O mojej niepohamowanej miłości do poszukiwania podkładu idealnego możnaby pewnie napisać książkę, póki co jednak powstało kilka wpisów: TEN, gdzie omawiałam kilka z moich ulubionych, czy TEN gdzie zachwycałam się mineralnymi podkładami od Annabelle Minerals, które zaskoczyły mnie żółtą kolorystyką. Tym razem bardziej klasycznie, do pojedynku stają dwa klasyczne podkłady: jeden, znany zapewne większości z Was, czyli Bourjois Healthy Mix kontra nowość od Catrice, czyli Even Skin Tone. Dwa podkłady drogeryjne, z podobnej półki cenowej i o podobnych, przynajmniej z obietnicy, właściwościach. Czy faktycznie są bliźniakami i który z nich wypada lepiej? Zapraszam dalej.

Przede wszystkim muszę zaznaczyć, że pod lupę wzięłam dwa podkłady w nie najjaśniejszych dostępnych odcieniach- moja powakacyjna opalenizna znika wprawdzie z każdym dniem, ale cera wciąż jeszcze pamięta niedawne promienie słońca i jej kolor nie jest tak jasny, jak w styczniu. Przypominam też, że mam ciepłą, wręcz żółtą karnację, na której większość podkładów odcina się, tworząc delikatnie zaróżowioną poświatę. Z tego względu zawsze rozglądam się za podkładami w żółtej lub beżowej tonacji, co zresztą polecam praktycznie każdemu, bo według mnie wygląda to w 9/10 przypadków lepiej i zdrowiej, chyba że macie wyjątkowo alabastrową, różową cerę – jednak to rzadkie przypadki.
Oba podkłady to klasyczne 30ml produktu zamknięte w szklanych słoiczkach z pompką, co na wstępie daje im +10 do fajności (wiadomo, wygoda). Even Skin Tone wygląda wyjątkowo elegancko z uwagi na matowe szkło i delikatne, srebrne akcenty, z kolei Healthy Mix sprawia wrażenie lekkiego i orzeźwiającego, chociażby ze względu na czerwone dodatki. Jeśli chodzi o obietnicę producenta, w przypadku Bourjois jest to podkład witaminowy, zawierający wyciągi z owoców i mający zapewnić promienną, rozświetloną cerę, zdecydowanie daleką od efektu ciężkiej, matowej maski. Catrice idzie o krok dalej: podkład nie tylko ma natychmiastowo przykrywać wszelkie przebarwienia i niedoskonałości osiągając efekt matu, ale też po upływie 8 tygodni widocznie je redukować. Jak sprawdza się to na codzień?
Healthy Mix: podkład ma przyjemną, lekką konsystencję pomiędzy formułą płynną a kremową. Lekki zapach ulatnia się bardzo szybko, a aplikacja, czy to pędzlem typu flat top, czy beautyblenderem odbywa się ekspresowo. Wykończenie jest satynowe, lekko mokre, jednak ja zawsze i tak na koniec aplikuję puder (zwykle Rimmel Stay Matte). Krycie w skali 1-5 oceniłabym na 3, na tyle dobrze, że koloryt całej twarzy jest wyrównany bez problemu, jednak mocniej widoczne naczynka czy ślady wymagają użycia korektora. Trwałość jest dobra, ale z czasem, w ciągu dnia, mam wrażenie że podkład lekko się ściera, a w miejscu gdzie stykają się z twarzą oprawki okularów nie ma go już po chwili. Mój odcień, czyli 53 wybrałam ze względu na opaleniznę, ale wypada w moim odczuciu nieco gorzej niż jasne wersje, tak jak 51 i 52. Dlaczego? Mniej w nim pigmentu żółtego, więcej ceglastego, przez co twarz nie wygląda do końca naturalnie. 
Even Skin Tone: pierwsze wrażenie z podkładem jest faktycznie bliźniacze w stosunku do HM. Równie lekki, kremowy podkład o nieco bardziej intensywnym, kwiatowym zapachu. Na plus działa już na wstępie fakt, że mimo wyboru najciemniejszego odcienia (020 Even Sand) faktycznie jest to ładny żółtek. Wiele dziewczyn boi się ciemniejszych podkładów chyba właśnie ze względu na to, że zazwyczaj te ostatnie z gamy wpadają w ceglany pomarańcz, tutaj jednak wszystko zachowane jest w ładnej tonacji. Warto zaznaczyć, że mamy tu także SPF 25. Podkład w trakcie aplikacji okazuje się nieco bardziej silikonowy, jakby bardziej treściwy od HM, co pozytywnie wpływa na krycie. Jedna warstwa z delikatną dokładką wystarczy aby w całości pokryć twarz wraz z problematycznymi obszarami. Wykończenie nie jest typowo matowe, to raczej bardziej sucha wersja Bourjois, którą zresztą, jak wspominałam, gruntuję zawsze pudrem. Trwałość bez zarzutu przez standardowe 8-9h, teraz gdy częściej noszę szaliki czy golfy delikatnie ściera się w okolicy brody, ale nie brudzi wyjątkowo ubrań. Co z obietnicą długofalowej poprawy kondycji skóry? Być może to kwestia mojej niekonsekwencji w stosowaniu tylko jednego podkładu i częstych zmian, jednak nie zauważyłam spektakularnego wpływu na problemy skórne (naczynka, przebarwienia, ślady po zmianach). Z drugiej strony, nie powoduje w żaden sposób skutków ubocznych w postaci zapychania czy wzmagania świecenia, co dla mnie jest już dużą zaletą.
(zupełnie nie rozumiem, czemu moja dłoń wygląda tu na siną… jakaś gangrena czy coś 😉

Jak podsumowałabym oba podkłady?
Oba produkty są bardzo przyzwoitymi, codziennymi kosmetykami dla cer bez większych problemów, ale nawet jeśli lubicie większe krycie i wrażenie nieskazitelnej cery – sprawdzą się dobrze. W moim osobistym rankingu na delikatne prowadzenie wysuwa się Catrice: ze względu na ładniejszy odcień i zawartość SPF. Poza tym, ich właściwości są na tyle zbliżone że na decyzję zakupową wpływ na pewno może mieć cena: choć zbliżona, to jest nieco wyższa w przypadku Bourjois: online to przedział między 32 a 40zł, stacjonarnie – nawet 50zł. Catrice to wydatek rzędu 30zł.
Oba podkłady z czystym sumieniem polecam, choć do mojego ideału wciąż im daleko, a Was namawiam do zwrócenia na nie uwagi :).