Ekstremalne oczyszczanie: czarna maska Pilaten

czwartek, 3 listopada 2016 | 15 komentarzy:
Jeśli chodzi o maseczki do twarzy, zdecydowanie należę do #TeamPeelOff - nie znoszę zimnych i wodnistych masek w płacie czy żelu, a poza tym jest coś satysfakcjonującego w odrywaniu takiej płachty. Dziś o jednej takiej, której ściąganie nie należy do przyjemnych, jednak efekty są tego warte. Poznajcie słynną, koreańską black mask Pilaten.


Kilka technicznych słów na temat koreańskiej, czarnej maski Pilaten:

Maseczka polecana jest do wielu typów cer, w szczególności tłustej i mieszanej, ze skłonnością do występowania zaskórników (również zamkniętych wągrów) oraz powiększonych porów skórnych. Naturalne składniki gwarantują bezpieczeństwo stosowania bez ryzyka podrażnień.

- Doskonale oczyszcza skórę z zanieczyszczeń
- Usuwa martwy naskórek
- Zmniejsza widoczność porów
- Reguluje pracę gruczołów łojowych
- Wygładza powierzchnię skóry

Zawiera aktywny węgiel pozyskiwany z bambusa, który ma właściwości oczyszczające, bakteriobójcze i ściągające, dzięki czemu dokładnie usuwa nadmiar tłuszczów znajdujących się na powierzchni skóry. Niweluje także efekt „świecenia się” twarzy. Dodatkowo poprawia koloryt cery delikatnie ją rozjaśniając.

Sposób użycia: Maskę nałożyć równomiernie na suchą skórę twarzy omijając okolice oczu. Odczekać aż maseczka całkowicie zaschnie, po czym delikatnym ruchem oderwać ją i zdjąć.

Efekt: Idealnie oczyszczona, wygładzona i zmatowiona cera.

Maska Pilaten to jeden z popularnych ostatnio produktów na bazie aktywnego węgla - tutaj akurat bambusowego - i taka ekstremalna wersja maseczek jakie ostatnio wypuściła Bielenda w serii Carbo Detox. Tuż po wyciśnięciu ze zgrabnej, czarnej tubki, nic nie zwiastuje armageddonu, jaki następuje po aplikacji. Jest lejąca i oleista jak smoła, początkowo miałam nawet wrażenie że wcale nie zastygnie. Nakładałam ją płaskim pędzlem, aby dobrze dotrzeć m.in. w okolice nosa. Apropo okolic: naprawdę omijajcie bliskie rejony oczu, ust i brwi. Zaufajcie mi. Aha - przed aplikacją zaleca się parówkę skóry lub gorącą kąpiel, by pory otworzyły się i to, co maska ma wyciągnąć, zaczęło wyglądać na zewnątrz.


Nałożyłam grubszą warstwę - tu trzeba wyczuć sprawę, bo zbyt cienka będzie problematyczna w ściągnięciu, a zbyt gruba - będzie schła godzinę. Moja całkowicie zastygła po około 30 minutach, co objawiło się ściągnięciem i wrażeniem cementu na twarzy. Przystąpiłam do stopniowego odrywania.
To naprawdę nie jest przyjemne - maska tak mocno przykleja się do skóry, że nie odłazi w formie żelowej płachty - jest sucha, jakby od wewnętrznej strony pokryta klejem. Zdecydowanie warto wziąć to pod uwagę, jeśli się ma cerę wrażliwą, suchą lub z widocznymi podrażnieniami czy rankami - wtedy serdecznie odradzam. 


Skóra tuż po odkryciu spod smolistej warstwy nie wyglądała najlepiej - była mocno zaczerwieniona, podrażniona, jak po... depilacji woskiem. Od razu wklepałam w nią bardzo treściwy krem, bo miałam wrażenie, że woła o pomoc. Gdy się jednak przyjrzeć, to faktycznie, maska bardzo skutecznie odkleja i odrywa wraz ze sobą wszelkie zanieczyszczenia, to co w skórze siedzi. Zdecydowanie lepiej jest nakładać ją tylko na mniejsze, problematyczne obszary nosa czy czoła - w moim wypadku zapaćkanie sobie linii żuchwy było czystym sadyzmem bez większej potrzeby. Jeśli jednak chodzi o te przetłuszczające się, zanieczyszczone miejsca - maska po prostu się sprawdza. To jest działanie, które bardzo przypomina mi maseczki żelatynowe - mocne, suche i takie "rwące". Gdybym jednak miała świadomość istnienia takiej maski x lat wstecz, borykając się z trądzikiem, sądzę, że byłaby to wiedza zbawienna. 

Podsumowując, Pilaten to ekstremalnie mocna, oczyszczająca maska-odkurzacz, którą polecam stosować niezbyt często i najlepiej punktowo. Dostępna jest w wygodnych, jednorazowych saszetkach lub w tubce 60ml w cenie 24,99zł. To zdecydowanie skuteczny i bezkompromisowy sposób na mocne oczyszczanie, ale koniecznie należy jej stosowanie połączyć z kojącym serum lub intensywnie regenerującym kremem. Ale warto!

Polecicie mi jakieś sprawdzone maski typu peel-off? :)

Zapraszam do dyskusji:
  1. Uwielbiam tę maskę od paru lat. Od czasu do czasu mojej cerze przydaje się głębokie oczyszczenie, a ta maseczka wyciągnie nawet to, czego wydaje mi się że nie ma. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, po kilku aplikacjach cięższego podkładu lub wakacjach działa jak odkurzacz :)

      Usuń
  2. Miałam jednorazową saszetkę tej maski. Odrywanie było czystym sadyzmem ;D Ale faktycznie ładnie oczyściła strefę T. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Saszetka to całkiem wygodna sprawa, chociaż mnie się strasznie rozlewała, z tubki idzie jakoś sprawniej :)

      Usuń
  3. Dwa razy ją zamawiałam i nigdy do mnie nie doszła :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie mogę się przekonać do tej maski. Kilka razy ją stosowałam i niestety nie zadziałała, ale skórę mocno podrażniła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A przygotowałaś wcześniej skórę poprzez otwarcie porów? Ja raz użyłam jej "z marszu" i też miałam wrażenie, że tylko oberwałam klejem, a gdy zrobiłam to po gorącej kąpieli było dużo lepiej!

      Usuń
  5. Niestety maska nie dla mnie, nie lubię masek które trzeba potem 'odrywać' od twarzy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostają te łagodniejsze i kremowe :)

      Usuń
  6. Słyszałam, że świetnie oczyszcza pory, muszę się w nią zaopatrzyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, nos i czoło są bez szans :D

      Usuń
  7. Mam i lubię, mnie nic a nic nie boli ufff... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucky you <3 ale to też kwestia odryywania, może masz mistrzowską technikę :)

      Usuń
  8. Bardzo mnie ciekawi ta maska! Ale ostatnio gdzieś słyszałam, że robiąc wczesniej parówkę, można sobie zrobić krzywde i lepiej tego nie stosować... Kurczę, masz tak piękną skórą, że już podejrzewałam Cię o nakładanie maseczki na podkład!

    OdpowiedzUsuń