Bubel czy hit, jak to jest - rozprawiam się z Eye Majic

wtorek, 24 listopada 2015 | 19 komentarzy:
Od kilku miesięcy na blogach obserwuję obecność intrygującego produktu do makijażu. Wraz z kolejnymi recenzjami, choć głównie pochlebnymi, zauważyłam, że w komentarzach zazwyczaj reakcje były mocno sceptyczne. Nie mogłam rozgryźć tego produktu, bo efekt u dziewczyn naprawdę mi się podobał, a z drugiej strony- komentarze w rodzaju "to musi być bubel" wprawiały mnie w konsternację. Stwierdziłam, że nie będę wyrabiać sobie bezpodstawnej opinii, więc podczas wizyty w drogerii w której owe cudo jest dostępne, po prostu wrzuciłam dwa egzemplarze do koszyka i rozpoczęłam testy. Mowa oczywiście o cieniach w gąbeczce, czyli Eye Majic. Moje wrażenia z ich stosowania i kilka istotnych kwestii technicznych - czekają we wpisie. Uwaga: dużo zdjęć! Czujecie się zaciekawione? 


Eye Majic przedstawiane są jako innowacyjne cienie do powiek w formie instant - to znaczy gotowe do użycia bez jakichkolwiek dodatkowych narzędzi i akcesoriów. To aż 55 zróżnicowanych kompozycji kolorystycznych o wykończeniu matowym, perłowym lub łączonym, jednak ich wyjątkowość polegać ma głównie na wygodnej formie aplikacji. Wystarczy przyłożyć gąbeczkowy aplikator do powieki, docisnąć i lekko przesunąć, aby otrzymać gotowy makijaż oka. Brzmi dobrze? No jasne, zwłaszcza w moim przypadku, gdzie zmyślne makijaże wykonywane za pomocą najpiękniejszych nawet palet wciąż nie są moją mocną stroną. Zazwyczaj stawiam na jasną, rozświetloną powiekę, delikatny brąz w załamaniu i ewentualnie kreskę - niestety, mimo namiętnego oglądania tutoriali makijażowych, połączenie ze sobą 10 różnych odcieni w malowniczym smoky wciąż pozostaje dla mnie wyzwaniem. Tym bardziej stwierdziłam, że inwestycja rzędu 9,99zł (a tyle kosztuje jedno opakowanie, zawierające dwa zestawy cieni) jest do przełknięcia - nawet, gdyby miały okazać się jedynie ciekawostką.





Zdecydowałam się na dwie wersje kolorystyczne: bezpieczną wersję nude, z delikatnie połyskliwym, szampańskim odcieniem, i nieco odważniejszą: ciemną fuksję z dodatkiem odcienia-kameleona, który lączy w sobie zieleń i ziemisty odcień brązu. Wybór w tej kwestii jest naprawdę spory: zdecydowanie dominują rozmaite kombinacje brązów, beży i nudziaków od jasnych po ciemne, ale moją uwagę przykuły także bardzo ładne fiolety. Tak naprawdę kolory są zupełnie nieograniczone, znajdziecie nawet ciemne granaty, srebro czy zupełnie imprezową wersję z panterką.





Jeśli chodzi o sam gąbeczkowy aplikator, byłam mile zaskoczona jego elastycznością. Obawiałam się przede wszystkim, że będzie zbyt sztywny i przyłożenie go do oka tak, aby efekt nie przypominał tatuażu z paczki czipsów będzie trudne. W praktyce wygląda to tak, że gąbeczka jest miękka i łatwo poddaje się naciskowi, więc jej dopasowanie do kształtu oka jest całkiem proste i przyjemne. Nawet w przypadku głęboko osadzonych oczu kształt nie jest problemem: wystarczy mocniej docisnąć tak, by cień przeniósł się dokładnie w każde pożądane załamanie oka.



No dobrze, skoro już mowa o aplikacji, to przejdźmy do konkretów, bo to jest tak naprawdę punkt sporny całego wynalazku. Gdy przyjrzałam się cieniom z każdej strony, zrobiły na mnie naprawdę pozytywne wrażenie i zaczęłam dziwić się wszystkim tym luźnym hasłom, że to taka porażka. Ostateczną kwestią miała okazać się aplikacja: wóz, albo przewóz.

Proces nie stanowi większej filozofii. Aplikator przymierzamy mniej więcej do powieki, przykładamy, i uwaga: dociskamy dokładnie, w wewnętrznym kąciku mocniej, pośrodku powieki też, a w zewnętrznym - nieco delikatniej, żeby nie przeciągnąć koloru zbyt daleko. Następnie, gdy już docisnęłam cień tam, gdzie trzeba, delikatnie - dosłownie o milimetr przesunęłam aplikator do zewnątrz i gotowe. Naprawdę nie ma tu nic trudnego. Jak wygląda cień świeżo po aplikacji? Po pierwsze: zależy to od koloru wyjściowego. Wersja beżowa wyglądała w zasadzie idealnie, delikatnie palcem przetarłam górną granicę aby nieco rozetrzeć linię krańcową i voila. W przypadku fuksji, która powaliła mnie swoją pigmentacją, użyłam miękkiego pędzelka do blendowania i również roztarłam zewnętrzną krawędź. To wszystko: nie dokładałam korektora, beżowego cienia, nic. Żadne dodatkowe zabiegi okazały się niepotrzebne, a kluczem jest, jak sądzę, odpowiednie wycelowanie aplikatora zgodnie z kształtem naszej powieki. 

Poniżej możecie zobaczyć efekt składający się z cieni, nałożonych na wcześniej pokrytą korektorem powiekę (Catrice płynny kamuflaż), cienkiej kreski (Catrice pisak do brwi w odcieniu Chocolate Brow'nie) oraz jednej warstwy tuszu do rzęs (Maybelline Lash Sensational). W tym wypadku efekt jest bardzo subtelny, powieka jest delikatnie rozświetlona a ciemniejszy pasek koloru tuż przy linii rzęs fajnie dodaje głębi spojrzeniu - nawet, jeśli rezygnujecie z kreski, co w naszym z założenia szybkim makijażu jest w sumie logiczne.




Drugi odcień Eye Majic kusił mnie jednak jeszcze bardziej, i nie czekając długo, postanowiłam spróbować i jego. W przypadku wersji nude wybrałam chyba odrobinę za jasną kompozycję - mam naturalnie ciemną, oliwkową karnację i kolor wyszedł trochę zbyt subtelnie. Czas na róż i ... tutaj naprawdę wyszło zjawiskowo. Zobaczcie same:



Ta kompozycja okazała się być strzałem w dziesiątkę. Na oku wyszedł mi połyskliwy, lekko miedziany róż, który do brązowej tęczowki wygląda naprawdę dobrze. Na aplikatorze kolory wyglądały na ciemniejsze, jednak na powiece wszystko pięknie się ze sobą połączyło i efekt, który uzyskałam jest bardzo ciekawy, niejednolity i faktycznie wygląda, jakby był efektem zblendowania kilku ciekawych odcieni.

Jak oceniam cienie po podwójnej aplikacji?

1. Jeśli tylko odpowiednio przyłożymy aplikator, sprawa jest naprawdę wygodna i szybka: skoro udało mi się z moimi małymi oczami - wyobrażam sobie, że efekt może być tylko lepszy.

2. Cienie bardzo mocno osadzają się na powiece: wprawdzie użycie pędzelka (lub palca) do delikatnego rozmycia granicy cienia i skóry może okazać się konieczne, jednak trzeba się tu trochę namachać: pigment mocno chwyta, co ma związek z trwałością. Cienie trzymają się cały dzień i nie rolują, nie zauważyłam też osypywania - co ma akurat związek z ich formułą, w przypadku cieni "paletkowych" często w drodze z pędzla na powiekę niepożądany pyłek ląduje w okolicy dolnej powieki.

3. Kompozycje kolorystyczne są naprawdę udane: początkowo oglądałam je na stronie sklepu, jednak nie byłam do nich przekonana. Warto zobaczyć je na żywo, choć efekt finalny, jak widać na przykładzie różu - i tak bywa zaskakujący. Stwierdzam jednak, że jak na tak tani produkt, to kolory wyglądają naprawdę ciekawie i nie są oczywiste, a wykończenie perłowe w tym przypadku nie ma nic wspólnego z nachalnym połyskiem (wyobrażacie sobie ten efekt disco Dody?:)



Skład cieni: co ważne, nie zawierają parabenów. Mnie w żaden sposób nie podrażniły, nie uczuliły, nie wywołały żadnych niepokojących objawów.


Podsumowując...

Sądzę, że wyczerpująco rozprawiłam się z mitem na temat Eye Majic. Nie jestem zwolenniczką kosmetycznych eksperymentów, ale zdarzyło mi się mieć w rękach niestandardowy tusz do rzęs (pamiętacie taki dziwny, ruchomy z Avonu?) lub rajstopy w sprayu, i często te produkty okazywały się całkiem obiecujące. Podobnie jest z Eye Majic. Biorąc pod uwagę rozmaite opinie na ich temat, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to udany gadżet kosmetyczny. Chociaż właściwie, czy gadżet to dobre określenie? Dla zwolenniczek klasycznych makijaży lub tych z Was, którym serce mocniej bije z każdą paletkową premierą, na pewno tak. Jeśli jednak samodzielne kompozycje, blendowanie i łączenie poszczególnych cieni sprawia Wam kłopot lub nie przepadacie za tym - to może być naprawdę dobre i skuteczne rozwiązanie. Cena rzędu 8-10zł za opakowanie z 4 gąbeczkami, których możecie użyć więcej niż raz w zależności od pigmentacji to godna opcja. Ja przy okazji wizyty w drogerii chętnie zgarnę jeszcze jakąś wersję i skorzystam, gdy będę miała ochotę na bardziej efektowny makijaż oka. Ja cienie kupiłam stacjonarnie w drogerii Kosmyk w Krakowie za 8,99zł, znajdziecie je jednak też online i chyba w wybranych drogeriach.

Jak Wasze odczucia w kwestii Eye Majic? Czy makijaż z ich udziałem w moim wykonaniu chociaż trochę Was przekonał? :)
Zapraszam do dyskusji:
  1. Dużo dziewczyn boi się takich nowości. Mnie było naprawdę miło przetestować te cienie, szczególnie, że jestem posiadaczką problematycznej powieki.
    Właśnie ze względu na to, szykuję dwa tutoriale, jak sobie z tym poradzić. Bo te cienie naprawdę mogę ładnie wyglądać, nawet przy powiece, przy której cienie rolują się w załamaniu.

    Ja bardzo polubiłam Eye Majic - oczywiście nie jest to dla mnie gadżet idealny do codziennego makijażu, ale na wyjazdy, albo dni, kiedy zdarzy mi się wstać za późno - idealne. Trzeba do nich odrobiny cierpliwości, w moim wypadku potrzeba dwóch ruchów pędzlem, ale jest to naprawdę wygodna forma, która może nie zastąpi przyjemności z robienia makijażu samodzielnie, ale pomoże zaoszczędzić kilka minut :)

    Czy mówiłam już, że bardzo podobają mi się Twoje zdjęcia? :) Im częściej tu zaglądam, tym bardziej się utwierdzam, że jesteś wśród ulubionych blogów, gdzie zdjęcia zapierają dech w piersiach. Takie miejsce w mojej ulubionej dziesiątce! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej - właśnie między innymi Twój wpis był jednym z tych, które mnie zachęciły do własnych testów :) te cienie wydają mi się tak odporne na typowe przypadłości (rolowanie, osypywanie) że nawet z taką budową powieki wydają się być dobrym wyborem.

      Bardzo dziękuję za komplement apropo zdjęć - staram się, ale z drugiej strony wciąż oglądam coraz to piękniejsze blogi i zdjęcia innych i połowy nawet nie publikuję bo następnego dnia po zrobieniu już mi się nie podobają :D pozdrawiam gorąco :)!

      Usuń
  2. Podoba mi się. Ostatnio lubię róże i fiolety nosić, rozkochała mnie w sobie paletka - czwóreczka Yves Rocher.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę ją zobaczyć, mi ostatnio wpadł w ręce róż z YR i jestem bardzo zadowolona :)

      Usuń
  3. U Ciebie bardzo ładnie to wygląda. Ja jednak nie lubię używać cieni, więc raczej nie wypróbuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to rozwiązanie typowo dla osób które lubią kolor na powiece :)

      Usuń
  4. Ja chyba jednak jako tradycjonalistka zostanę przy normalnym, ludzkim nakładaniu cieni i ich blendowaniu. Nie lubię takich dziwadeł :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli tylko idzie Ci to gładko i sprawnie to jasne :)

      Usuń
  5. mi się bardzo podoba widoczny u Ciebie efekt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, mnie ten róż zwłaszcza przypadł do gustu :)

      Usuń
  6. Ja tak myślę że to fajny produkt by posiadać go w pogotowiu kiedy nie mamy czasu na nic a musimy dobrze wyglądać, bo jednak wydatek 10zł na 2 razy jest dość spory jak na codzienny makijaż :)
    U ciebie wygląda naprawdę fajnie, zwłaszcza ten róż.
    Jak znajdę na pewno się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to nie jest rozwiazanie stricte na codzien glownie dlatego ze nie chce mi sie codziennie malowac oczu inaczej niz tylko tuszem :D ale tez jestem bardzo pozytywnie zaskoczona efektem, zwlaszcza wlasnie rozem - to taki produkt ktory warto miec w kilku wersjach w toaletce i siegnac tak jak piszesz, gdy chcemy szybko a zjawiskowo wygladac. Kwestia ceny jest tez taka, ze to 8-10zl ale np. roz byl tak napigmentowany, ze pozniej jeszcze uzywalam go doslownie nabierajac z aplikatora na pedzelek, wiec takie intensywne kolory wystarcza nawet do 3 aplikacji tak mysle. Na tle rozmaitych gadzetow kosmetycznych wypada na duzy plus:)

      Usuń
  7. Pierwszy raz widzę taki gadżet :p faktycznie jakbym tak przeglądała tylko na stronie sklepu.. to na pewno bym nie kupiła. Na Twoich powiekach prezentują się bardzo ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie się bardzo podobne cienie kojarzą, że kiedyś były w Sephorze, ale cena była zaporowa, kilkanaście złotych lub nawet powyżej 2 dych. Dycha za komplet jest ok :) a na stronie sklepu bardzo kiepsko zwizualizowane są odcienie, ale dzięki temu przyjemnie się zaskoczyłam :D

      Usuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Podczas testów byłam bardzo zadowolona i nie zmieniłam opinii :) Fajny patent dla osób, które chcą nałożyć cienie na powieki, ale niekoniecznie nie potrafią je blendować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, ja nawet nie określałabym go że przede wszystkim jest szybki czy taki do zrobienia w biegu, bardziej mnie jako cieniowego laika cieszą gotowe kombinacje łatwe do stworzenia :)

      Usuń