Jakiś czas temu, w ramach pierwszego podejścia do azjatyckich kremów BB, testowałam Snail Nutrition BB od Skin79 (klik), czyli krem w eleganckim, kremowym słoiczku. Mówię o kolorze opakowania, bo ja w ten sposób najłatwiej je rozróżniam ;). Pamiętam, że moje wrażenia były bardzo pozytywne jeśli chodzi o pielęgnacyjny charakter kremu, jednak odcień był w moim przypadku zbyt szary, lekko siny. To zapewne ogromna zasługa mojej wyjątkowo żółtej cery- dlatego nie obwiniam samego kosmetyku. Tym bardziej ucieszyło mnie, gdy pogrzebałam nieco głębiej w kwestii odcieni kremów i trafiłam na pomarańczowy BB, a precyzyjniej –  Super Plus Beblesh Balm Triple Functions SPF 50+ PA+++. Uff, nazwa jest powalająco długa, ale co liczyło się dla mnie najbardziej – na swatchach dostępnych w sieci zobaczyłam jasny, żółty odcień i pomyślałam: to może być to. Postanowiłam sprawdzić to więc na własnej skórze. Jeśli jesteście ciekawe, jak wypadł odcień i pozostałe właściwości kremu i jak się on ma do Colorstay – czytajcie dalej.

Kilka słów od producenta:

Witaminowy krem BB o wysokim filtrze SPF50.Przeznaczony dla cery tłustej, poszarzałej, zmęczonej, z przebarwieniami.
Nowoczesna formuła zapewnia kontrolę sebum oraz świeże, matowe wykończenie.
Multiwitaminowy kompleks pielęgnuję oraz dba o zdrowie i witalność skóry.

Poza odcieniem, który już na wstępie rozpalił moje nadzieje na odpowiednią dla mnie, beżową tonację, zachęcająco brzmi też formuła dedykowana zmęczonej cerze z przebarwieniami. Jesienią i zimą nie trzeba daleko szukać- sama mam wrażenie, że stale wyglądam na niewyspaną, zmęczoną, a brak słońca odbija się na skórze. Druga kwestia – przebarwienia – to coś, co dotyczy mnie w dużym stopniu i miałyście okazję się o tym przekonać, zwykle przy okazji wpisów podkładowych. 
W moim przypadku są to przebarwienia głównie potrądzikowe, a z drugiej strony – spore plamy naczynkowe, wyjątkowo uporczywe w kamuflowaniu ze względu właśnie na ich odcień i intensywność.
Niewątpliwą zaletą kremu, niezależnie od pozostałych właściwości, jest filtr, a precyzyjnie- jego dwa rodzaje: SPF i PA na poziomie 50. Ta potrzeba zrodziła się na rynku azjatyckim, ale w ostatnich latach także w Europie rośnie świadomość stosowania wysokiej ochrony przeciwsłonecznej. No ok, ale zimą? Wprawdzie w tym roku intensywny mróz i przenikliwe słońce, odbijające się od śniegu jak narazie nam nie grozi, ale to często ignorowane warunki atmosferyczne, zwłaszcza wśród osób uprawiających sporty zimowe. Wtedy stosowanie kosmetyków z filtrem jest naprawdę niezbędne.
Tyle teorii, a jeśli chodzi o konkrety?

BB ma faktycznie, zgodnie z moimi oczekiwaniami, bardzo ładny kolor. To słoneczny, jasny beż, bez różowych tonów. Sporo azjatyckich BB ma tendencję do wpadania w szarość, tutaj jednak kolor jest naprawdę czysty i twarzowy. Zresztą zobaczcie same:
Co ważne, krem otrzymujemy dzięki higienicznej pompce (alleluja!) która dozuje odpowiednią jego ilość. Konsystencja produktu jest pośrednia: zdecydowanie nie spływa z dłoni, to raczej taki napowietrzony, gęsty krem. Sądzę, że pośrednio z tego wynika też jego kolejna cecha: przyzwoite krycie. Niezależnie, czy zaaplikowany palcami (choć za tym nie przepadam), pędzlem typu flat top czy gąbeczką, ten Skin ma fajne krycie możliwe do lekkiego zbudowania. Oczywiście, u podstaw BB leży rozświetlenie i nadanie promiennego blasku jednocześnie z naturalnym wykończeniem, więc na pewno nie jest to kuzyn Double Wear, ale często w przypadku polskich BB miałam wrażenie, że nakładam na twarz bezbarwną bazę, która daje jakąś poświatę, ale nie kryje. Tutaj nie ma tego problemu – krem z powodzeniem może służyć wielbicielkom lekkich formuł, ale jednak podkładów.
Jeśli chodzi o jego podobieństwo do Revlon Colorstay, o którym wspomniałam, przejawia się ono w odcieniu i … konsystencji właśnie. Na zdjęciu możecie zobaczyć, że Skin jest delikatnie ciemniejszy, dosłownie o pół tonu, ale to wciąż odcień pomiędzy 150 a 180 z Colorstay. Buff, czyli 150, jest według mnie idealnym, neutralnym odcieniem dla większości bladolicych, a zatem to dobra informacja jeśli wahacie się, czy Skin sprawdzi się u Was pod względem koloru.

Jeśli chodzi o zapach, Skin pachnie dość intensywnie. Chyba większość kremów z gamy marki jest podobna pod tym względem i nie powiem, żeby był to mój ulubiony zapach: jest dość mocny, lekko pudrowy – ale ponieważ ulatnia się tuż po aplikacji, nie sądzę żeby był to jakiś problem. Nie czuję go później zupełnie. 
No i klasycznie: zdjęcie przed i po. Jak widać, nie brakuje na mojej twarzy czerwonych śladów, skupisk naczynkowych i tym podobnych atrakcji, i to chyba najlepsze świadectwo poziomu krycia, nie używałam dodatkowo żadnego korektora ani kamuflażu. Moja twarz z lewej strony wygląda na bardzo bladą, ale faktycznie tak jest – naturalnie odcina się od szyi, która jest … tak, tak – żółta ;). 
Jak mogę podsumować pomarańczowy BB? Stosuję go od jakichś 2 miesięcy i wciąż go mam, wydajność jest więc porządna. Podoba mi się w produktach Skin79 również forma opakowań, bo nie wyglądają tanio, są praktycznie (pompka) i … ładne. Sam krem ma też w swojej nazwie hasło “brightening”, jednak trudno mi ocenić czy w tej kwestii podziałał na moją cerę – jednak to efekt, na który zwykle czeka się bardziej długoterminowo. Co istotne, krem jest absolutnie neutralny wobec cery w tym sensie, że kompletnie mnie nie podrażnia, dobrze współpracuje z każdym kremem czy bazą, nie warzy się, nie roluje – przypudrowany nawet delikatnie, siedzi na twarzy bez błysku przez dobre kilka godzin. W okresie blaknięcia letniej opalenizny mieszałam go też z innymi podkładami, i bardzo ładnie z nimi się stapiał. 
Dla kogo będzie to dobry wybór?
  • wszelkie cery wrażliwe, lub przetłuszczające się
  • osoby z nadmiarem różowego kolorytu na twarzy
  • osoby poszukujące delikatnego blasku i świeżego, naturalnego wykończenia
Jak dla mnie – jak narazie faworyt na półce kremów BB. Planuję rozejrzeć się jeszcze, jak zmieniła się sytuacja na rynku polskich produktów (Bell, Golden Rose) ale jak narazie, zwłaszcza w kwestii właściwości pielęgnacyjnych, nie widzę tutaj konkurencji.

Dajcie znać, jak Wasze wrażenia: urzekł Was energetyczny, pomarańczowy BB? 🙂