W ostatnim czasie, jeśli chodzi o markę Wibo, gorąco zrobiło się wokół dwóch nowości paletkowych. Jedna, bardziej kontrowersyjna i okrzyknięta kopią palety Urban Decay nie skusiła mnie na tyle, żeby ją kupić, gdy jednak zobaczyłam kartonikową, skrzącą się złotem i czekoladowym brązem wersję Neutral – co mogłam zrobić? W związku z tym, dzisiaj o tej palecie właśnie. Czy warto, czy fajna, czy pigmentacja na tak, czy na nie – po żołniersku, konkretnie, ale przede wszystkim – mam nadzieję, że się ze mną zgodzicie – kusząco wizualnie. Bo wizualnie kusi ona bezsprzecznie. Zapraszam.

Przede wszystkim nie mogę nie zacząć od tego, że to paletka dla estetek. Nie jest to plastikowa, rozpadająca się paleta w stylu Lovely, nie jest to potencjalnie designerska, metalowa puszka której zaraz urwie się zawias – to po prostu zamknięta w kartoniku na magnes paleta, której twórcy wyraźnie zaczerpnęli inspirację z produktów theBalm, trochę też może ze świątecznych paletek Sephora, ale akurat taki styl i forma bardzo mi odpowiadają i oceniam to na duży plus – tak na początek. Paletę kupiłam w Rossmannie za około 25zł, co kwotą zawrotną, jak na paletę 15 cieni zdecydowanie nie jest. Tłem moich poszukiwań stał się szum wokół nowości Wibo, bo marka wraz z tegoroczną wiosną (powiedzmy, że wiosną…) ruszyła z premierami całkiem obiecująco. Jednak nie wszystko złoto, co się świeci – niby wiadomo, ale już sama oprawa i pomysł na te produkty sprawia, że chce się je mieć.
Paleta to teoretycznie nic nowego, jeśli chodzi o kolorystykę, ale z drugiej strony – są to odcienie, z których większość z nas korzysta i zawsze się przydają. To w większości beże, brązy, połyskujące złoto, czekolada i kilka chłodniejszych, srebrnych i czarnych odcieni. 
Plus za to, że te odcienie nie są swoimi klonami – mamy i biel, i beż, i cielisty brąz, i brąz chłodny, np. do modelowania załamania powieki. Brąz brązowi nierówny – i dobrze. Mam też taką refleksję, że paleta ta może nie jest najbardziej zróżnicowana kolorystycznie, jednak właściwie każdy z kolorów jest “użytkowy” – a nader często jest tak, że korzystamy wybiórczo z cieni w danej palecie. Tutaj – jestem przekonana, że sprawiedliwie spożytkuję każdy z nich :).

Paletka jest fajna pod względem rozmiarów: kompaktowa, a zarazem na tyle duża, że spokojnie możemy zabrać ją jako jedyną paletę np. na wyjazd – stworzymy z jej pomocą makijaż dzienny, kreskę (czarny cień), a nawet – korzystając np. z cienia milk chocolate – damy radę podkreślić brwi. Jeśli nie lubicie targać ze sobą kilkunastu różnych produktów – pod tym względem będzie idealna. Ma też spore lusterko, więc kolejny plus.
Odcienie jakie są – każdy widzi, według mnie to dobrze przemyślana i skonstruowana kompozycja. Robiąc swatche zauważyłam, że są przyjemnie kremowe, wręcz satynowe, chociaż nawet pod palcem, a już zwłaszcza pod pędzlem – lubią się osypywać. Na oku, gdy już zaaplikujemy je (koniecznie na dobrą bazę – nie ma przebacz) – siedzą na miejscu i prezentują się całkiem wdzięcznie. Odcienie połyskliwe, perłowe i z brokatem faktycznie nie tracą blasku i na powiece ładnie rozświetlają oko. Maty gdzieś po drodze gubią odrobinę swoją moc i trzeba ich trochę wklepać, aby były widoczne, ale spokojnie nadadzą się do rozjaśnienia łuku brwiowego czy wymodelowania załamania. Nie jest to jakość cieni theBalm, jednak w kwocie 25zł są to cienie przyzwoite: nie blakną, nie znikają – czego chcieć więcej? Dla mnie to dodatkowa korzyść, że nie dostaję zawału gdy taka paleta na przykład wyląduje z hukiem na podłodze ;).
Podsumowując: pośród mocno zróżnicowanej oferty Wibo, tonując hurraoptymizm i nie dając się zwieść marketingowej obietnicy, oceniam paletę Neutral naprawdę dobrze. Pasuje mi jej rozmiar, kolorystyka i jakość. Komu się spodoba? Jeśli szukacie palety z dominującymi odcieniami nude we wszelakiej odmianie, a dodatkowo cenicie sobie delikatny połysk, który znajdziecie w błyszczących odcieniach – śmiało możecie sięgać po tę propozycję Wibo. Zmajstrujecie nią w pełni matowy makijaż, ciemniejsze smoky, ale też otwiera spore pole do popisu do wielu pośrednich kombinacji. Ja daję jej zielone światło.
Kto już zaciera ręce? A może już ją macie?