12 kosmetycznych hitów 2015

czwartek, 31 grudnia 2015 | 9 komentarzy:
Nie ma innego trendu wraz z końcem roku niż jego intensywnie podsumowania. Nie inaczej i u mnie - postanowiłam skumulować w jednym wpisie najciekawsze, moim zdaniem, kosmetyki 2015 roku, które wyjątkowo sprawdziły się u mnie i wraz z upływem czasu chętnie do nich wracam. Zapraszam na krótki przegląd 12 hitów minionego roku!
1. Lakiery hybrydowe Semilac

Bez wątpienia formuła manicure hybrydowego jest moim odkryciem numer jeden. Odkąd pamiętam uwielbiam mieć zadbane i pomalowane paznokcie, ale z natury mam je kruche i słabe, a lakier trzyma się na nich słabo. Mniej więcej rok temu sięgnęłam po pierwszy zestaw z lakierami Semilac i od tamtej pory trzymam się ich wiernie i niezmiennie. Moja kolekcja stale się powiększa i wcale nie mam ochoty przestać! Uwielbiam je za to, że poza ponad tygodniową trwałością, zapewniają przede wszystkim zupełnie inną jakość manicure. Mam tu na myśli lustrzany blask i idealnie gładką taflę. Tak idealnych paznokci nie miałam nigdy korzystając z klasycznych lakierów. Bez wątpienia hybrydy są w ogóle trendem roku 2015 i w pełni na to zasługują.

Wpisy z udziałem Semilac  u mnie:




2. podkład Max Factor Facefinity

Mój mały podkładowy hit, który cieszy mnie tym bardziej, że dobór odpowiedniego odcienia w moim przypadku graniczy z cudem. Tutaj skusił mnie przede wszystkim ładny, słoneczny odcień i to był pierwszy aspekt za, ale okazało się, że kosmetyk ma również poza tym same zalety: lekką, niemal wodną konsystencję, całkiem mocne krycie, przyjemne wykończenie i elegancką, szklaną butelkę z pompką. Nigdy nie lubiłam się z podkładami MF - kojarzyłam je jako ciężkie i w nieciekawej, różowej tonacji, tym bardziej Facefinity uznaję za pozytywne odkrycie. Więcej o nim w osobnym, poświęconym mu wpisie przeczytacie tutaj:


3. chińskie pędzle z Allegro

Wiem, że na świecie istnieje mnóstwo rewelacyjnych pędzli w różnych przedziałach cenowych: jest budząca zachwyt Zoeva, rozsądne Hakuro i wiele tańszych zamienników. Jednak chińskie puchacze to w mojej opinii świetne rozwiązanie w wielu przypadkach - niezależnie, czy chodzi Wam o powiększenie kolekcji o zapasowe egzemplarze czy dopiero chcecie przerzucić się z aplikacji palcowej na pędzle- nie powinnyście się rozczarować. W mojej ocenie te pędzelki są naprawdę przyzwoite: nie gubią włosia, nie wypadają z trzonków, ładnie się piorą i w ogóle nie kłują. Mimo, że mam kilka droższych egzemplarzy, to niezmiennie chętnie ich używam. No i ta cena! Według mnie w połączeniu z nią są niekwestionowanym hitem.
Szerzej o nich poczytacie we wpisie:


4. ekspresowe cienie Eye Majic

Czyli pozycja, która samą mnie zaskoczyła, bo zabierając się za testy byłam sceptyczna wobec tego wynalazku. Z czasem okazało się, że często po nie sięgałam - wystarczyło nabrać odrobiny wprawy by w pełni docenić gotową kompozycję cieni i ich trwałość. Dziś zawsze mam jedną paczkę w kosmetyczce - gdy wypada mi jakiś wyjazd, zabieram je ze sobą bez obaw, że moja paleta się roztrzaska :). Więcej o nich  w obszernej recenzji tutaj:


5. kamuflaże w płynie Catrice

Znane ze swojej słoiczkowej wersji, kamuflaże Catrice były dość gorącą premierą z którą wiele dziewczyn wiązało spore nadzieje - za sprawą udanego pierwowzoru. Na szczęście marka stanęła na wysokości zadania: do dziś używam kamuflażu, który trafił w moje ręce w sierpniu! Okazało się więc, że wydajność jest kolejnym atutem tych korektorów, poza bardzo dobrym kryciem i ładnym, beżowym odcieniem. To naprawdę dobry, drogeryjny wybór na wysokim poziomie, który zdeklasował słynny korektor Collection - co akurat jest korzystne, bo dostępność Catrice jest znacznie lepsza- podobnie jest z ceną. Po prostu warto je wypróbować, jeśli oczekujecie mocniejszego krycia w okolicy oczu. 


6. samoopalacz w lotionie + rękawica Vita Liberata

Chociaż nie lubię stosować wszelakich balsamów i mazideł, muszę przyznać, że jeśli już mam ochotę odrobinę się opalić, to naprawdę niezawodny pomocnik. Zwykle jeśli już bladłam po lecie, to w takim stanie czekałam do kolejnego sezonu - samoopalacze kojarzyły mi się z nierównomierną, lekko pomarańczową warstwą o aromacie pieczonego kurczaka. Dzięki przetestowaniu Vita Liberata to się zmieniło - myślę, że głównie przełomowa była tu aplikacja przy pomocy rękawicy. Niby mała rzecz, a jednak pozwala zaaplikować ten gęsty balsam równiutko i bez smug. Poza tym, kosmetyk faktycznie NIE pachnie, a opalenizna ma śliczny kolor. Ma swoją cenę, ale pompka i wydajność samego balsamu powodują, że wystarcza na diabelnie długo. 

Więcej o Vita Liberata i efekty przed/po:


7. olejek różany Evree

Czyli mój pierwszy olejek stosowany typowo na skórze twarzy i szyi - dotychczas sięgałam jedynie po oleje pod kątem nawilżania włosów. Wprawdzie nie udało mi się skończyć całej buteleczki, bo uległa nieszczęśliwemu wypadkowi (dziękuję Mania), ale i tak zdążyłam się zachwycić. Olejek świetnie koi skórę, zupełnie nie tworzy ciężkiej, lepiej warstwy - szybko się wchłania i wyraźnie uelastycznia naskórek. Choć moja cera nie jest szczególnie problematyczna, jedynie czasem w wyniku nietrafionych kosmetyków bywa kapryśna, nawet ja odczułam pozytywne działanie olejku. Najfajniej wypadał nałożony na noc na oczyszczoną skórę, dzięki czemu rano wystarczyła odrobina kremu a zapomniałam czym są suche skórki - nawet przy ciężkich, długotrwałych podkładach w rodzaju Double Wear czy Colorstay. Warto - a sezon zimowy to chyba najlepszy moment, by po niego sięgnąć. 


8. baza brązująca W7 - zamiennik Chanel

Mój jedyny kosmetyk brązujący w tej formule, oraz tańszy odpowiednik słynnej Soleil Tan de Chanel. Choć oba produkty określane są mianem bazy, dla mnie to po prostu lekkie, kremowo-musowe brązery. Używam W7 tak, jak klasycznego brązera, korzystając zresztą z jednego z chińskich puchaczy - tego najbardziej zbitego, stożkowego. Daje piękny efekt pośredniego brązu - nie jest to odcień ani ciepły, ani wyraźnie szary, ale ładnie modeluje policzki i dobrze wygląda, gdy zależy mi na świeżym, bardziej świetlistym efekcie którego nie uzyskam kosmetykiem pudrowym. Baza kosztowała około 17zł, zużycia praktycznie nie widać - zdecydowanie rzecz warta przetestowania na własnych policzkach!


9. flamastry do brwi Catrice

Nie będę rozwodzić się nad nimi kolejny raz, powiem krótko: trzeba ich spróbować. Jaśniejsze to idealne rozwiązanie dla brwi (oczywiste), ale moim odkryciem jest stosowanie ciemniejszej wersji w formie linera. Kreska jest precyzyjna, nie rozlewa się, nie odbija - jej rysowanie przypomina posługiwanie się cienkim markerem. 
Więcej tutaj:


10. nawilżający krem Anti-Age Global Yves Rocher

Krem, którego używam od połowy listopada i mimo, że nie jest ani ciężki, ani tłusty, sprawdza się świetnie nawet w niskich temperaturach i silnym ogrzewaniu. Jest nieco żelowy, odświeżający, momentalnie się wchłania, współpracują z nim bez problemu wszystkie moje podkłady. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył i obecnie spełnia chyba kompleksowo moje oczekiwania wobec pielęgnacyjnego, dziennego kremu. Kończę słoiczek i chyba będzie to precedens, gdy od razu kupię kolejny.



11. paleta matów od theBalm: Meet Matte Nude

Paleta, którą mam już dłuższy czas ale dopiero niedawno w pełni doceniłam jej potencjał. Początkowo odcienie wydawały mi się trochę niezgrane, i choć pięknie wyglądały obok siebie, nie do końca potrafiłam wykorzystać je w makijażu. Z czasem, gdy postanowiłam korzystać regularnie tylko z tej paletki, odkryłam jej wielofunkcyjność. Cienie są w pełni matowe, ale makijaż z ich użyciem nie jest płaski. Lubię zwłaszcza połączenie brzoskwiniowego Matt Singh i rudego Matt Rosen, które tworzą piękną głębię w załamaniu oka. Jasna wanilia, lawendowe szarości i intensywny brąz to kolejne powody, dla których można śmiało uznać paletę od theBalm za wystarczającą - pod warunkiem, że nie potrzebujecie powodu aby wciąż kupować kolejne... :).

Paletka w pełnej okazałości tu:


12. gradientowy róż Heat Wave od Essence

U kresu mroźnego grudnia róż od Essence jest ukoronowaniem dwunastki najlepszych kosmetyków roku, przywodząc wspomnienie upalnego lata. Choć to taki niepozorny produkt, urzekł mnie gdy tylko znalazł się w moich rękach i uważam go za jeden z piękniejszych tego typu, a umówmy się - to też ma znaczenie. Poza tym, ma przyjemne, soczyste 3 odcienie w jednym, jest jedwabisty i ... po raz kolejny, to cukierek w dobrej cenie. Obawiam się tylko, czy to nie była limitka- ale może pojawi się znów wiosną? 


Tak przedstawia się moja subiektywna lista 12 najciekawszych i najbardziej udanych kosmetyków, jakie przetestowałam w minionym roku. Perełek było pewnie nawet więcej, ale te wyjątkowo chciałam i Wam polecić. Koniecznie dajcie znać, czy zgadzacie się ze mną, lub czy i u Was znalazły się takie hity warte uwagi? 

Kolorowego, kosmetycznie rewelacyjnego 2016 roku Wam życzę! :)

Zapraszam do dyskusji:
  1. Bardzo ciekawi mnie kamuflaż z Catrice i olejek Evree.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedno i drugie zdecydowanie godne uwagi :)

      Usuń
  2. Semilaczki chyba stały się hitem blogosfery, tanie i bardzo dobre lakiery, też mam ich póki co małą kolekcję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tak! Wprawdzie widuję czasem hybrydy innych marek ale jakoś wcale mnie do nich nie ciągnie... :)

      Usuń
  3. Na mnie ten podkład wyglądał różowo.. jak każdy tej firmy :( Nie kupię ich więcej. Za to u mnie także sprawdziły się chińskie pędzle ;) Właśnie wczoraj domówiłam 3 zestaw (deal życia-ok 2 zł za sztukę) :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale na pewno miałaś któryś z jasnych odcieni, a właśnie ten jeden jak taki rodzynek wydał mi się żółty - nie rozumiem czemu taka różnica w tonacji :( mieszam go z pomarańczowym BB ze Skin79 i jest ok :) a pędzle są świetne, chętnie bym domówiła zestaw typowo do makijażu oka, z jakimiś fajnymi do blendowania. Muszę się rozejrzeć na Allegro bo jest ich niezły wysyp :)

      Usuń
    2. Zawsze biorę najjaśniejszy ;) Ja mam właściwie 2 takie same zestawy, a teraz zamówiłam ten http://www.aliexpress.com/item/New-Arrive-10-pcs-silver-Synthetic-Kabuki-Makeup-Brush-Set-Cosmetics-Foundation-blending-blush-makeup-tool/32561069698.html. Wydaje się, że ma całkiem fajne 2 kuleczki do oczu.

      Usuń
  4. Lakiery z Semilac uwielbiam, mam już kolekcję 22 lakierów, a jednak ciągle chcę więcej - to okropnie uzależnia! :)

    OdpowiedzUsuń