Dwie perełki z Inglota: zamienniki MAC?

czwartek, 28 stycznia 2016 | 47 komentarzy:
Dzisiejszy wpis należy zdecydowanie do tych z kategorii spontanicznych - materiał do niego powstał szybko i pod wpływem impulsu, który wczoraj zaprowadził mnie do salonu INGLOT, z którego wyszłam wyposażona w dwa wyjątkowe cienie, a które urzekły mnie na tyle, że chciałam szybko podzielić się z Wami moją zdobyczą. Chodzi o numery 397 raz 402 z serii Freedom System, które od razu podbiły moje serce. Zresztą zobaczcie same.

Zaczynając, jak wskazuje logika, od początku, wyjaśnię pokrótce skąd u mnie te dwa maleństwa i jaka jest cała geneza tej ekscytacji. Nie posiadam w swojej kolekcji nawet paletki magnetycznej, pojedyncze cienie to u mnie dzieło przypadku, a palet które mam i tak pewnie nie zużyję aż całkowicie się pomarszczę i nie będzie sensu ich stosować ;) jednak cienie Inglot urzekły mnie na blogu A piece of Ally i trafiła mnie strzała amora. Wcześniej zresztą, oglądając któryś z filmów Nissiax, bardzo spodobał mi się jej makijaż - bardzo świeży, rozświetlony, promienny, a w spisie użytych kosmetyków znalazłam właśnie Naked Lunch i Satin Taupe. Przypadek? Nie sądzę.
Uboższa zatem o 30zł (koszt 1 cienia to 15zł), ale bogatsza o dwóch nowych przyjaciół, ochoczo zabrałam się dziś do testów. Cienie, jak widać, pozbawione są jakichkolwiek ubranek i powinny wylądować w palecie magnetycznej - inaczej ich przechowywanie jest dość niehigieniczne i niepraktyczne. Ale przechodząc do konkretów...

Obydwa cienie to perłowe, niejednoznaczne kolory. W przypadku 397 pierwsze skojarzenie, jakie mi się nasuwa, to odcień różowego szampana z kroplą miedzi. Jest intensywny, połyskliwy, mocno napigmentowany i pięknie rozświetla środek powieki. Osobiście bardzo lubię cienie skręcające w kierunku różu, bo ten kolor wyjątkowo dobrze współgra z moim kolorem oczu i nawzajem dobrze się uzupełniają. Jest tak piękny, że w zupełności wystarczyły nałożony solo na powiekę z odrobiną tuszu do rzęs, by zapewnić nam efekt świeżego, ogarniętego spojrzenia bez większego wysiłku. Co istotne, choć zaaplikowana pod spód baza w oczywisty sposób wspomaga jego obecność na oku, to nie wpływa znacząco na finalny efekt- ten cień po prostu jest już tak porządny, że nie wymaga podkręcania bazą jeśli chodzi o nasycenie koloru czy intensywność blasku. Kojarzy mi się trochę z Mary Lou-Manizer, gdyby theBalm postanowił nadać jej różowy kolor. Można pod niego zaaplikować jakiś jasny cień (ja próbowałam np. Matt Malloy z paletki Meet Matt Nude, ale nie wpływa to znacząco na wyrazistość końcowego efektu. Po prostu daje radę samodzielnie :).

Jeśli chodzi o 402, to trochę odcień-kameleon. W tym zestawieniu "udaje" kultowy MAC Satin Taupe, którego kolor to połączenie połyskliwej szarości i brązu z kroplą grafitu? Nie szukałam w nim idealnego bliźniaka - uważam, że wraz z 397 i tak idealnie się uzupełniają. 402 to taki ozłocony, lekko ocieplony odcień taupe, czyli coś pomiędzy brązem a szarością. Jest równie świetnie napigmentowany, a jego intensywność z łatwością możemy stopniować- w zależności, czy chcemy delikatnie pokryć nim całą powiekę, użyć do smoky lub nadać głębi w zewnętrznym kąciku.

Oba cienie łączy satynowa, miękka konsystencja, dzięki czemu momentalnie przyczepiają się do pędzla i nie osypują podczas aplikacji. Łączą się ze sobą bardzo przyjemnie i bez smug. Niedawno miałam okazję testować matowy cień Inglot, dołączony do któregoś numeru Elle i byłam nim mocno rozczarowana, jednak w tym wypadku - pełen zachwyt.

cienie w świetle lampy

roztarte na dłoni bez bazy

 Osobiście zastosowałam oba odcienie w bezpieczny sposób: na całą powiekę nałożyłam 397, w kąciku delikatnie roztarty 402. Efekt na żywo był naprawdę fajnie widoczny i zauważalny, miałam wrażenie że cała twarz zyskała efekt wypoczętej i bardziej promiennej - a trudno być promienną gdy od rana do wieczora ciemno, a w Krakowie- nawet mglisto z uwagi na smog ;).

PS. Czy Wam też poza po prawej kojarzy się z tą rzeźbą?

Podsumowując: niezależnie, czy miałyście do czynienia z cieniami MAC, to te konkretne marki Inglot mogę serdecznie polecić. Kolory mnie urzekły, uważam że są bardzo korzystne dla większości typów urody, a ich pigmentacja i trwałość nie budzą zastrzeżeń. Cena rzędu 15zł również jest w porządku. Dla mnie - perełki!

Lubicie cienie Inglot? Są tam jeszcze jakieś cukierki godne uwagi? Dajcie znać!
Zapraszam do dyskusji:
  1. Mam dużo inglotów ;) Na pewno posiadam 402, ale coś podobnego do 397 też się pewnie znajdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby sporo jest cieni w rodzaju 397, mnie zachwycił jednak hmm tym że poza błyskiem ma też wyraźną dozę tego pudrowego różu :)

      Usuń
  2. 397 to zdecydowanie mój kolor! Jako combo, oba kolory pięknie że sobą współgrają :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyjątkowo dobrana para, ale najfajniejsze to że one są dość uniwersalne i mogą sprawdzić się w wielu kombinacjach :)

      Usuń
  3. Niesamowicie sie cieszę, ze komuś moj wpis pomógł :) dla mnie te cienie z Inglota to jest idealny odpowiednik Maca i sama sięgam po nie nawet cześciej niz po Naked Lunch i Satin Taupe <3 ściskam!

    OdpowiedzUsuń
  4. 397 trochę jak Cindy - Lou Manizer.:) Oba piękne! Polecę mamie, bo lubi Inglota i sukcesywnie uzupełnia paletę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ja nawiązałam do Mary-Lou i coś w tym jest :)

      Usuń
  5. O rany, rany, boskie! I Tobie rzeczywiście bardzo pasują! Kurde felek no chyba i mnie czeka wizyta w Inglocie i taki spontaniczny post za Twoją sprawą :) A że jutro akurat będę koło Inglota...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie walcz z przeznaczeniem - to się nigdy nie kończy dobrze :D koniecznie zrób wpis, zawsze jestem ciekawa jak coś wypada u innych :))

      Usuń
  6. cienie inglotowskie to chyba moje ulubione w ogóle, a na przestrzeni lat używałam już chyba wszystkiego, od essence po guerlain (btw. nie widzę między cieniami essence a guerlain żadnej różnicy poza ceną :>) . jedyne, co mnie w inglocie irytuje to numerki zamiast nazw - rozumiem w przypadku gdyby było tych cieni 15, ale tutaj mamy spoooro więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam duże uznanie dla nazw, jakoś działają na wyobraźnię, a akurat w kwestii nazw Essence daje radę i zawsze wywołają u mnie uśmiech :3

      Usuń
  7. Nie wiedziałam, że jest taki fajny zamiennik Naked Lounch, chętnie przyjrzę mu się bliżej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. cudowne i jakie bardzo bezpieczne kolory - idealne do dzienniaka. A jaka Ty śliczna jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 odkąd je kupiłam, codziennie spamuję nimi na powiekach ;))

      Usuń
  9. Uwielbiam numerek 397 i obecnie używam już drugiego egzemplarza :P Jest cudowny jako rozswietlacz na twarz , jego trwałość jest wg mnie powalająca , a efekt jaki daje na policzkach jest nie do opisania i co najwazniejsze pasuje chyba do kazdej karnacji :) Jest to dla mnie fenomen wsrod rozswietlaczy i przebija nawet Soft&Gentle z MAC :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, najlepsze że można go używać tak wielofunkcyjnie. Jutro spróbuję na policzki! <3

      Usuń
  10. No muszę przyznać, że mnie urzekły te kolory. I to bardzo! jest jeszcze jeden brzoskwiniowy cień, który bardzo by chciała z Inglota. Musze chyba zrobić listę i wybrać się na większe zakupy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja weszłam dosłownie z klapkami na oczach, nie oglądając się na inne - moim założeniem było wyjść z dwoma... ale z czasem pewnie ulegnę :)

      Usuń
  11. chyba niebawem zawitam do Inglota :)
    P.S. Z jakiej paletki do cieni korzystasz?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd przyznać, ale nie miałam, i po zakupie inglotów kupiłam taką poczwórną właśnie tam :).

      Usuń
  12. bardzo fajne połączenie, posiadam cień satin taupe i go uwielbiam, więc inglota kupować nie będę, a ten jaśniejszy różowy muszę przemyśleć ale chyba na mnie źle by wyglądał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem na etapie takiego zachwytu że trudno mi sobie wyobrazić żeby komuś nie pasował, ale zawsze warto sprawdzić :))

      Usuń
  13. Pięknie się oba kolory prezentują. Nie miałam jeszcze do czynienia z kosmetykami Inglota. Może kiedyś uda mi się to zmienić :-)

    Pozdrawiam serdecznie ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jakoś rzadko zaglądam do Inglota, często kuszę się na gotowe palety innych marek a w sumie komponowanie własnej, idealnej ma głęboki sens ;))

      Usuń
  14. Cienie maja piękne satynowe wykończenie. PS. mam takie same kolczyki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O :) lubię te kolczyki, chociaż trochę duża ta kulka z tyłu ;)

      Usuń
  15. Bardzo lubię cienie w różowej tonacji i właśnie takich mam najwiecej

    OdpowiedzUsuń
  16. Duet idealny. Oba odcienie są piękne i narobiłaś mi na nie chęci. Szczęście w nieszczęściu, że przechodzę koło stoiska Inglota prawie codziennie, więc pewnie zbyt długo się im nie oprę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętaj, po nocach śnią się nam tylko te rzeczy, których nie kupiłyśmy - po co się narażać :D

      Usuń
  17. Uwielbiam cienie z Inglota. Ten duet jest wręcz stworzony aby używać go razem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odkąd je mam, nawet nie spróbowałam połączyć ich z czymś innym - coś w tym jest :)

      Usuń
  18. Śliczne te kolorki! Muszę je sobie pomacać jak będę w Inglocie ; )

    OdpowiedzUsuń
  19. Piękne cienie! Chyba skocze do pobliskiego Inglota i je kupię :D

    OdpowiedzUsuń
  20. 402 mam i lubię, ale spodobał mi się bardzo ten jaśniejszy cień

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękne odcienie do codziennego makijażu.
    Ja kocham 395

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo lubię makijaż w takich odcieniach, muszę wybrać się na zakupy do Inglota, bo dawno nie byłam, a widzę, że mają dużo dobrego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No u mnie pomada do brwi i te cienie królują :) chociaż ostatnio trafiłam na takie pseudo bliźniaki tych cieni z Freedom Makeup dostępnego w Pepco :)) są u mnie na Insta :)

      Usuń