Dla osób dbających o włosy i wkręconych choć trochę w tę tematykę, nie ma w tym roku ciekawszej premiery, niż maski do włosów stworzone przez Anwen. Od lat uchodzi za ekspertkę od zaawansowanej pielęgnacji włosów, ma o nich dużą wiedzę i co ważne – doradzając swoim czytelniczkom na konkretnych przykładach, poznała nasze najczęstsze potrzeby i problemy. Jak zatem wypadają stworzone przez nią maski do włosów? Sprawdzamy!

Maski Anwen: składy, składy, składy

Przyznaję, że do masek podeszłam dość wymagająco: raz z uwagi na samą twórczynię oczywiście, co do której miałam większe oczekiwania niż do jakiejkolwiek firmy kosmetycznej, a dwa – ze względu na nie najniższą cenę (39zł/szt.). Ja wiem, że są oczywiście droższe, drogeryjne produkty, jednak uśredniając, nie jest to najniższa półka cenowa. W tej kwocie otrzymujemy 200ml produktu, a to co już na pierwszy rzut oka je wyróżnia – to kategoryzacja ze względu na rodzaj włosów, jakim są dedykowane. Nie znajdziemy tu klasycznego podziału na włosy suche, farbowane czy zniszczone, ani też na efekt jaki mają spowodować – wygładzenie, nabłyszczenie, etc. – w tym wypadku maski dzielą się na tę do nisko, średnio i wysokoporowatych włosów – a o co chodzi z tą klasyfikacją, wie każdy, kto chociaż raz zagłębił się w bloga Anwen. W skrócie, porowatość włosów określa ich strukturę – taką jaką mamy z natury, lub nabytą – na przykład włosy wysokoporowate możemy sobie zafundować, jeśli mocno je zaniedbamy, a ich łuski zaczną być rozchylone i pełne mechanicznych uszkodzeń. Ale o tym nie będę się rozpisywać, bo temat jest długi i szeroki – odsyłam do lepszych źródeł, w tym do testu porowatości włosów, który znajdziecie na stronie Anwen.

Maski różnią się dość znacząco składem, który przedstawia się następująco:

Kokos i Glinka- Olej Kokosowy, Olej Babassu, Glinka, Cysteina, Arginina, Kwas Hialuronowy.

Aqua, Cetearyl Alcohol, Kaolin, Behentrimonium Chloride, Cocos Nuciefera (Coconut) Oil, Glycerin, Orbignya Oleifera Seed Oil, Panthenol, Cysteine HCl, Arginine, Sodium Hyaluronate, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Limonene, Citronellol, Geraniol, Linalool.

Kiełki Pszenicy i Kakao- Olej z kiełków pszenicy, Miód, Lanolina, Masło Kakaowe, Panthenol.

Aqua, Cetearyl Alcohol, Triticum Vulgare (Wheat) Germ Oil, Behentrimonium Chloride, Honey, Glycerin, Lanolin, Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Panthenol, Silicone Quaternium-22, Polyglyceryl-3 Caprate, Dipropylene Glycol, Cocamidopropyl Betaine, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Coumarin, Limonene, Linalool, Ciannamyl Alcohol.

Winogrona i Keratyna- Olej winogronowy, Keratyna, Jedwab, Aloes.

Aqua, Cetearyl Alcohol, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Hydrolyzed Keratin, Hydrolyzed Silk, Maris Sal, Silica, Aloe Barbadensis Leaf Juice Powder, Panthenol, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dehydroacetic Acid, Parfum, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene.

Maski Anwen skład

Jak widać, w składzie znajdziemy dużo cennych rzeczy: są tu oleje, proteiny, glinki, kwas hialuronowy – cały przekrój komponentów, które służą włosom w zależności od ich potrzeb. Ja od razu zgadywałam, że idealna dla mnie będzie maska dla włosów wysokoporowatych – właściwie od kilku lat staram się sięgać głównie po kosmetyki mocno odżywcze, dociążające, wygładzające – zwłaszcza, że regularnie farbuję włosy i nie da się ukryć, wpływa to na pogorszenie ich kondycji.

Daję plusa za adnotację Testowane na włosomaniaczkach – jestem zdecydowanie zwolenniczką sięgania po kosmetyki przyjazne zwierzętom. Nie oznacza to jednak, że kosmetyki te są wegańskie – w mojej wersji maski znalazła się np. lanolina, która pozyskiwana jest z owczej wełny. Ufam, że odbywa się to w sposób humanitarny, choć chyba wolę nie sprawdzać.

Maska w wersji z kiełkami pszenicy i kakao pachnie dosłownie jak to drugie – czyli ma aromat mlecznej czekolady. Jest to dość mocny zapach, wyczuwalny jeszcze długo po spłukaniu produktu z włosów. Konsystencja masek przypomina masło do ciała – są gęste i treściwe, na tyle, że nabierając odpowiednią ilość, w słoiczku zostaje wyraźny ślad. Maski są też bardzo wydajne – gdy za pierwszym razem podekscytowana nakładałam większą ilość, szybko przekonałam się że mogłam zużyć 1/3 tej porcji, ale za to po prostu dobrze ją wmasować/rozczesać na włosach – do tego celu świetnie mi się sprawdza, niezmiennie ulubiona, Tangle Angel – o której pisałam TUTAJ.

Oczekiwania i efekty: maski Anwen w praktyce

Od mojej wersji maski oczekiwałam głównie zmiękczenia włosów, nadania im większej elastyczności i dociążenia. Maskę nałożyłam na pół godziny, czyli maksymalny zalecany czas, pod foliowy czepek i ręcznik. Po upływie trzydziestu minut spłukałam i już wtedy dało się odczuć, że włosy mają ten rodzaj struktury, jaki znamy z maseczek dołączanych do farb – są śliskie, lejące, jak pokryte satyną. Pozwoliłam im podeschnąć naturalnie, a pod koniec lekko przesuszyłam suszarką – w innym wypadku kończy się to strasznym oklapem u nasady. Faktycznie, włosy zdecydowanie dostały odżywczego kopa, również po wysuszeniu były cięższe, końcówki nie odstawały, minimalnie lepiej błyszczały i sprawiały wrażenie grubszych w dotyku. Sądzę więc, że posiadaczki włosów puszących się, zniszczonych czy z tendencją do elektryzowania, mogą spokojnie sięgnąć właśnie po tę najbardziej odżywczą wersję maski – dla wrażenia swoistego kompresu.

Maski Anwen do włosów

Podsumowując, debiut kosmetyków Anwen uważam za udany – daję plusa za czytelne, ale innowacyjne podejście do potrzeb włosów, zastosowanie ciekawych składów, oraz przyjemną stronę wizualną: wygodne, szczelne (choć plastikowe) słoiczki cieszą oko na łazienkowej półce. Stosunek jakości do ceny – wiedząc, że kosmetyk jest dobrej jakości – jest w porządku, zwłaszcza, że maski używać należy po prostu oszczędnie, żeby nie przeciążyć włosów. Ponieważ miałam okazję dopiero trzykrotnie zastosować maseczkę, będę zwracać uwagę na kondycję włosów w dłuższej perspektywie i za jakiś czas wrócę pewnie z aktualizacją, co do długofalowego działania anwenówek. Tym samym polecam wam osobiste testy, bo jakby nie patrzeć – chyba warto skusić się i wypróbować produkt, który mamy poniekąd szansę współtworzyć – bo zakładam, że Anwen bierze pod uwagę sugestie i potrzeby swoich czytelniczek, a z pewnością prościej nam do niej dotrzeć, niż do wielkich koncernów.

Maski Anwen trzy rodzaje

 

Przyznajcie się, kto już testował te maseczki? A może wahacie się, która będzie dla was odpowiednia? Pamiętajcie o teście porowatości i po prostu spróbujcie – szansa na to, że się polubicie, jest naprawdę spora!

______________

Miskejt.pl to więcej, niż blog kosmetyczny – znajdziesz tu wszystko, czego potrzebujesz żeby świadomie i bez wtopy poruszać się w świecie makijażu i pielęgnacji. Zerknij niżej i zobacz, na co jeszcze warto zwrócić uwagę 🙂
Jeśli wpis Ci się spodobał – zostaw komentarz, jeśli masz pytania – również. To miejsce na pochwałę, konstruktywną krytykę, lub cokolwiek poza reklamą, na co masz ochotę.