Grudzień: start - najpiękniejsze zapachy od Woodwick

czwartek, 1 grudnia 2016 | 4 komentarze:
Nie wiedzieć kiedy, skąd i w jaki sposób, dość nagle rozpoczął się nam dziś grudzień. Z tej okazji w ostatnich dniach w Krakowie spadło nawet trochę śniegu, choć w typowym dla siebie stylu, wraz ze zmianą kartki w kalendarzu zamienił się dziś w deszcz, skutecznie odbierając klimat jaki zapanował, idealnie komponując się z rozkręconymi na dobre sklepowymi witrynami, wieszczącymi rychłe Święta. Należę do tej kategorii osób, które przed grudniowym szaleństwem raczej się nie wzbraniają: w listopadzie owszem, nie wyciągam jeszcze choinki, ale grudzień to moment, gdy powoli reorganizuję przestrzeń wokół siebie, i chętnie otaczam się świątecznymi elementami. To właśnie zimą nieodłącznie towarzyszą mi zapachy, i tak jak latem czy wiosną woski mogłyby dla mnie nie istnieć - w długie, chłodne popołudnia i wieczory często wrzucam do kominka kawałek czegoś, co doda jeszcze więcej ciepła, klimatu i poprawi nastrój. Jeśli chcecie poczytać, jakie klimatyczne, ale delikatne i subtelne zapachy wybrałam na ten sezon - zapraszam na przegląd wosków Woodwick.

Dotychczas wierna byłam woskom Yankee Candle, z których niedawno przerzuciłam się na Kringle - ciekawsze kompozycje i wygodniejsza forma, włącznie z opakowaniem skutecznie odsunęły mnie od tart YC. Tym razem sięgnęłam po Woodwick - i choć nie miałam z nimi wcześniej do czynienia, w ciemno zamówiłam zapachy, sugerując się wyłącznie nazwami. Na szczęście, gdy paczka dotarła a mój nos zbliżył się do małych, płaskich pudełeczek, odetchnęłam z ulgą. Śmiało mogę stwierdzić, że wszystkie kompozycje są w 100% w moim stylu, i już bez zbędnego przynudzania przybliżę Wam, jak pachną - abyście choć trochę mogły wyobrazić sobie, czy i w waszych domach znalazłoby się dla nich miejsce.

1. Linen - pierwszy na mojej liście, co było naturalne, jako że jestem niepoprawną kolekcjonerką czystych, bawełnianych, pościelowych zapachów. Niestety, często pod taką etykietą kryją się cytrusy lub ostre, toaletowe odświeżacze - ale nie tutaj. Woodwickowy linen to zapach biały, kremowy, trochę surowy - nie ma w nim nic zbyt słodkiego. Przypomina mi płócienny materiał, który został świeżo wyprany, ale nie w kwiatowym proszku, raczej w szarym mydle. Jest pełen czystości i lekkości, ale nie jest to ten rodzaj zapachu, który przywodzi na myśl coś sterylnego. Jest jak bawełniana chusteczka babci, którą zawsze miała złożoną w idealną kostkę. Czysty zapach z charakterem.

2. Warm wool - pozostając przy zapachach tkanin i materiałów, kolej na ciepłą, otulającą wełnę. Ten zapach jest dla mnie dużo bardziej czytelny: to ciepła, słodka wanilia z kroplą cytrusów - ale tylko kroplą, jak ta wciskana do zbyt słodkiej herbaty, by stonować jej wydźwięk. Warm wool jest jak sweter, po który sięga się kolejnego dnia, a dzień wcześniej został spryskany odrobiną perfum. Nienachalny, ciepły - z pewnością nie tworzy dusznych oparów, ale rozpalony idealnie wpełza we wszystkie zakamarki pomieszczenia, czyniąc je przytulnym i kojącym.

3. Pure comfort - przyznaję się do małego oszustwa. To nie jest zapach świąteczny, nie ma  w nim ani odrobiny korzennych przypraw ani cytrusów, ale mnie w okresie przedświątecznym dom kojarzy się także ze świeżo wykrochmaloną firanką i ogólnie pojętym wrażeniem czystości. Pure comfort sprawdzi się idealnie także wiosną, bo jest wyjątkowo promienny, ma w sobie coś soczystego i wyrazistego. Jest słodki, ale trochę jak guma balonowa, która intensywnie smakuje tylko przez kilkanaście sekund, by po chwili zostawić tylko ślad na końcu języka - w tym wypadku: nosa. To zapach wodny, bardziej w kierunku bukietu ciętych, białych kwiatów niż czegoś pudrowego i dymnego. Jeśli nie pasuje Wam ten klimat do odpoczynku i relaksu w zimowy wieczór, być może idealnie doda energii... podczas świątecznych porządków.

4. Cedar - godny reprezentant mojej ukochanej kategorii zapachów drzewnych. Uwielbiam je solo, ale także jako dodatek - idealnie podbijają czyste, miękkie zapachy, także w klasycznych perfumach. Zapach jest słodki, drzewny, balsamiczny - często w przypadku takich kompozycji pada hasło "męski" i owszem, nie jest to żadna zwiewna, piankowa panienka, ale to także nie woda kolońska. Tak mogłaby pachnieć ciężka, skórzana kanapa w gabinecie pełnym drewna, albo kołnierz tweedowej marynarki. Najcięższy zapach z całego zestawienia, ale wciąż nie jest duszący ani przytłaczający. Odpalony solo nada wytwornego charakteru, a odrobina wkruszona do któregoś z poprzedników - zwłaszcza linen lub wool - będzie niczym szczypta pieprzu dla dodania smaku.

Tak prezentuje się moja skromna kompania - brak tu typowych, korzennych zapachów, które też zresztą bardzo lubię, jednak ciężko o wersję nie przeciążoną specyficznym aromatem kuchennych przypraw lub świerku. Zresztą, wciąż jeszcze mam moją ukochaną świecę Heart & Home - Witaj w domu, która jest niczym zimowy grzaniec z goździkami, pomarańczą i cynamonem, powinna mi więc w tym sezonie wystarczyć.

Woski Woodwick polecam nie tylko ze względu na zapachy - opakowania są bardzo praktycznie, woski nie kruszą się jak szalone i łatwo można je podzielić, a potem przechowywać w szczelnych, plastikowych pudełkach na klik. 
Cena to, jeśli dobrze pamiętam, około 8-9zł za sztukę, która liczy sobie 23 gramy. 
To co - kto odpala świąteczne zapachy? 

Zapraszam do dyskusji:
  1. Warm wool musi być piękny! Chciałabym <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem przeogromną fanką zapachów, ale tak się złożyło, że nie miałam nigdy niczego z Woodwicka - ich świece są mega kuszące przez fakt, że strzelają niczym kominek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, to jest argument! Opierałam się marce WW ogólnie, jakoś wizualnie przyzwyczajona byłam do Yankee, ale zapachy są jakieś takie szlachetne i nienachalne :)

      Usuń
  3. Z wosków mam tylko te z Yankee ale z chęcią wypróbowałabym także tę firmę :)

    OdpowiedzUsuń