Październik to ten moment, gdy z jesienią nie ma już żartów. Letnie sukienki i zwiewne bluzki powędrowały na dno szuflady, bezlitośnie wessane w otchłań worka próżniowego. Robiąc jednak ostatnie porządki w szafie naszła mnie taka refleksja: czy naprawdę tak bezpowrotnie musimy rozstawać się ze wszystkimi oznakami lata i dusić je w szafie przez kilka miesięcy? Mam ten dylemat nie tylko jeśli chodzi o ubrania. W kwestii zapachów tak naprawdę od zawsze konsekwentnie opieram się zasadzie, by wiosną i latem stosować zapachy lekkie i świeże, a jesienią oblewać się intensywnymi, cięższymi aromatami. Wynika to z mojej naturalnej tolerancji zapachowej: te słodkie i mocne wywołują u mnie automatycznie migrenę, więc siłą rzeczy, przez cały okrągły rok sięgam po, teoretycznie zarezerwowane dla lata, świeżaki. Taki też jest zapach Tender Love od C-Thru.

Już pierwszy rzut oka na pastelową, świetlistą i lekką butelkę pozwala spodziewać się równie niezobowiązującego zapachu, i tak też jest w rzeczywistości. W środku znajdziemy aromat gruszki, bergamotki i mandarynki, dopełniony kwiatowo fiołkiem i jaśminem. Całość podbija bursztyn i wanilia, nieznacznie dosładzając kompozycję. W odbiorze zapach jest zdecydowanie lekki i rześki, z gatunku takich, które przywodzą na myśl czystość i energię. Skoro zatem taki pastelowy zapach odpowiada mi nawet jesienią, pomyślałam sobie, że nie inaczej może być z garderobą. Czy naprawdę
musimy żegnać się z miętą, pistacją i wszelkimi odcieniami nude na rzecz obowiązkowych czerni, brązów i granatu?

Ta myśl skłoniła mnie do szybkiego przeglądu własnej szafy i okazało się, że jej zawartość też przeczy typowym jesiennym zasadom. Znalazłam puchaty sweter w odcieniu chłodnej mięty, brudno różowy szalik – nie schowałam też jeszcze ukochanych, białych Conversów, bo w sumie wyposażona w ciepłe skarpety, nadal często je zakładam, zwłaszcza gdy poruszam się głównie samochodem. W wersji za kostkę niektórzy noszą je w sumie cały rok.
Swetrowe znalezisko pokierowało moje myśli dalej – w kierunku manicure. Szybki przegląd lakierów i eureka – te które skazałam na jesienną kwarantannę, okazały się idealnie wpisywać w pastelowy motyw. Sięgnęłam po słodki, cukierkowy róż i błękit typu baby blue. Jasne, pewnie wyglądają najlepiej w duecie z opaloną skórą, ale nawet bladolica (i bladoręka) stwierdziłam, że całkiem mi się to podoba.
róż: Semilac 157 Little Rosie, błękit: Semilac 163 Your Angel

Do czego zmierzam? Jesienna i zimowa garderoba nie musi z góry wtłaczać nas w ciemne i zgaszone odcienie, zwłaszcza, jeśli szczerze za nimi nie przepadamy. Oczywiście, sama posiadam arsenał szarych i czarnych swetrów czy płaszczy, ale wynika to chyba z takiej automatyzacji w podejściu do robienia zakupów na dany sezon. Po moich zapachowych i ubraniowych odkryciach, zaczęłam w sklepach zwracać większą uwagę na jasne i pastelowe kolory. Nagle okazało się, że poza czernią i szarością, można upolować fajny i ciepły płaszcz w różowym odcieniu, zestawić go z błękitnymi boyfriendami i nadal przeżyć mimo urywającej głowę i resztę kończyn temperatury i wiatru. Co więcej, pastele nawzajem bardzo się lubią, i naprawdę polubiłam kombinację szarości, różu i błękitu. W tej kategorii nie ma miejsca na wtopę – te odcienie dobrze się uzupełniają i ubierając się od stóp do głów na tej zasadzie, wszystko fajnie ze sobą gra. Tak, w moim słowniku szary to też pastel. Tak trochę.
Jeśli ten wpis chociaż w niewielkim stopniu natchnął Was do przeglądu garderoby i pokombinowania w tej kwestii, zachęcam Was do zajrzenia na stronę KONKURSU, gdzie znajdziecie fajną aplikację, w której możliwe jest tworzenie stylizacji na bazie różnych elementów- od spodni, przez buty po torebki. Kojarzy mi się to poniekąd z wycinankami sprzed lat, gdzie papierowe bluzki miały takie zaginane paski, dzięki którym można było stroić również papierowe modelki… pamiętacie? Co więcej, dzięki takiej ubierance, możecie od razu wziąć udział w konkursie C-thru, w którym do wygrania jest sukienka swojego projektu od Place for Dress, vouchery na zakupy, najnowszy zapach C-thru, Tender Love oraz płyty Honey. Brzmi dobrze, jeśli mowa o nagrodach za stworzenie prostej stylizacji. 
Mój kolaż przedstawia się następująco, i właśnie w nim odnalazłam chodzący mi po głowie pudrowy płaszcz – skoro mam już szary szalik…
Dajcie znać, co myślicie o pastelach jesienią, podzielcie się swoją stylizacją i życzę Wam powodzenia w walce o fajne, osładzające jesień nagrody. 
Link do konkursu znajduje się tutaj 🙂
Tradycyjnie zapraszam też do siebie na FB oraz najbardziej intensywny ostatnio INSTAGRAM.