Choć od premiery najnowszego podkładu Bourjois minęło już kilka miesięcy, do tej recenzji zbierałam się dłuższy czas – wciąż nie mogłam do końca ocenić, czy go lubię, czy nie. Ponieważ zbiera on dość skrajne recenzje – dziś czas na dołożenie mojej cegiełki do tego tematu i kilka słów na temat podkładu Air Mat.

Podkłady Bourjois odkąd pamiętam wyróżniały się na tle tych drogeryjnych przede wszystkim odpowiadającą mi, żółtą tonacją. Miałam do czynienia prawie ze wszystkimi wersjami: Healthy Mix, 123 Perfect, czy Flower Perfection. Bywało lepiej, bywało gorzej, nigdy jakoś na tyle dobrze, żebym z którymś została na dłużej. Tradycyjnie u mnie zagościły odcienie niekoniecznie najjaśniejsze – taka już uroda oliwkowej, lekko śniadej karnacji. Mowa o odcieniu 02 – Vanilla i 03 – Beige Clair. Od razu warto zaznaczyć, że w gamie nie ma typowych, porcelanowo jasnych odcieni – więc jeśli Waszej cerze bliżej do bladości, od razu weźcie to pod uwagę.

Kolorystyka podkładów to ewidentnie ciepłe, żółto beżowe tony. Warto wspomnieć też o tym, że podkład zamknięty jest wprawdzie nie w opakowaniu z pompką, ale w płaskiej tubce, co nie jest w tym przypadku minusem – opakowanie jest bardzo kompaktowe, nadal dobrze się nadaje do aplikacji, a zajmuje zdecydowanie mało miejsca.
Konsystencja podkładu jest dość niejednolita: tuż po wyciśnięciu to gęsty krem, który jednak pod palcami daje się wyczuć jako lekko piankowy (?), napowietrzony i lekki. Jednocześnie, gdy zaczynamy machać pędzlem aby go rozprowadzić, okazuje się delikatnie tępy, suchy i nie ślizga się zbyt sprawnie po skórze. Zdecydowanie lepiej jest go wciskać flat topem lub wilgotną gąbką, dodając mu tym samym plastyczności.
Air Mat, jak nazwa wskazuje, typowany jest jako podkład matujący – i tutaj o tyle miłe zaskoczenie, że przy tym wykończeniu, które faktycznie jest zauważalne, nie zastyga na skorupę. Jest dość suchy, ale nie jest to efekt ściągający i napinający. Nie będzie to uczucie komfortowe dla bardzo suchej skóry lub bez nawilżającego kremu, ale w przypadku cery normalnej lub mieszanej – może wręcz normować sytuację z błyskiem i świeceniem. Podkład również bardzo ładnie i lekko pachnie – trochę jak DKNY Be Delicious :). 
Co jednak kluczowe dla mnie, i co pozwala mi przymknąć oko na wiele pozostałych właściwości podkładów, to tak naprawdę krycie i zdolność do wyrównywania kolorytu. Jeśli nie użyję odpowiedniego podkładu, wyglądam jakbym zwiała z odwyku – czerwony nos, mnóstwo naczynek w okolicy żuchwy i liczne ślady czy drobne blizny które tworzą obraz nędzy i rozpaczy. 
Tutaj odpowiednia tonacja Air Mat wypada bardzo dobrze, a i krycie jest przyzwoite. Dzięki dość zbitej konsystencji, przy odpowiedniej aplikacji bez smużenia i rozmazywania, można sobie przy nim podarować dodatkowy korektor. Wady? Co widać na zdjęciu z lekko roztartymi swatchami – ma tendencję by ciemnieć, nieznacznie, ale jednak. Warto na to uważać. Jeśli jednak uda się Wam wycelować w odcień, który nawet lekko oksydując stopi się z Waszą karnacją – to podkład ma szansę naprawdę dobrze się sprawdzić. Ładnie siedzi na miejscu, nie ściera się od szalika czy swetra. Żółte światło stawia przed nim tak naprawdę głównie przesuszona cera lub widoczne zmarszczki. Poza tym – Air Mat to według mnie udana propozycja Bourjois. Zwłaszcza latem spodziewam się sięgać po niego częściej. Obecnie wciąż pozostaję wierna Max Factor Facefinity :). Air Mat w drogeriach stacjonarnych to cena w okolicy 40-50zł, naturalnie online znacznie taniej – około 25zł. I za tę cenę właśnie proponuję Wam go przetestować i samodzielnie ocenić, czy się sprawdzi. A wcześniej dokładnie, w świetle dziennym, sprawdzić jego kolor!

Znacie? Polujecie? 🙂