Ze wszystkich kosmetyków, które mimo prób ograniczenia pojawiają się u mnie, prym wiodą podkłady i produkty do brwi. W myśl zasady, że przy ogarniętej cerze i zrobionych brwiach wiele więcej nie potrzeba, stale rozglądam się za ideałami w tych kategoriach. Planuję duży wpis w którym przedstawię wszystkie moje akcesoria do brwi, jednak tym razem pora na gorącą nowość od Catrice, czyli trwałe flamastry z serii Longlasting Brow Definer. Jeśli szukacie czegoś naprawdę precyzyjnego, a zarazem bardzo trwałego – powinnyście zwrócić na nie uwagę.

Jeśli chodzi o moje ulubione produkty do brwi, to w chwilach pośpiechu jestem wierna kredce Catrice ze szczoteczką, gdy mam trochę więcej czasu i zależy mi na bardziej starannym efekcie – wybieram pomadę do brwi Inglot. Ze względu na to, że Catrice nigdy mnie jeszcze w kwestii brwi nie zawiodło, bez wahania sięgnęłam po flamastry gdy tylko się pojawiły. Według opisu producenta, ma je wyróżniać możliwość niezwykle precyzyjnej aplikacji oraz trwałość bez smug. Na pierwszy rzut oka muszę przyznać, że obietnica związana z precyzją nie jest rzucona na wiatr: wystarczy spojrzeć na kształ końcówki. Strzelisty, spiczasty czubek nie jest jednak typowy dla flamastrów stosowanych na przykład w eyelinerach – to raczej bardzo wąski, idealnie ścięty pędzelek, przez co jest bardziej elastyczny i nie występuje tu typowe dla flamastrów zjawisko zatykania się bądź wylewania zbyt dużej ilości kosmetyku.
Jeśli chodzi o kolory, co też bardzo ważne i problematyczne wbrew pozorom w ofercie produktów do brwi, to jest dobrze. Flamastry występują w trzech odcieniach. Ja obecnie posiadam tylko dwa, choć miałam w rękach wszystkie- jeden niestety uległ biodegradacji przy pomocy szczęk mojego psa… 🙂
020 flASHy Brows – zdecydowanie chłodny, nieco szary brąz, bardzo jasny i idealny dla blondynek lub osób które obawiają się o naturalny efekt na brwiach
030 Chocolate Brow’nie – odcień najciemniejszy, faktycznie przypominający czekoladowe ciastko z dużą ilością kakao – na szczęście nie jest zbyt ciepły i na skórze wygląda naturalnie
040 Brow’dly Presents – odcień pośredni, nieco bardziej ciepły, wpada w delikatnie rude, rdzawe tony 
po swatche najjaśniejszego odcienia odsyłam do Agu Blog lub filmu Maxineczki na YT, gdzie prezentuje flamastry w akcji. 
Flamastry to idealna propozycja dla osób, które posiadają dość wyraźnie zaznaczone brwi lub taki efekt lubią, bo dzięki nim dorysujecie każdy pojedynczy włosek, wypełnicie ubytek i zaznaczycie idealny łuk. Teoria mówi, że najbardziej naturalny rysunek brwi uzyskujemy właśnie malując pojedyncze włoski, jednak szczerze mówiąc, nie udawało mi się to przy użyciu innych produktów. 
Z flamastrami Catrice to zdecydowanie możliwe. Jeśli chodzi o łatwość pracy tymi produktami – zależy to od stopnia wprawności ręki i przyzwyczajenia. Na pewno pigmentacja i precyzja jaką oferują, wymusza delikatną i “lekką rękę” – mimo że bez trudu narysujecie wyraźną, grubszą kreskę, zdecydowanie lepiej jest lekkimi, posuwistymi ruchami zaznaczać całą brew do uzyskania optymalnego krycia.
Mimo pechowego braku najjaśniejszego koloru, polecam zwrócić na niego największą uwagę, w drugiej kolejności – na odcień najciemniejszy. Ja u siebie zastosowałam w całości ten ostatni, ale dla uzyskania ładnego, naturalnego efektu, warto początek brwi podkreślić jaśniejszym, a największy nacisk położyć na brew od połowy ku końcowi. Flamaster posłużył mi tu zarówno do dorysowania włosków na całej powierzchni, jak i dobudowania łuku u góry i wyciągnięcia wąskiej końcówki brwi. Najwięcej problemu sprawiła mi brew u nasady, i tu zdecydowanie przydałby się nr 020.

Trwałość flamastrów to kolejny powód, dla którego warto pokusić się o test na własnej skórze. Mimo, że bez problemu zmywają się przy demakijażu, to tuż po aplikacji zasychają i przy pocieraniu ani nie blakną, ani nie migrują w postaci smug. Duży plus, bo nie spodziewałam się tego po ich lekkiej, trochę wodnej konsystencji. 

Jak oceniam flamastry na tle innych produktów? Myślę, że każdy rodzaj produktu do brwi ma swoje zalety i wady, ale te pisaki fajnie plasują się gdzieś pomiędzy bardzo czasochłonną farbką/pomadą, a nie do końca precyzyjną i staranną kredką. Nie wiem, jak okaże się z ich wydajnością i kiedy zastanie mnie sucha końcówka, ale to nierówna walka – wiadomo, że farbki czy cienie starczają zawsze na bardzo długo. Argumentem jest tu jednak cena – porządne farbki to wydatek rzędu nawet powyżej 100zł, flamastry Catrice to koszt około 15,90zł, do zdobycia tradycyjnie w Hebe i Naturze, oraz online.
Dajcie znać, czy nabrałyście ochoty na testy i co u Was sprawdza się najlepiej, jeśli chodzi o brwi :).