Słoneczny cedr, białe kwiaty i żel pod prysznic - Hugo Boss Ma Vie

piątek, 22 stycznia 2016 | 12 komentarzy:
Pozostając w temacie noworocznych postanowień, mogę z całą pewnością stwierdzić, że kosmetyczny minimalizm idzie mi całkiem nieźle, z jednym wyjątkiem - wciąż jestem zbieraczem zapachów. Już jakiś czas temu zaczęłam rozglądać się za cieplejszym, nieco bardziej słodkim i otulającym, ale wciąż nie duszącym czy pudrowym zapachem na zimę, ale nic szczególnego nie wpadło mi w ręce (ani w okolicę nozdrzy). Któregoś razu jednak snując się po SuperPharm bez wyraźnego powodu sięgnęłam po flakon Hugo Boss - Ma vie i doznałam olśnienia. O co chodzi? Czytajcie dalej.


Mam dość specyficzny problem z doborem perfum: nieustannie poszukuję czystych, bawełnianych zapachów, które najprościej skojarzyć z aromatem świeżo wypranych tkanin. O ile z wytypowaniem zapachu na wiosnę i lato jest prościej, bo w grę wchodzą typowe świeżaki (mój faworyt to Burberry The Beat EDT - cytrusowo herbaciana kompozycja z odrobiną earl greya - więcej o nim O TU).
W każdym razie, szukałam czegoś, co będzie równie świeże i pozbawione dusznej, pudrowej nuty, ale jednak zarazem bardziej trwałe, o cieplejszej bazie. Uwielbiam w perfumach taki ulotny aromat drewna - najczęściej cedrowego - który w połączeniu ze świeżakami daje bardzo ciekawy efekt. I tutaj dochodzimy do bohatera dzisiejszego wpisu, czyli buteleczki zapachu od Hugo Boss. 


Powodem, dla którego zwróciłam uwagę na Ma Vie jest pewne skojarzenie. Choć znałam bliźniacze zapachy Bossa - Jour i Nuit, zupełnie mi się nie podobały - miały w sobie coś kamiennego, zimnego i mrocznego. Ale ta różowa butelka w Ma Vie... Gdy spsikałam sobie nadgarstek, poczułam przede wszystkim owocową, tropikalną nutę i trochę rozczarowana powędrowałam dalej. Gdy jednak po około godzinie zapach z nadgarstka zakręcił w okolice nosa, przez chwilę nie umiałam skojarzyć, co to. Ma Vie jest więc zdecydowanie zmienne. Pierwsze oblicze - soczyste, owocowe sprawia wrażenie, że to kolejny świeżak bez wyrazu. Dopiero to, co dzieje się potem jest moim strzałem w dziesiątkę. Za tę pierwotną koktajlową ambrozję odpowiedzialna jest, jak sądzę, nuta kaktusa - i to ona świdruje w nozdrzach taką lekko cierpką, soczystą świeżością. To wrażenie ustępuje jednak dość szybko, i wtedy do głosu dochodzą nuty serca i bazy: frezja, jaśmin, róża oraz - tak! - nuty drzewne i cedr. To dzięki nim ten zapach jest taki, jaki jest. Mam wrażenie, że staje się kremowy, ciepły; gdyby był tkaniną, byłby to lekki, kaszmirowy szal w pastelowym kolorze - delikatny, ale idealny aby kilka razy owinąć się puszystą warstwą. Kompletnie nie ma tutaj lukru, czy owocowo-kwiatowego ponczu: zapach pięknie się równoważy i czując go na kimś, nie sposób zgadnąć, jaki składnik dominuje. 



Nuty zapachowe: 

nuta głowy: kaktus

nuta serca: frezja, jaśmin, róża

nuta bazy: nuty drzewne, cedr

Dlaczego w tytule wpisu wspomniałam o żelu pod prysznic? Pomijając oczywiste skojarzenie z czystością, zapach Ma Vie przywołał mi na myśl bardzo mocno ... kremowy żel pod prysznic Palmolive Black OrchidO TEN. Uderzyło mnie to jak deja vu - gdybym wąchała jedno i drugie w ciemno, stwierdziłabym że to uzupełniająca się linia zapachowa.  Taka wskazówka ;).

Podsumowując, Ma Vie to naprawdę urokliwe, ciepłe i dziewczęce perfumy, jednak zdecydowanie nie określiłabym ich jako infantylne, przesłodzone, lub pudrowe i "migrenowe". To taki zapach, który kojarzy wywołuje u mnie skojarzenia spokoju i relaksu. Jest też dość uniwersalny, bo według mnie idealnie sprawdzi się w chłodnych, zimowych miesiącach, ale z uwagi na świeżą obecność kaktusa - dla bardziej odpornych na słodycz - może dać radę również latem. Sądzę, że wtedy "ogon" tego zapachu będzie unosił się jeszcze bardziej i intensywniej - bo posiadając wersję perfumowaną zdecydowanie zauważam, że jest to właśnie zapach, który się za nami ciągnie. Nie w nachalny sposób, ale jednak przy zdjęciu płaszcza, szalika, czy nachyleniu się w czyimś kierunku jest to ten zapach, który się czuje, bo tworzy wokół nas lekką, zapachową chmurkę. Jak dla mnie, idealne psikadło na obecny czas, którym póki co jestem zachwycona i używam intensywnie.Technicznie- kryjąca, różowa butelka na chłopski rozum pozwala lepiej zabezpieczyć zawartość- w przypadku perfum ochrona przed światłem ma spore znaczenie, więc na plus.

Moją 30ml buteleczkę kupiłam w perfumerii Tagomago za 107zł - i polecam zdecydowanie tę bądź pozostałe perfumerie online, bo różnica w stosunku do cen Douglasa czy Sephory jest... delikatnie mówiąc, porażająca ;).

Znacie Ma Vie? To zapach w Waszym stylu? Jeśli kojarzycie jakieś "czyste" i ubraniowe kompozycje - wiecie komu dać znać ;).

Zapraszam do dyskusji:
  1. O to byłby mój zapach wydaje mi się :) Buteleczka też śliczna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prosta, ale taka elegancka :) no i faktycznie chroni przed światłem :D

      Usuń
  2. Ja niestety nie przepadam z zapachami Bossa :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie zwracałam wcześniej uwagi, pomijając Jour który kiedyś powąchałam i mnie odrzucił. To tak jak np. nigdy nie sięgnęłam po żaden zapach Mugler, i zauważam że mam kilka marek które zawsze sprawdzam a to też fakt że przez to mogę coś ciekawego przegapić, bo w moim wypadku Ma Vie wyjątkowo mi siadło :)

      Usuń
    2. Ja staram się być na bierząco z nowymi zapachami i jestem otwarta na wszelkie propozycje, jednak Boss to nie moja bajka :)

      Mam pytanie jakim aparatem robisz zdjęcia?

      Usuń
  3. Koniecznie muszę się obok niego zakręcić przy okazji jakichś zakupów :D Uwielbiam Twoje opisywanie zapachów, bo zawsze jestem go sobie w stanie wyobrazić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, to bardzo miło mi słyszeć bo ja się dosłownie pocę by je opisać, a bardzo mi zależy żeby ktoś mnie zrozumiał :D i stąd ten natłok poniekąd dziwnych metafor (puchaty?!) :D

      Usuń
  4. Polecam Burberry Body, spodoba Ci się jak lubisz Ma Vie :) widzę semilaczka na paznokciach?;> taki ładny błysk, że wygląda, jak sexy red :D

    OdpowiedzUsuń