Zimowa kąpiel: rozgrzewające aromaty

niedziela, 3 stycznia 2016 | 13 komentarzy:
Zimą jednym z moich ulubionych miejsc jest zdecydowanie moja wanna. Uwielbiam w mroźne wieczory napuścić dużą ilość wody okraszonej solidnie pianą, zabrać ze sobą książkę i rozgrzać się w ten sposób po długim i zimnym dniu. Wtedy też gromadzę w swojej łazience spore ilości wszelkiego rodzaju aromatycznych kąpieloumilaczy. Jeśli lubicie o tej porze roku otulać się korzennymi, ciepłymi zapachami - rzućcie okiem.

Na szczęście w mojej łazience znajduje się wanna - bez niej połowa kąpielowych rytuałów nie ma sensu, bo musujące kule, płyny do kąpieli i kapsułki z olejkiem odpadają, zawsze jednak pozostają żele do kąpieli. Na pierwszy ogień pada więc na zimowe mydło od Ziai. Choć w nazwie czai się określenie mydło, z powodzeniem używam go do mycia ciała, a nie jedynie dłoni, i nie zauważyłam by cokolwiek niepożądanego się działo. Zresztą właściwości pielęgnacyjne zeszły tu poniekąd na dalszy plan, a w pierwszej kolejności liczy się dla mnie zapach. Przyznam, że z całego arsenału to właśnie ziajowe mydełko pachnie najładniej. To przyjemny, bardzo naturalny mix pierników, imbiru i cynamonu, w którym to właśnie imbir dodaje słodkiej, ciasteczkowej mieszance odrobiny cytrusowej świeżości i sprawia, że po kąpieli nie czuję się jak oblana lukrem muffinka. Mydło kosztowało grosze, bo kupiłam je na stoisku Ziai za około 7zł, a wydajność pozwala mi cieszyć się nim od początku grudnia - i wciąż dna nie widać. 

Drugi zimowy umilacz to Pani Bałwankowa, która przyleciała do mnie ze świątecznego katalogu Avon. To moja ulubiona sytuacja, gdy kosmetyk oprócz swojej ściśle określonej roli pełni też funkcję dekoracyjną, a w tym wypadku dokładnie tak jest. Mrs Frosty to urocza buteleczka zawierająca płyn do kąpieli o aromacie doprawionych korzennymi przyprawami jabłek - czyli jednym słowem, Pani Szarlotkowa. Nie zauważyłam, żeby powodowała jakąś powalającą pianę, jednak zapach faktycznie daje radę. Pod zakrętką kryje się też kropelkowy dozownik, więc przy każdej aplikacji zużywamy dosłownie śladową ilość płynu. Pani Bałwankowa kosztowała mnie w przybliżeniu 6zł. Zdecydowanie słuszna zimowa inwestycja ;).

Kolejny kąpielowy produkt również pochodzi z Avonu - zawsze lubiłam tę markę jeśli chodzi o zapachy - i jest to klasyczny, duży (500ml) płyn do kąpieli o aromacie mleka i miodu. Nie ma tu już pierniczkowego szaleństwa, ale to zapach tak kremowy, otulający i ciepły, że zdecydowanie zasługuje na miejsce w zestawieniu. Jeśli chodzi o pianę, to właśnie jemu zawdzięczam jej obfitą ilość. Nakrętka lub dwie, dolane pod strumień gorącej wody wypełnią puszystą warstwą całą wannę. Zapach to kremowa wanilia, nie wyczuwam tu wyraźnie ani mleka, ani miodu, ale to chyba akurat dobrze - nie chciałabym zbyt dosłownie odnaleźć tych aromatów w kąpieli ;). Płyny z Avonu mają też tę zaletę, że nawet tak duże butle, 500ml czy 1l to wydatek rzędu 10-14zł. 

O peelingującym płynie do kąpieli z Yves Rocher pisałam już TUTAJ, i w jego kwestii nic się nie zmieniło: nadal niestety jego zapach mnie drażni, a drobinki peelingujące są tak drobne, że nie odczuwam spektakularnego działania. Tutaj wolę postawić na domowy peeling kawowy - pasuje zarówno pod względem zapachowym, jak i przede wszystkim pielęgnacyjnym. Kto nie próbował, niech koniecznie nadrobi. Wystarczy łyżka mielonej kawy, odrobina gorącej wody i kilka kropli ulubionego olejku. Taka mikstura zapewni Wam skórę i gładką ze względu na starcie naskórka, i nawilżoną dzięki zawartości oleju. Jeśli jednak chodzi o YR, w grudniu dostałam w prezencie od koleżanki kolejną świąteczną bombkę, tym razem zawierającą waniliowy olejek do kąpieli - i tutaj faktycznie jest hit! Olejek jest gęsty i odpowiednio tłusty, nawet niewielka ilość dolana do wanny pełnej wody sprawia, że umiarkowane amatorki balsamów i maseł do ciała mogą pominąć ten krok, bo skóra jest fajnie natłuszczona i elastyczna. Pachnie jak czysty olejek waniliowy, więc w tym względzie też nie zawodzi.

Ostatnim, kąpielowo-zapachowym gadżetem u mnie w tym sezonie jest... mydełko-gwiazdka, kupione w Biedronce jeszcze w listopadzie. Niestety, na temat jego właściwości ciężko mi się wypowiedzieć, bo tak bardzo mi się podoba przez swoje eleganckie tłoczenie, kolor i zapach, że stoi po prostu na umywalce nieużywane - jednak za każdym razem, gdy myję ręce, czuję jego zapach i póki co w takiej formie jedynie je stosuję.

Tak wygląda mój zimowy, kąpielowy arsenał. Zdecydowanie nie wybieram teraz rześkich i cytrusowych, typowo letnich kosmetyków na rzecz właśnie takich: korzennych, waniliowych i ciepłych. Po takiej kąpieli, nawet najgorszy mróz za oknem mi niestraszny ;). 
Polecam Wam taką aromaterapię!
Zapraszam do dyskusji:
  1. Mam w domu dokładnie wszystkie te płyny do kąpieli co pokazałaś na zdjęciu :) Nie powiem, uwielbiam takie wieczory z takimi płynami. Mega relaksują :)

    malowane-roza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tak, też uwielbiam takie zpaachy na zimowy okres. Obecnie zużywam słodko pachnącą butle z Biedronki o zaoachu lodów pistacjowych. Pyyyycha.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też często kuszą takie jedzeniowe, zwłaszcza słodyczowe aromaty :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ale przyznam, że np. żel z Ziai na myjce lub gąbce fajnie się pieni i długo potem pachnie, więc można używać i pod prysznicem :D

      Usuń
  4. Mydełko-gwiazdka wygląda przeuroczo! Jednak zapach nie mój, więc nawet nie szłam macać.. ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bałwankowe płyny bardzo lubię ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w takie dni jak dzisiaj dziękuję, że mam wannę i cieszę się długimi kąpielami z takimi fajnymi płynami do kąpieli jakie pokazałaś

    OdpowiedzUsuń
  7. też uwielbiam takie umilacze zimą, faktycznie płyny do kąpieli z avonu zawsze pachniały bezbłędnie, chociaż wszelkich innych kosmetyków tej firmy nie znosiłam

    mydło z biedry wygląda świetnie

    OdpowiedzUsuń
  8. W takich sytuacjach właśnie żałuję, że mam prysznic :D To zimowe mydełko z Ziaji mam i nie pomyślałam nawet, żeby zacząć go używać jak żelu... Dzięki Twojej sugestii na pewno spróbuję! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A pewnie, że tak - ja tak często kombinuję, resztki żeli czy płynów do kąpieli często zużywam jako mieszankę do mydła w płynie - i też działa :D

      Usuń
  9. Mydełka Linda bardzo lubię zarówno ich stałą linię zapachową jak i wersje limitowane. Tej chyba moja siostra nie zauważyła bo to ona właśnie robi mi zapasy tych mydełek;)

    OdpowiedzUsuń