Gdy kilka dni temu na Instagramie i Facebooku wrzuciłam fotkę tej palety, czyli Wonderful Dreams, posypało się sporo zachwytów z Waszej strony. Dostałam też sporo pytań o to, czy warto ją kupić, jak z pigmentacją i ogólnie – czy to dobry pomysł skusić się na świąteczną, limitowaną paletkę z Sephory. W związku z tym przybywam z dzisiejszym wpisem, a w nim wszystko, co chciałybyście o niej wiedzieć, plus mała niespodzianka na końcu. Zapraszam dalej.

Zacznę od tego, że w zasadzie w mojej kosmetyczce nie znajdziecie żadnych kosmetyków Sephory: nie wiem, z czego to wynika, zawsze mi tam jakoś nie po drodze, a gdy pojawiam się, najczęściej po to by wybrać perfumy, czuję na sobie wzrok i czuwanie trzydziestu par oczu, co mnie trochę męczy – ale to akurat domena nie tylko Sephory, w Douglasie jest analogicznie. Niemniej jednak, świąteczna aura i takowe dekoracje zaprowadziły mnie kilka dni temu właśnie do tej perfumerii, i nie mogłam się oprzeć by nie wstąpić. Jeśli widziałyście zimową, śnieżynkową kolekcję kąpielową to wiecie, o czym mówię ;). Właściwie od razu natknęłam się właśnie na tę paletkę, która momentalnie urzekła mnie małym, zgrabnym rozmiarem, ciekawą kolorystyką i… ceną. Pomacałam ją dość pobieżnie i stwierdziłam- biorę. Zakup pod wpływem impulsu – jak najbardziej. Ale za 39zł mogę to sobie wybaczyć. Prezentuje się tak:
Paletka jest naprawdę niewielka – złożona jest wielkości telefonu. To paletka tekturowa, przypominająca trochę te od theBalm, jednak bez obaw – jest to produkt dobrej jakości i myślę, że może dłużej wyglądać dobrze niż gdyby wykonano ją np. z taniego plastiku. Ciekawa jest jej konstrukcja, ponieważ paletka jest rozsuwana – całkiem wygodne, zwłaszcza jeśli rozważać ją w kategorii mobilnej, wyjazdowej kompilacji cieni, bo mamy pewność, że nic się w kosmetyczce nie otworzy i nie wydarzy. 
W palecie znajduje się 8 cieni: 4 matowe i 4 mocno połyskliwe. Kolorystyka jaka jest – widać: jeśli chodzi o maty, mamy tu dwa ciemne brązy, głęboki atramentowy granat i neutralny, ciasteczkowy beż. Co do błysku, jest neutralny, biało-kremowy Chantilly Ice, czysto srebrzysty Crystall Ball, lekko chłodny, w rodzaju starego złota Toasted Almond i dosłownie szampański Pretty Sunrise
Cienie są niewielkie, ale jako osoba która chyba nigdy nie dobiła do dna z żadną paletą, nie postrzegam tego jako problem ;). Dobór kolorów to kwestia indywidualna, ale osobiście lubię takie połyskliwe cukierki – fajnie ożywiają każdy makijaż, pięknie wyglądają w kąciku lub jako akcent na kresce.
Matowy beż – Soft Cookie– to świetny cień transferowy, lub bazowy do wyrównania kolorytu powieki przed nałożeniem pozostałych kolorów. Jest ładnie piaskowy, i jak na jasny cień ma porządną pigmentację – jest zauważalny po nałożeniu, nie transparentny jak to często mają do siebie tego typu odcienie. Marron glace to dość ciepły, ciemny brąz – w zasadzie dokładnie jak w nazwie, przywodzący na myśl kolor kasztanowy. Ciekawie wypada też Midnight Swim – to piękny, atramentowy grafit, który może posłużyć do stworzenia zjawiskowego smoky, zresztą w połączeniu z Toasted Almond to materiał na niejeden sylwestrowo-karnawałowy makeup. Hot Cocoa to zdecydowanie chłodniejszy brąz, który może przydać się nawet do podkreślania brwi – jeśli traktować paletę jako wyjazdowe wash&go, to całkiem rozsądne zastosowanie ;). 
Cienie posiadają przyzwoitą pigmentację, choć różni się ona w zależności od konkretnego koloru. Swatche wykonałam bez żadnej bazy, a właściwie zawsze na powiece jakąś mam, i sądzę, że wtedy efekt jest na pewno odrobinę mocniejszy. W kwestii trwałości, cienie trzymają się naprawdę przyzwoicie: kilka godzin i nie odnotowałam tu ani blaknięcia, ani migrowania w niezamierzonych kierunkach.
Na koniec jeszcze kilka ujęć paletki ogółem: nie ukrywam, to tak wdzięczny obiekt do zdjęć, że nie mogłam się na nią napatrzeć. Podobnie jak impuls, który spowodował że w ogóle po nią sięgnęłam, bardzo przyjemnie patrzy się na nią na toaletce i jest zdecydowanie tym kosmetykiem, który cieszy nie tylko zawartością, ale i opakowaniem.

Przypominam w kwestiach technicznych, że paletka kosztuje 39zł i pochodzi z limitowanej, świątecznej edycji – znajdziecie w niej także nieco większą, z różem i brązerem za 59zł i kilka mniejszych zestawów poczwórnych cieni. Warto wspomnieć, że obecnie w Sephorze czeka na Was promocja 3 w cenie 2 na markę własną Sephory, więc to całkiem dobry deal jeśli szukacie prezentu dla przyjaciółki, mamy, lub w ogóle dla kogoś – bo w ofercie znajdziecie coś tak naprawdę dla każdego. Opakowania same w sobie są piękne i ozdobne, więc w kwestii wyglądu nie musicie się martwić, czy zrobią dobre wrażenie.
Jak dla mnie zakup tej paletki to mały, mikołajkowy prezent dla samej siebie, ale pomyślałam też o Was. Dosłownie za chwileczkę, za momencik, będę miała dla jednej z Was osobisty egzemplarz Wonderful Dreams 🙂 w ramach nadchodzącego 6 grudnia.
Zaglądajcie do mnie na Facebooku na bieżąco a gwarantuję, że nie przegapicie szansy na jej przytulenie 🙂
Dajcie znać, czy świąteczna propozycja z Sephory skradła i Wasze serce 🙂

***
Zaglądajcie do mnie na bieżąco na Instagramie, tam codziennie dzieje się najwięcej:
i na Facebooku:
oraz Snapchacie 🙂 gdzie znajdziecie mnie pod nazwą Miskejt.