Jeśli miałabym wskazać dwa elementy w codziennym makijażu, bez których po prostu nie wychodzę z domu, bez wahania byłby to podkład i zrobione brwi. Wiem, że to sporna kwestia, ale dla mnie to taki żelazny zestaw, który pozwala mi czuć się przynajmniej przyzwoicie. Są to też dwie kategorie, w których nieustannie i z uporem maniaka szukam wciąż swojego ideału. Ponieważ na drodze do doskonałości, zwłaszcza w kwestii brwi, zgromadziłam całkiem pokaźną kolekcję produktów – myślę, że mogę z powodzeniem uchodzić za eksperta 😉 zapraszam na przegląd i krótką charakterystykę każdego z nich, z uwzględnieniem zalet i wad oraz który i dla kogo sprawdzi się najlepiej. 

1. Catrice, Eyebrow Set Duo: podwójna paletka do brwi z pęsetką, grzebyczkiem i lusterkiem
Ten produkt zna zapewne większość z Was. Na Wizażu miano hitu przyznało mu aż 181 osób – i trudno się temu dziwić. To wygodny zestaw dwóch cieni w ładnym, szarobrązowym odcieniu, z dodatkową szufladką, w której kryje się miniaturowa pęseta i szczoteczka do rozczesywania brwi. Ta mała kasetka znajduje się w wielu kosmetyczkach: kolory cieni są bardzo naturalne, napigmentowane porządnie ale nie na tyle, by zamiast podkreślenia brwi zafundować sobie efekt dwóch ponurych wron, a wmontowane lusterko pozwala wygodnie dokonać wszelkich poprawek. Wrażenie robi też wydajność – mam wrażenie, że te cienie nigdy się nie kończą. Zestaw będzie idealny, jeśli lubicie delikatnie dodać brwiom wyrazu i zaznaczyć je w subtelny sposób. Jeśli chodzi o odcień, to polecam dla osób od jasnego po ciemny blond- ale to też zależy od efektu, jaki lubicie.
No i cena: około 16zł za taki produkt to bardzo przyzwoicie.
2. farbka do brwi I tint my Brows, odcień Fairest
Pierwszą farbką do brwi, która wywołała prawdziwą falę tego typu produktów była oczywiście słynna Aqua Brow od Make Up Forever. Zachwycająca w jej wypadku była gama kolorystyczna, efekt który pozwalał dobudować brakujące fragmenty brwi i nadać im pożądany kształt oraz, oczywiście, trwałość. Oryginalnej Aqua Brow nie ma w mojej kolekcji, ale skusiłam się między innymi na produkt z linii Makeup Revolution, czyli I tint my brows. Wizualnie produkt jest całkiem podobny – zgrabna, niewielka tubka z aplikatorem w zakrętce w postaci szczoteczki to całkiem wygodna forma- w oryginale mamy tylko dziubek. Różnice pojawiają się, gdy chodzi o formułę: farbka/tint, choć ma całkiem porządny, jasny kolor z kroplą szarości,ma też dość dziwną konsystencję. Jest nieco lepka i momentalnie zastyga, co ma swoje plusy – mocne utrwalenie, ale też może nie do końca naturalnie wyglądać na brwiach, przylizując je zbyt mocno do skóry. Nie da się też jakoś specjalnie dodać brwiom pożądanego fasonu, a jedynie delikatnie podkreślić już istniejący kształt i – no właśnie – przygładzić włoski. Szkoda, bo gdyby produkt miał nieco luźniejszą konsystencję, byłby całkiem przyjemny.
3. farbka do brwi Makeup Revolution Ultra Aqua Brow Tint
Siostrzana farbka dla poprzedniej, z tej samej fabryki 😉 czyli tint od Makeup Revolution, tym razem w nieco ciemniejszym odcieniu Medium, choć jaśniejszy jest bliźniaczo podobny do I tint my brows. Tutaj mamy jeszcze większą inspirację Aqua Brow (nawet w nazwie jest to nawiązanie dość dosłowne), opakowanie pozbawione jest dodatkowych aplikatorów i jest to po prostu tubka z dzióbkiem. Sam produkt ma przyjemną, kremową konsystencję, a jego aplikacja polega na nakładaniu produktu odpowiednim, skośnym pędzelkiem. Jest to świetne rozwiązanie, jeśli chcecie bardziej zdefiniować swoje brwi, nadać im określony kształt czy wypełnić ubytki. Farbka nie kryje stuprocentowo, ale jednak na tyle, że w naturalny sposób uzupełnia luki tam, gdzie tego potrzeba. Co do trwałości – jest naprawdę przyzwoita, a na pewno większa niż w przypadku cieni – przetrwają deszcz, trening na siłowni czy nawet nerwicę związaną z dotykaniem i pocieraniem brwi w ciągu dnia. Za cenę rzędu 15zł to fajne rozwiązanie, a gama kolorystyczna pozwala większości typów urody dobrać coś dla siebie.
4. kredka Catrice Eye Brow Stylist, odcień Don’t Let Me Brow’n
W kategorii kredkowej, te od Catrice nie mają sobie równych. Lubię je za dostępność, naturalne odcienie (polecam jeszcze Date with Ash-ton) i wbudowaną szczoteczkę. Dobrze zaostrzona kredka z powodzeniem pozwoli dorysować pośród brwi brakujące włoski, zachowując przy tym ładny, nienachalny efekt. Sięgam po te kredki zawsze, gdy się spieszę i nie chcę dodatkowo korzystać z pędzelka. Szybkie, wygodne, spore – a więc co za tym idzie, wydajne. Cena to około 10zł. 
5. flamastry do brwi Catrice Longlasting Brow Definer
Tym flamatrom poświęciłam osobny wpis – O TUTAJ, i nic się od tego czasu nie zmieniło, więc odsyłam tam- po efekty i wrażenia. W skrócie zdradzę, że poza spełnianiem świetnie swojej funkcji, moje flamastry wciąż są ze mną (minęły już prawie 2 miesiące) a dodatkowo najciemniejszego odcienia używam jako linera – i w tej roli urzeka mnie chyba najbardziej. Nic się nie odbija, nie rozchlapuje, a uzyskanie nienagannej jaskółki jest naprawdę banalne. Polecam to rozwiązanie 😉
6. zestaw do brwi cień + wosk Elf Eyebrow Kit
Prawie zapomniałam o tym kosmetyku z racji tego, jak dawno go nie używałam. To głównie za sprawą faktu, że cień zawarty w zestawie jest bardzo jasny (posiadam wersję Light) i w moim przypadku jest to odcień, którego na brwiach po prostu nie widać. Standardowo znajdziecie tutaj właśnie cień oraz barwiony wosk, którym dodatkowo ujarzmicie odstające włoski. Paletki Elf występują w czterech zestawieniach kolorystycznych, więc być może skuszę się jeszcze kiedyś na inne, aby móc w pełni je ocenić. Z tego co pamiętam jednak, nie przypadła mi do gustu konsystencja wosku (bardzo zbity i twardy, trudno go nabrać na pędzelek) a cień odpada kolorem. Tylko dla bardzo jasnych blondynek które lubią subtelny efekt. Cena to 19,90zł. 
7. bezbarwna woskowa kredka do brwi Ardell Brow Grooming
To już kosmetyk, po który nie każdy sięga, ale w moim przypadku wraz z kolejnym punktem jest rzeczą obowiązkową. Niestety, jestem posiadaczką brwi które żyją własnym życiem jeśli chodzi o kierunki, w których odstają, i nawet po podkreśleniu ich cieniem czy farbką, wciąż nie przylegają do skóry tylko sterczą pod kątem +- 45 stopni co niesamowicie mnie drażni. Z pomocą w takich sytuacjach przychodzą właśnie produkty woskowe lub żele utrwalające. To także dobre rozwiązanie dla tych z Was, które z koloru bądź kształtu brwi są zadowolone, a jedynie chcą okiełznać ich ułożenie. Kredka Ardell jest przyjemnie miękka, więc nie musicie zbyt mocno przykładać jej do brwi, a co za tym idzie – ścierać z brwi warstwy kosmetyku kolorowego, zostawia je ładnie wygładzone, ale efekt jest na tyle naturalny, że nikt nie zauważy brwi ułożonych niczym  na żel ;). Kredka wyposażona jest w temperówkę wmontowaną w skuwkę, co jest rozwiązaniem bardzo zmyślnym i wygodnym. Kredkę dostaniecie za około 20zł.
8. żel do brwi l’Oreal Brow Plumper Blonde
Mój ponadczasowy kompan w kwestii brwi. Niezależnie, czego używam do ich podkreślenia, zawsze stosuję ten żel dla ich wygładzenia i utrwalenia. Żel występuje w kilku odcieniach, a także w wersji bezbarwnej, jednak Blonde jest moim zdaniem całkiem udana – wydaje mi się też, że ten odcień nałożony na nieco ciemniejszą bazę, daje ładny i naturalny efekt bardziej wielowymiarowego koloru.
Pisałam o nim TUTAJ, i wciąż się zachwycam. Świetnie rozczesuje, wygładza brwi na tyle, że przylegają do skóry, a utrwalenie wygląda bardzo naturalnie i trzyma włoski w ryzach przez cały dzień. Warto też wspomnieć o miniaturowej szczoteczce, która sprawia, że żel nie rozchlapuje się na skórze i dość precyzyjnie pokrywa nawet wąskie pasma brwi.
9. Inglot AMC Brow Liner
Choć nie pojawiła się na dzisiejszych zdjęciach, poświęciłam jej obszerny, osobny wpis: O TUTAJ, a nie wspomnieć o niej w zestawieniu byłoby krzywdzące. Pomada do brwi z Inglota to dość rewolucyjny na polskim rynku produkt i od czasu premiery zbiera same pozytywne opinie. Gdy chcę, aby moje brwi były zrobione bardzo precyzyjnie, wybieram właśnie ten produkt. W połączeniu z odpowiednim, skośnym pędzelkiem możemy nią wyczarować brwi jak z obrazka, oraz w naturalny sposób uzupełnić nawet nietypowe ubytki w brwiach (kto to zna: dziura idealnie w miejscu, gdzie powinien znajdować się pięknie zarysowany łuk?). Mój odcień to 12, i jest to najpopularniejszy kolor od blondynek po jasne brunetki, ze względu na uniwersalną tonację i intensywność, którą można stopniować. Polecam zapoznać się z wpisem na temat tej pomady, bo to udana propozycja Inglot.
Do numeru 10 nie dobrnęłam, bo w obecnej chwili dokładnie 9 produktów do brwi znajduje się w moich rękach. Jeśli miałabym wskazać jeszcze na coś ciekawego, to z pewnością mogą to być farbki NYX, i pudry do brwi Golden Rose. Zwłaszcza te drugie godne są uwagi, bo jakość i kolory są na bardzo wysokim poziomie. 
Zbiorcze swatche wszystkich produktów:
Dajcie znać, jeśli pominęłam coś godnego uwagi – mam nadzieję, że któryś z wyżej wymienionych kosmetyków okaże się, być może, tym jedynym właśnie dla którejś z Was?