Nie samymi kosmetykami człowiek żyje – chociaż z bliską uzależnienia ciekawością stale do mojej kosmetyczki wpada coś nowego, to w ostatnim czasie odkryłam też kilka niekosmetycznych gadżetów, które są albo wyjątkowo przydatne, albo po prostu… urokliwe. Jeśli jesteście ciekawe aplikacji ułatwiającej życie w drogerii, wygodnego sposobu na roślinną kawę lub gdzie dorwać buty idealne dla crazy cat ladies – zobaczcie dalej.

Kocie buty

Właściwie każdej wiosny wypada zaopatrzyć się w nową parę (żeby to jedną!) jakichś wygodnych, lżejszych butów – ja ciągle chętnie sięgam po baleriny, espadryle czy mokasyny. Gdy zobaczyłam tę parę, mimo że zamiast kota posiadam psa – jakoś od razu przepadłam i stwierdziłam, że muszą być moje. Pewnie nie poszłoby to tak gładko gdyby nie fakt, że są to buty bardzo tanie (mniej niż 50zł) – nie są to buty uniwersalne i na każdą okazję, ale pewnym kompromisem był wybór koloru czarnego – kocie detale nie rzucają się tu nachalnie w oczy, a w duecie z dużą, czarną torebką w sumie nie czuję się nawet jak niezrównoważona wielbicielka zwierząt ;). Buty znajdziecie TUTAJ – zalecam brać swój rozmiar :).

Kosmetyczna aplikacja niezastąpiona w drogerii

O Cosmetic Scan słyszałam już jakiś czas temu, ale dopiero niedawno w końcu ją zainstalowałam i odkryłam, jak bardzo jest przydatna. W skrócie – Cosmetic Scan to apka, która dzięki skanowaniu kodów kreskowych kosmetyków pozwala nam budować własną bazę tych ulubionych, szkodliwych i neutralnych. Możecie w ekspresowy sposób sporządzić listę sprawdzonych produktów, mieć je zawsze przy sobie i gdy przekraczając próg drogerii zapomnicie, po co przyszłyście – wystarczy zajrzeć i gotowe. Właściwie jeszcze ciekawszą funkcją jest wygodne skanowanie nieznanych jeszcze kosmetyków – za pomocą aparatu w telefonie, jeśli tylko produkt znajduje się w bazie, w kilka sekund dowiadujecie się, jaki jest skład, czy są w nim składniki które was uczulają, zapychają lub podrażniają. Listę takich substancji możecie wprowadzić w swoim profilu, dzięki czemu bez drobiazgowej analizy i postoju przy drogeryjnej półce, od razu wiecie, czy warto sięgać po daną rzecz. Żałuję, że odkryłam ją tak późno!

cosmetic scan

cosmetic scan aplikacja

Sojowe capuccino Dolce Gusto

Temat jest długi, szeroki i… kontrowersyjny, bo ilekroć kwestia kawy i mlek roślinnych pojawia się np. na Instagramie – każdy ma inne zdanie. Osobiście już od dłuższego czasu wybieram właśnie roślinne alternatywy, i korzystając z ekspresu kapsułkowego, po prostu zwykle podgrzewałam wybrany rodzaj i spieniałam ręcznym mieszadełkiem. Nadal moim faworytem jeśli chodzi o mleko do kawy jest Alpro Soya for Professionals – o TAKIE, bo spienia się jak marzenie i ma bardzo dobry, bo neutralny smak. Ostatnio jednak na którejś z fejsbukowych grup (serdecznie polecam A co te wegany jedzą? 😉 ktoś podrzucił fotę kapsułek z mlekiem sojowym Dolce Gusto – a ja nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała. Oczywiście, nie jest ono szeroko dostępne w polskiej dystrybucji, ale wyszperałam je w jakimś polsko-czeskim sklepie internetowym. Wrażenia? Smak nie jest idealny – jeśli ktoś próbował różnych mlek sojowych, to wie o co chodzi – niektóre są przyjemnie słodkie, neutralne, a inne mają lekko siankowaty posmak. Tutaj właśnie ciągnie się taka nuta jakby czegoś prażonego, ale nie jest źle – zwłaszcza, że ja np. nałogowo dosypuję do kawy cynamon. Jeśli mam ochotę na szybką kawę i nie chce mi się przeprowadzać całego kawowego rytuału – uważam to za fajną alternatywę, a już na pewno za dobry kierunek. W porównaniu do dostępności mlek roślinnych jeszcze dwa lata temu – w sklepach czy kawiarniach, i tak jest już bardzo dobrze. Zachęcam wege – lub np. unikających laktozy-  posiadaczy ekspresu Dolce Gusto do spróbowania 🙂 piana jest wzorowo gęsta, przyjemna, no i robi się to… ekspresowo.

soy capuccino dolce gusto

Dwie wiosenne lektury – poradnik niekołczingowy i powiew Bliskiego Wschodu

Chociaż w ostatnim czasie mam ekstremalnie mało czasu na czytanie, nad czym bardzo ubolewam, udało mi się w jakichś skrawkach wolnego sięgnąć po dwie ze sterty oczekujących na uwagę książek. Pierwsza to wrzucona całkiem przypadkowo do koszyka Jestem żoną szejka, autorstwa Polki piszącej pod pseudonimem Laila Shukri. Pamiętam, że w minione wakacje usiłowałam kupić sobie Beduinki na Instagramie, jednak była to pozycja tak rozchwytywana, że w końcu się poddałam, ale jakoś dalej kusiło mnie coś związanego z orientem. Książka jest lekka, czyta się ją szybko i nie trzeba być na niej szczególnie skupionym – to połączenie reportażu i osobistych losów autorki, która z robiącej karierę niezależnej kobiety, zmienia życiową rolę na żonę dubajskiego szejka właśnie. Przy okazji, opowiada też wiele innych historii europejskich (i nie tylko) kobiet, które przekroczyły tę trochę owianą tabu granicę. Mimo, że książka napisana jest momentami trochę w stylu… harlekina, to generalnie wyłania się z niej ciekawy obraz zderzenia dwóch światów i kultur, a perspektywa opowieści jest nam bliska, bo opowiedziana z punktu widzenia Polki właśnie. Na lekkie, wiosenne wieczory – godna uwagi.

Druga pozycja to coś w zupełnie innym stylu. Przyznam otwarcie, że mam lekką alergię na poradniki, które w ostatnim czasie pojawiają się na rynku wydawniczym lawinowo. Często kuszą piękną oprawą, ale okazują się być… o niczym, lub w oczywisty sposób wałkują tematy z palety jak żyć, jak się odżywiać, jak się malować, i tak dalej. Żyj wystarczająco dobrze to nie klasyczny poradnik – to zbiór 20 rozmów z cenionymi polskimi psychologami i terapeutami, spisanych w formie odpowiedzi na kluczowe dla wielu współczesnych osób problemy. Czytając je, chcąc nie chcąc zaczynamy dostrzegać niektóre dziwactwa, problemy lub przyczyny psychicznego dyskomfortu, które nie do końca potrafiliśmy nazwać. Książka jest o tyle uniwersalna, że poruszony jest wątek pracy, relacji z bliskimi, związków – słowem, wszystkiego, co może być potencjalną przyczyną kłopotów lub w czym możemy nie czuć się do końca dobrze. A chodzi o to, by czuć się dobrze, a żyć – wystarczająco dobrze, czyli również potrafić czasem odpuścić – i innym, i sobie.

żyj wystarczająco dobrze

żyj wystarczająco dobrze

Oprócz kawy – naturalne, ziołowe wsparcie

Nie samą kawą człowiek żyje, a przynajmniej – wypadałoby się pilnować, żeby tak nie było. Od jakiegoś czasu staram się wdrażać do diety wartościowe dodatki – gotując sięgam po siemię lniane czy płatki drożdżowe zamiast parmezanu, ale zioła do picia to już petarda w czystej postaci. Czystek piłam już jakiś czas temu, teraz  z przyjemnością do niego wróciłam – ma tak łagodny, niezbyt ziołowy smak, przypominający zwykłą herbatę, że jego picie nie stanowi żadnego problemu, a o zaletach nie trzeba chyba nikomu przypominać.

ostropest czystek my detox tea

ostropest

Ostropest to z kolei nowość, ale obiecywane działanie wygląda jak skrojone na moją miarę – ma chronić wątrobę i żołądek, działać przeciwzapalnie, łagodzić bóle głowy. Przy zespole jelita drażliwego i częstych migrenach – mogę tylko mieć nadzieję, że zadziała. Przyzwyczaiłam się już do tego, że wieczorem zamiast kolejnej kawy robię sobię filiżankę którejś z herbatek i mimo, że z trudem wypijam nawet zalecaną dzienną ilość wody – z herbatami poszło całkiem gładko. Jestem też w trakcie kuracji Teatox – która zakłada picie dedykowanej herbaty rano i wieczorem, więc pełną relację zdam, gdy skończę, jednak zioła i mieszanki funkcjonalne zdecydowanie Wam polecam – to w 100% naturalna sprawa, która może tylko pomóc naszemu zdrowiu (i urodzie, a jakże). Zajrzyjcie na MY DETOX TEA, gdzie znajdziecie przebogaty wybór i herbatek sypanych i paczkowanych (np. moje ukochane Pukka) – jeśli macie na którąś ochotę, z kodem ‘miskejt’ możecie je przytulić z 15% zniżką. 

Tak wyglądają moje niekosmetyczne odkrycia ostatnich tygodni – wszystkie z czystym sumieniem Wam polecam, a po codzienną dawkę inspiracji niezmiennie zapraszam Was na Instagram i Facebook.

INSTAGRAM

FACEBOOK

______________

Miskejt.pl to więcej, niż blog kosmetyczny – znajdziesz tu wszystko, czego potrzebujesz żeby świadomie i bez wtopy poruszać się w świecie makijażu i pielęgnacji. Zerknij niżej i zobacz, na co jeszcze warto zwrócić uwagę 🙂
Jeśli wpis Ci się spodobał – zostaw komentarz, jeśli masz pytania – również. To miejsce na pochwałę, konstruktywną krytykę, lub cokolwiek poza reklamą, na co masz ochotę.