bo wyczerpujące informacje znajdziecie w sieci, jednak najważniejszym faktem jest ten, że tradycja Halloween, a raczej "all hallows eve" ("wigilia wszystkich świętych") wywodzi się z kultury irlandzkiej. Kilka słów od cioci Wikipedii:


Druidzi (kapłani celtyccy) wierzyli, iż w dzień Samhain zacierała się granica między zaświatami a światem ludzi żyjących, zaś duchom, zarówno złym, jak i dobrym, łatwiej było się przedostać do świata żywych. Duchy przodków czczono i zapraszano do domów, złe duchy zaś odstraszano. Ważnym elementem obchodów Samhain było również palenie ognisk. Na ołtarzach poświęcano bogowi resztki plonów, zwierzęta i ludzi. Paląc chciano dodawać słońcu sił do walki z ciemnością i chłodem. Wokół ognisk odbywały się tańce śmierci. Symbolem święta Halloween były noszone przez druidów czarne stroje oraz duże rzepy, ponacinane na podobieństwo demonów. Sądzi się, iż właśnie z potrzeby odstraszania złych duchów wywodzi się zwyczaj przebierania się w ów dzień w dziwaczne stroje i zakładania masek. Czarownice w towarzystwie czarnych kotów przepowiadały przyszłość.


Skoro już wiadomo, że Halloween to niekoniecznie a) pogańskie święto służące oddawaniu czci szatanowi b) wymysł koncernów produkujących słodycze, przejdźmy może do moich 5 żelaznych argumentów, dlaczego Halloween całkiem lubię i żałuję, że nie jest mi dane od dziecka zbierać cukierki w stroju czarownicy ;)

1. Niepowtarzalny klimat

Warto zacząć od tego, że lubię jesień: lubię tę pogodną, złotą i ciepłą, ale dobrze się też czuję gdy za oknem wieje i leje, a ja mogę w końcu bez żenady siedzieć w domu, odpalić pachnący wosk i obejrzeć dobry film. Lubię jesień za aurę za oknem, ale też za sezonowe smaki kawy w sieciówkach, jesienne kolekcje ubrań, które zwykle są ciekawsze niż letnie i za ciasto dyniowe. Halloween realizuje w moim odczuciu wiele pozytywnych aspektów jesiennego klimatu: przy odrobinie chęci, to idealna okazja, aby fajnie spędzić czas ze znajomymi, przygotowując tematyczne przekąski lub wycinając dyniowe lampiony. W repertuarze kina znajdziemy też fajne, tematyczne maratony, a jeśli i tak wybieraliście się na imprezę - to w końcu okazja zaszaleć i przebrać się lub przynajmniej pozwolić sobie na tematyczny makeup. To ten jeden raz w roku, gdy można poczuć się po prostu dzieckiem. No i zjeść sporo słodyczy.

2. Dekoracje!


To kwestia, która łączy się dość intensywnie z ogólnym stosunkiem do dekoracji przy okazji różnych świąt: znam osoby, które irytują nawet bożonarodzeniowe dekoracje w sklepach i domach, i uznają je za tandetne i zbędne. W moim przypadku dekoracje związane z Halloween to kolejny powód, by trochę wysilić wyobraźnię i fajnie spędzić czas przygotowując je, a potem cieszyć nimi oko. Są oczywiście kwestią gustu, bo jak wszędzie - kicz i tandeta zawsze mogą się wkraść - jednak to naprawdę duże pole do popisu. Najpopularniejszy atrybut Halloween to oczywiście dynia, z którą można zrobić sto tysięcy fajnych rzeczy: wyciąć, tworząc lampion, pomalować farbą w sprayu i ustawić jako dekorację, a na koniec wydrążyć i przyrządzić zupę lub ciasto. Albo domowe pumpkin spice latte. Pięknie & praktycznie.


fot. Pinterest

3. Oswajanie trudnej tematyki

Przeczytałam ostatnio książkę Marka Wałkuskiego pt. "Ameryka po kawałku", i to właśnie tam natknęłam się na argument, który wylądował na mojej liście pro-halloweenowej. W książce poruszanych jest kilkanaście rozmaitych tematów kulturowo charakterystycznych dla Stanów Zjednoczonych, a jednym z nich jest oczywiście Halloween. Marek, który mieszka w USA od 12 lat i do tego święta podchodził początkowo z typowo polską, sceptyczną rezerwą, po latach obcowania z tym zwyczajem zauważył istotną rzecz. Mianowicie, określił on Halloween jako pożyteczne i pozytywne w tym sensie, że w pewnym zakresie oswaja ono i pozbawia poniekąd tabu, tematykę śmierci i przemijania. Warto rozróżnić dwie kwestie: nie chodzi o to, że poprzez przebieranie się w stroje zombie i zbieranie słodyczy nie oddajemy szacunku zmarłym (których święto przypada bardziej precyzyjnie 2 listopada, w dzień zaduszny). Wałkuski postrzega jednak w amerykańskim sposobie obchodzenia Halloween pewien rodzaj pozytywnego podejścia wobec trudnego tematu, jakim jest śmierć i odejście bliskich, i fakt że przypada ono tak blisko okresu refleksji i zadumy (która w Polsce przybiera wręcz depresyjną postać) sprawia, że wiele osób łatwiej znosi ten niełatwy czas, a dzieci od małego w bardziej ludzki i rzeczowy sposób postrzegają kwestię życia i śmierci. To zresztą akurat część całej amerykańskiej filozofii pogrzebowej, ale to inna sprawa :). W każdym razie, zgadzam się z tą argumentacją - polski 1 i 2 listopada kojarzyły mi się zawsze z nerwową atmosferą biegania po sklepach w poszukiwaniu zniczy i chryzantem, irytacji z braku miejsca do zaparkowania koło cmentarza i szeregiem innych emocji, którym daleko do spokojnej refleksji. Być może odpuszczenie sobie nieco tuż przed 1. listopada sprawi, że z lepszym nastawieniem przyjmiemy właściwe święto zmarłych.

4. Pretekst do fajnej imprezy

Czyli coś, o czym już wspominałam. Ilość opcji i atrakcji - właściwie bez końca, począwszy na obowiązkowym przebraniu, przekąskach w kształcie duchów i muffinkach z sowami z Oreo, a na seansie filmów grozy skończywszy. Jeśli wolicie iść do klubu, w nich też nie brakuje imprez tematycznych, jednak to tak fajne pole do popisu dla Was i Waszych znajomych, że gorąco namawiam do samodzielnej inwencji i organizacji czegoś we własnym zakresie. Przygotujcie pizzę z serem w kształcie pajęczyny, listę filmów na DVD (koniecznie z Hocus Pocus!) i kilka paczek Monster Munch, a na pewno będzie super. To zresztą jak z każdą imprezą, która ma motyw przewodni - nagle okazuje się, jak wiele macie pomysłów i że to ciekawsze, niż kolejna posiadówka przy piwie. W sieci znajdziecie mnóstwo szybkich efektownych przepisów na tę okazję. Polecam hasło "halloween snacks" na Pintereście, mój osobisty faworyt czyli paluchy czarownicy wywołały już niejedno śmiertelnie poważne WTF? ;))

5. Początek odliczania do Bożego Narodzenia

Niepodważalnie tak. Należę do tej części wszechświata, której nie bulwersuje widok kalendarzy adwentowych w październiku, jednak taka prawdziwa atmosfera przedświąteczna zaczyna się dla mnie dopiero w połowie listopada. Czuję wtedy, że to już pora kiedy można powoli rozglądać się za prezentami, robi się coraz zimniej i niezmiennie od 24 lat czekam na śnieg. Dekoracje z jesiennych przechodzą płynnie w mikołajowe, a TVN coraz częściej puszcza "To właśnie miłość". Wiem, wiem, infantylne i mało odkrywcze, ale... kto nie ma podobnie? Zresztą szkoda by było ubierać choinkę 24 grudnia i cieszyć się atmosferą świąt tylko przez kilka dni. 


Jestem ciekawa, czy lubicie Halloween, jak je postrzegacie i czy mój wpis zmienił cokolwiek w Waszym spojrzeniu na ten wieczór - dajcie znać, a jeśli lubicie to "święto", podrzućcie koniecznie swój ulubiony film na tę okazję!

PS. Jesienne rozdanie wygrywa Kasia Pakulnis - nie chcę nawet pisać, jak wiele dostałam zgłoszeń i jak bardzo podle się czuję, mogąc rozdać tylko jeden zestaw - ogromnie Wam dziękuję za udział i za kreatywne podejście do tematu, obiecuję, że niebawem zorganizuję coś, gdzie wygra więcej osób, bo nie znoszę wybierać tylko jednej!
Gratuluję Kasia :) napisz do mnie na miskejt.blog@gmail.com. 
Zapraszam do dyskusji:
  1. Ja Hallowen w ogóle nie obchodzę ;)

    PS. Mamy bardzo podobne nazwy :D

    OdpowiedzUsuń
  2. W pełni się z Tobą zgadzam i nie rozumiem ludzi narzekających na to święto. Na mnie to jeden z kolorowych elementów jesieni, przepowiadający jeszcze kolorowsze Święta Bożego Narodzenia. Nie świętuję Halloween za bardzo, ale zdecydowanie nie mam nic przeciwko. A Kasi Pakulnis gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Powiem tak - nie obchodzę Halloween, dla mnie to jest czas wspominania zmarłych, a z zabawy do zadumy moim zdaniem tak szybko przeskoczyć się nie da. Może jestem staroświecka, ale takie po prostu mam zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja to najzupełniej rozumiem i sama nie obchodzę Halloween w jakiś huczny sposób - po prostu oglądam wtedy jakiś tematyczny film i stoi u mnie dynia :) a co do wspominania zmarłych mam też takie zdanie, że niestety wiele osób, które 1 listopada wędrują na cmentarz często nie robią tego przez cały rok, nawet jeśli mogą, i jest w tym dniu sporo obłudy... nie mówię, że to większość, no ale jednak częściowo tak. Najważniejsze to robić to w zgodzie ze sobą i autentycznie :).

      Usuń
  4. Dekoracje, dekoracje, dekoracje! Za to wręcz ubóstwiam Halloween. Niestety, Polacy wciąż mają niezbyt pozytywne podejście do tego święta. Może zmieni się to z upływem czasu. Gratulacje dla Kasi! :)

    OdpowiedzUsuń