Może to zabrzmi niepokojąco, żeby tak emocjonalnie podchodzić do zakupów, ale fakt- w ostatnim czasie wpadło w moje ręce kilka takich rzeczy, z których zakupu naprawdę się cieszę i wiem, że nie były tylko chwilowym kompulsywnym odruchem popełnionym w ramach poprawy nastroju ;). Ciekawostka – nie ma tu nic kosmetycznego, a przedział cenowy to od 8 do 150zł. Jeśli chcecie zobaczyć moje ostatnie zakupy, chodźcie dalej.

1. Torebka z Parfois
Niespecjalnie intensywnie, ale jednak rozglądałam się za torebką, która będzie w stanie zmieścić sporo rzeczy, a jednocześnie nie będzie a) bezkształtnym workiem bez dnia, b) ogromną aktówką jaką pamiętam z pierwszej klasy podstawówki – czyli pojemną, ale jednak gigantyczną torbo-walizką. Z pomocą przyszło mi Parfois, czyli sklep, do którego chętnie zaglądam, jednak rzadko udaje mi się coś kupić. Podoba mi się w Parfois że torebki czy buty są w kilku wersjach kolorystycznych, zazwyczaj naprawdę ładnych i nietuzinkowych, oraz że jakość wykonania poszczególnych rzeczy jest naprawdę dobra. Mam z Parfois ulubione, czarne balerinki i nie dość, że są bardzo wygodne, to są ze mną już drugi sezon praktycznie bez widocznego uszczerbku (kosztowały zawrotne 49zł). Tym sposobem, wpadłam ostatnio na tę torebkę. Występuje w wersji bordo, czerwonej, pięknej nude w kierunku bladego różu i stalowej. Oczywiście podobały mi się wszystkie odcienie na czele z bordo i pudrowym, jednak moja praktyczna (nudna) natura wzięła górę i do domu wróciłam z czarną. Ale mimo to, torebka ma coś, co ją wyróżnia – i za co właśnie lubię Parfois: w środku jest soczyście czerwona. I kolor ten jest widoczny, bo torebka nie jest całkowicie zamykana, posiada jedynie klapkę na magnes, która trzyma ją w ryzach, dzięki czemu czerwony środek jest cały czas subtelnie widoczny. Poza ciekawym kształtem, optymalnym rozmiarem i dołączanym paskiem na ramię, ujęło mnie jeszcze jej wykończenie a’la skóra saffiano, czyli takie prasowane, prążkowane tłoczenie- mam już jedną torebkę w tym stylu i mimo, że to eko skóra, to dodaje jej to po pierwsze elegancji, a po drugie – jest bardzo wytrzymała. Zresztą, oceńcie same – dla mnie to naprawdę udany model. Kosztowała 109zł, możecie rzucić na nią okiem też TUTAJ.

2.  Oversizowy, melanżowy sweter z H&M

Podpatrzony u Justyny z Love and great shoes, szybko skradł moje serce. Po pierwsze, jesień przeistacza się w epokę lodowcową w tempie ekspresowym, a ja nie toleruję temperatur poniżej 10 stopni. Po drugie, i umówmy się, najważniejsze- jest piękny. Piękny, ciepły i praktyczny. Czego chcieć więcej? Podoba mi się w nim bazowy szary kolor, dopełniony różnokolorowymi kawałkami kolorowej włóczki, fajnie, że ma też odpowiednio luźny, ale wciąż ciepły golf – nie chciałam osiągnąć efektu a’la Howard Wolowitz (KLIK), jednak zbyt luźne swetry też są dla mnie w okresie jesienno zimowym problematyczne – ciężko założyć na nie kurtkę i nie do końca współgrają z szalikami. W tym swetrze kołnierz jest na tyle przylegający, że spokojnie można odpuścić sobie dodatkowy komin/szalik, wystarczy narzucić na siebie ramoneskę i jest naprawdę ciepło. Delikatnie nietoperzowy krój nie podkreśli nieco tęższych ramion, jak lubi to robić grubsza dzianina, a długie rozcięcia po bokach dodają swetrowi lekkości – bo umówmy się, to wciąż gigantyczny, koco-podobny kawałek ubrania. Jak dla mnie, do wąskich spodni/rajstop/spódnicy – piękna i praktyczna rzecz na sezon zimowy. Kupiony w H&M, obecna kolekcja, cena – 149zł, ale akurat ze zniżką studencką (możecie go też kupić online, zapisując się do newslettera uzyskacie 25% zniżki na zakupy).
3. Ramoneska – Pull&Bear
Czyli kurtka, której każdy potrzebuje, nie wychodzi z mody i jest po prostu powracającym corocznie jak bumerang must havem. W przeciwieństwie do niezrozumiałych dla mnie trendów na szlafrokowe, niepraktyczne płaszcze czy ekstremalnie boho etniczne kurtki z frędzlami do ziemi, wiedziałam, że nową ramoneskę muszę w końcu kupić – tylko że w ramach zasady “jeśli czegoś szukasz, nie masz szans tego znaleźć” od końca sierpnia odbijałam się od sklepu do sklepu z pustymi rękami. Większość modeli które oglądałam, miało kilka podstawowych mankamentów: krój (bardzo, bardzo krótkie), materiał: sztuczna, błyszcząca eko skóra, lub cena – gdy już reszta była w miarę ok. Tym bardziej nie wahałam się zbyt długo, gdy za 149zł znalazłam w Pull&Bear ten model- też z eko skóry, ale bardzo, bardzo miękkiej, dobrze skrojonej – wszystko wygląda starannie, szwy nie skręcają w pięciu różnych kierunkach, suwaki dosuwają się do końca, a długość sięga mniej więcej przed biodra. Fajna kurtka w rozsądnej cenie. Na mnie TUTAJ.

4. Słoik ze słomką
Zdecydowanie rzecz z kategorii średnio niezbędnych do życia, zaryzykuję wręcz stwierdzenie – trochę oklepanych w ostatnim czasie- ale nie oceniajcie przedwcześnie. Słoikowy trend nie rzucił mnie jakoś specjalnie na kolana – ok, to fajny motyw, ale jak wszystko w nadmiarze, trochę się nudzi. Nie ma już knajpy, w której zamiast w szklance, nie dostałabym czegoś do picia lub jedzenia właśnie w słoiku. Widuję też na blogach słynne słoiki Ball, jednak cena w stosunku do dizajnu mnie nie przekonuje. Na mój słoik wpadłam przypadkiem w sklepie Netto (to taki market przypominający mi “dawną” Biedronkę, czyli tak z 5 lat do tyłu) za zawrotne 8zł. Czemu wzięłam? Mam generalnie duży problem z wypijaniem odpowiedniej ilości płynów, a przepisowe 2-2,5l dziennie to dla mnie wyzwanie nie do przejścia. Stwierdziłam, że może słoik jakoś mnie zmotywuje, i że za 8zł jestem w stanie spróbować, na przykład do smoothie. Wykonany z plastiku, z zakrętką i otworem na słomkę oraz wygodnym uchwytem. Dostępne były jeszcze z zieloną i turkusową słomką, która akurat też jest z twardego plastiku i jest najsłabszym ogniwem tego gadżetu. Będę raczej korzystać z zapasu jednorazowych, czarnych słomek.
5. Miedziany koszyk na owoce / designerski koszyk rose gold
Celowo używam dwóch nazw do wyboru, bo gdy zobaczyłam ten koszyk i automatycznie położyłam na nim łapę, mój chłopak stwierdził, że to jakiś zwykły, kolejny koszyk na owoce, a ja wyskoczyłam automatycznie z tym designerskim rose gold 😉 ale faktycznie, ten kolor w dodatkach wnętrzarskich wyjątkowo mi się podoba i w formie akcentów fajnie ożywia i dodaje pewnej… klasy? Nie mówię, że koszyk jako taki jest wyjątkowo stylowy, ale ma fajną, surową formę i kolor właśnie. Dla mnie ląduje w kategorii dizajn 🙂 i wyjątkowo podoba mi się na tle neutralnych bieli i szarości. Również zakup z Netto, cena – 8zł.

To by było na tyle, jeśli chodzi o moją zakupową 5 ostatnich dni – nie mogłam tych rzeczy wtłoczyć w jakąś konkretną kategorię, a jednak każda z nich w jakiś sposób poprawiła mi ostatnio nastrój. Póki co mam ban na wizytę w sklepach takich jak Pepco, Kik i cieszę się, że Tiger nie dotarł jeszcze do Krakowa ;). Dajcie znać,czy coś wpadło Wam w oko i czy też zdarza się Wam kupować takie gadżety :).