Przepis na relaks: pudełko Chillbox

poniedziałek, 21 grudnia 2015 | 8 komentarzy:
Mimo, że kolejny weekend przemknął dosłownie w mgieniu oka, przychodzę dziś z propozycją pomysłu na to, jak umilić go sobie w jego końcowej fazie, albo w ogóle - jak uprzyjemnić długie, jesienno-zimowe wieczory. Jeśli szukacie sposobu na relaks i lubicie celebrować drobne przyjemności, ten wpis jest dla Was. Niebawem kilka dni upragnionego wolnego, więc jeśli już ulepicie wszystkie uszka i pierogi - pozostaje tylko odpoczywać. Ja podpowiem Wam dziś, co może w tym pomóc.

Co to w ogóle jest Chillbox? Pośród lawinowo rosnącego trendu na subskrybcyjne pudełka-niespodzianki łatwo się pogubić. Nigdy nie byłam szczególną ich zwolenniczką - przez krótki okres zamawiałam beGlossy, jednak szybko rozczarowała mnie zawartość pudełek - z założenia miała to być okazja, żeby testować bardziej selektywne kosmetyki, a z czasem można w nich było znaleźć mydełka i antyperspiranty z drogeryjnej półki. Długo nie interesowałam się więc żadnymi boxami, ale gdy trafiłam na Chillbox uznałam, że to zupełnie coś innego. Pudełko Chillbox ma z założenia służyć do relaksu, a jego różnorodna tematycznie zawartość to faktycznie gadżety, które znacząco w nim pomagają. Nie ma jednego, określonego planu co do tego, co znajdziecie w pudełku, jednak często są to kosmetyki do kąpieli, pielęgnacji, coś słodkiego, kawa czy czekolada, i obowiązkowo - książka. To dla mnie naprawdę miła odmiana, bo książek nigdy nie jest zbyt dużo ;). Ale skupmy się na tym, co znalazło się w moim pierwszym, grudniowym (świątecznym!) Chillboxie - żeby tak na konkretach zastanowić się, czy faktycznie warto.


Musiałam zacząć od tego peelingu, po prostu musiałam. Wcześniej słabo kojarzyłam  markę Nacomi, ale teraz koniecznie muszę to nadrobić, zwłaszcza że słynie ona z naturalnych i porządnych składów. Peeling, który znalazł się w pudełku jest świetny. Po pierwsze dlatego, że bardzo lubię takie gruboziarniste formuły, zwłaszcza do ciała, bo wyraźnie czuję, że działają. Po drugie, zawartość olejku pozwala przy jednoczesnym złuszczaniu nawilżać skórę. Na podobnej zasadzie przyrządzam domowy peeling kawowy, dorzucając do niego sól i odrobinę olejku, np. Evree. No i po trzecie - peeling obłędnie pachnie, intensywnie cytrynowo. Używam go bardzo często - na dłonie lub całe ciało, omijam jedynie twarz bo tam mógłby okazać się zbyt mocny. To produkt pełnowymiarowy i jest naprawdę godny polecenia.

Kolejnym produktem, ewidentnie sezonowym, ale świadczącym o doskonałym przemyśleniu zawartości zimowego pudełka ;) jest... uroczy termofor w sweterku. Przyznam, że po takie zimowe ogrzewacze sięgałam strasznie dawno temu, jeszcze jako dziecko, ale uwielbiałam to uczucie gdy przez okna wciskał się mróz, a ja mogłam zaszyć się pod kołdrą z ciepłym termoforem właśnie. Wprawdzie tegoroczna zima nie nastraja aż tak ciepłolubnie, ale tak czy siak termofor to taka rzecz zapomniana, a przydatna. Nie tylko na niedobór ciepła - taki wypełniony ciepłą wodą świetnie sprawdzi się np. jako okład na bolesny brzuch. Jak dla mnie świetna sprawa, a już ubranko jest z tego wszystkiego najlepsze.

W pudełku, w ramach zimowej aromaterapii znalazły się także pachnąca sól do kąpieli Organique i masło do ciała o zapachu pomarańczy, cynamonu i goździków - tym razem Harmonique. Ewidentnie nuty zapachowe tego pudełka stworzone są dla wielbicielek intensywnych, korzenno cytrusowych aromatów, ale mi w okresie przedświątecznym idealnie to pasuje. Moja ulubiona sól do kąpieli to ta w słoiczku z Biedronki, ale ta z Organique też daje radę. Głównie zapachem, pielęgnacyjnie trudno to oceniać, ale na pewno nie wysusza skóry. Masło do ciała jest bardzo przyjemne: gęste, kremowe, ale za to szybko się wchłania - a ja jestem pod tym względem ekstremalnie leniwa i najchętniej wlewam do wanny jakiś olejek, który natłuszcza skórę jeszcze podczas kąpieli. W kategoriach kąpielowych w Chillboxie znalazła się jeszcze próbka żelu pod prysznic zawierającego ekstrakt z mandarynki i propolisu, oraz musująca kula do kąpieli - również Nacomi. Ewidentnie twórczynie pudełka zdają sobie sprawę, że posiadaczki wanny statystycznie jesienią i zimą spędzają w nich sporo czasu ;).

A skoro już jesteśmy przy wannie - to pora na kolejny element pudełka, teoretycznie z tym miejscem niezwiązany, a u mnie - wręcz przeciwnie. Książka! W Chillboxie grudniowym znalazła się niewielka, zgrabna książka o lekkim tytule "Nie śpiewaj przy stole" autorstwa Adriany Trigiani. Przyznam szczerze, że podeszłam do niej trochę sceptycznie, spodziewając się trochę banalnego, babskiego czytadła. Gdy więc wybrałam się, wyposażona w sole, kule i olejki- do wanny, zabrałam też ze sobą książkę. Tak, zimą to właśnie w wannie zwykle czytam - eksploatuję ten czas maksymalnie ;). Okazało się, że wbrew moim podejrzeniom, książka to zarazem coś lekkiego, a jednocześnie inteligentnie napisanego i wnikliwego. Historia dotyczy dwóch włoskich babć, a opowiadana jest z perspektywy dorosłej wnuczki obu charakternych pań. Bardzo przyjemnie się to czyta, zwłaszcza, że historia oparta jest na faktach i miło jest tak zanurzyć się (nie tylko w kąpielowej pianie) ale też w ciekawej historii losów włosko - amerykańskiej rodziny. 

W ramach zimowego działania rozgrzewającego, gdy już dokonamy kąpieli, zaaplikujemy balsam i poczujemy się znużone czytaniem, możemy sięgnąć po aromatyczny grzaniec - to znaczy herbatę, wzbogaconą skórką pomarańczy, jeżyną, imbirem czy lukrecją. Tak właśnie przedstawia się skład Grzańca strażackiego, który również znalazł się w pudełku. Ja jestem herbacianym laikiem i sięgam zwykle po bardzo klasyczne smaki, ale ten faktycznie fajnie nadaje się na wieczór - z plastrem cytryny lub.. wzmocniony czymś ekstra ;).

Jeśli chodzi o główne elementy boxa, to by było na tyle: w pudełku znalazły się jeszcze trzy urocze foremki do pierniczków (co za timing!) i trochę rozmaitych ulotek-zniżek. Zdaję sobie sprawę, że edycja grudniowa jest specyficzna, bo przygotowana z myślą o świętach - jednak gdy zastanawiam się, co sama włożyłabym do takiego koszyka rozmaitości, obecny zestaw wydaje mi się bardzo logiczny. W sumie cieszę się, że nie znalazłam tu kolejnego wosku zapachowego - są trochę wszędobylskie, a wszystkie produkty jak dotąd zużywam intensywnie i z przyjemnością. Chillbox okazał się faktycznie niezastąpionym towarzyszem grudniowego odpoczynku, a jego składniki idealnie się ze sobą komponują. Jeśli lubicie niespodzianki i taka formuła do Was przemawia, to serdecznie Wam go polecam - czuć, że został zaprojektowany i stworzony przez osoby, które wkładają dużo serca i pasji w jego kształt i efekt końcowy. Wszystkie techniczne informacje o pudełku, ceny, modele subskrybcji i dotychczasowe edycje znajdziecie TUTAJ.

Jak oceniacie zawartość Chillboxa? I jak Wasz stosunek do takich pudełek - niespodzianek?
Zapraszam do dyskusji:
  1. Fajny ten box, ja nie zamawiałam jeszcze żadnych, bo boję się, że kosmetyki mi całkowicie nie podpasują.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaki pomysłowy box! I już wiem, o jakiej książce pisałaś na Instagramie :) Przyznam, że pierwszy raz widzę okładkę na oczy, ale z tego jak zarysowałaś jej treść, może być książką pełną ciepła idealną na święta :) Zainteresował mnie też peeling. Już czuję ten zapach cytryn!

    PS. Śliczne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dokładnie ta książka :D peeling jest absolutnie świetny, sięgam po niego na okrągło :) z tego, co widziałam na ich stronie, jest całkiem sporo zapachów - tym lepiej, nie znudzi się tak szybko :)

      Usuń
  3. Bardzo fajna zawartość pudełeczka! Podoba mi się, że jest różnorodnie - kosmetyk, książka, termofor a nawet foremki na pierniczki - świetnie dopasowane i idealne na jesienne/zimowe wieczory!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak, mam wrażenie że ktoś idealnie przewidział co można robić w tym okresie i praktycznie każdy element się przyda i sprawdzi :)

      Usuń
  4. Grzaniec strażacki? Nazwa powala :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Grzaniec strażacki? Nazwa powala :D

    OdpowiedzUsuń