Dziś krótko, zwięźle i na temat – przegląd praktycznie już minionego miesiąca, który zresztą był dla mnie bardzo intensywny i męczący – powoli wkraczam w grudniowy, przedświąteczny nastrój, ale zanim to nastąpi – kilka kadrów podsumowujących listopad. Sama lubię takie wpisy, więc jeśli komuś nie po drodze na mój Instagram, to zapraszam – zresztą mamy tu jakieś niepublikowane bonusy – trochę podróżnicze, książkowe i oczywiście – urodowe.

1. Przełom października i listopada rozpoczął się dla mnie krótką wyprawą do Rzymu. Zaledwie 5 dni okazało się tak intensywne, że wróciłam bardziej zmęczona niż wypoczęta – pierwsza wizyta w tym mieście zobowiązuje, żeby zobaczyć jak najwięcej, w związku z czym przeszłam pieszo chyba z 30 kilometrów wzdłuż i wszerz. Pozytywna kwestia jest taka, że chyba spaliłam wszystkie włoskie kalorie pochłonięte pod postacią makaronu, pizzy i tiramisu. 
2. Smakowita Ella to kolejna książka kucharska w moich zasobach, i trochę mi przed samą sobą głupio, bo póki co gromadzę te książki, a niekoniecznie znajduję czas, by z nich korzystać. Skoro jednak trafiła się okazja pod postacią przeceny na całe 12zł w Znaku – grzechem byłoby jej nie przygarnąć.
3. Odkrycie polecane przez Katosu – różowa płukanka Joanna. Regularnie korzystam z niebieskich odżywek i płukanek, bo co jakiś czas mój farbowany blond lubi nabierać miedzianego połysku, który jest wyjątkowo uporczywy. Płukanka sprawia, że włosy mają delikatnie perłową poświatę, ciężko właściwie dostrzec tam stricte różowy kolor – przypomina mi to bardziej filtr ze Snapchata, gdzie ten odcień po prostu jest trochę ładniejszy. Intensywność zależy oczywiście od zastosowanej ilości i wyjściowego odcienia włosów.
4. Kocia kawa z piankami – cuteness overload. Takie rarytasy zafundowałam sobie we Wrocławiu, gdzie na przedłużony weekend wybrałyśmy się z Agatą. Zgodnie uznałyśmy, że tak, jak jest to obrazek bardzo fotogeniczny, tak również… niezjadliwy. Pianki są ultrasłodkie i bardzo… sztuczne. Dla zainteresowanych, takie idealnie małe, do kawy lub kakao znajdziecie w Tigerze. Kubek pochodzi z Home&You. A swoją drogą – wszystkim z Wrocławia zazdroszczę genialnych knajp – Kraków może Wam pozazdrościć! W Pasibusie byłyśmy tyle razy, że wstyd się przyznać ;).
5. Skoro o kubkach mowa… mimo ewidentnego deficytu przestrzeni, nie mogłam odmówić sobie tych egzemplarzy z Biedronki. Za 6,99zł mamy naprawdę stylowe, ładne kubki, które spokojnie mogłyby stać sobie na półce w H&M Home za trzykrotnie wyższą cenę. 
6. Nowości paznokciowe: w końcu pozbyłam się mini lampki UV i zainwestowałam w półokrągłą lampę SUN UV. Jeszcze nie miałam okazji jej używać, ale kształt wydaje się bardzo komfortowy, jest przy tym kompaktowa i zgrabna. Nowości lakierowe to moje pierwsze odcienie marki Neonail, o której słyszałam bardzo kontrowersyjne opinie, wkrótce więc chcę się z nimi zmierzyć. Intryguje mnie zwłaszcza odcień Rosy Memory, który wydaje się być moim ukochanym, przydymionym różem.
7. Nowy nabytek torebkowy – powinnam mieć już absolutnego bana na torebki, ale nie mogłam się jej oprzeć. Duża, pojemna, w idealnie jesiennym, bordowym odcieniu spodobała mi się już w Rzymie, ale kupiłam ją w krakowskim salonie Aldo. Akurat trafiła się 20% zniżka, więc automatycznie potraktowałam ją jako wskazówkę z niebios. Jest świetna, bliżej pokazywałam ją tutaj. Dostępna jeszcze czarna i pudrowo różowa. Polecam!
8. Listopad upłynął mi pod znakiem kawy ze szczyptą cynamonu i niepokojących ilości ciasta marchewkowego. To połączenie to czasem jedyna recepta na spadek energii i produktywności. Nie żeby po takim duecie jakoś specjalnie coś się człowiekowi chciało – poza drzemką – ale z pewnością poprawia nastrój. Moja refleksja jest taka, że porządne, domowe latte z odrobiną korzennych przypraw bije na głowę wszystkie kawiarniane, przesłodzone kompozycje.
9. Moje ulubione w ostatnim czasie pomadki zebrane w jednym miejscu – nihil novi – głównie zgaszony róż, dwie bardziej intensywne, śliwkowe wersje i wszelakie kombinacje pod hasłem nude. Z całego tego towarzystwa polecam uwadze pomadkę z olejem arganowym z Paese o numerze 24. Przepiękna, kremowa, a odcień ożywia nawet najbardziej zmęczoną jesienią karnację.
___
To by było na tyle, jeśli chodzi o najbardziej wyraziste akcenty minionego miesiąca. Był mocno wyjazdowy, spędziłam go prawie głównie na walizkach – końcówkę obecnie umila mi szybki remont, który jeśli przetrwam – być może podsumuję właśnie tutaj. 
A jak minął Wam listopad? Wyczekujecie już na grudzień i świąteczne szaleństwo? U kogo już w głośnikach Last christmas? 😉