Dzisiejszy wpis to odpowiedź. Odpowiedź, do której prowadzi kilka różnych pytań: Dlaczego moja cera tak się świeci? Dlaczego, mimo że często sucha i podrażniona, ze zdwojoną siłą atakuje falą błysku, zamiast spokojnie pozostać matowa – tak jak ją czuję? W moim wypadku, z uwagi na intensywny stres i sporo zmian które odbijają się także na zdrowiu i wyglądzie – moja mieszana cera przeżywa ostatnio jakiś kataklizm, przejawiający się właśnie niekontrolowanym świeceniem – zwłaszcza w okolicy czoła i nosa. Dziś więc o niedrogim a przyjemnym specyfiku, który mi w tej sytuacji pomógł – a zatem, może pomoże i tobie?

Serum/esencja dr Konopka’s to kosmetyk pochodzący z Estonii. Otrzymujemy go 30ml w buteleczce z ciemnego szkła zakończonej pipetą. Jeśli chodzi o skład – zawiera olej z kiełków pszenicy o wysokiej zawartości witaminy E i wysoko nasycone kwasy tłuszczowe. Ma działanie nawilżające i odżywcze, odpowiednia dla cery normalnej i tłustej. Esencja wzbogacona o organiczny ekstrakt lilii wodnej reguluje proces produkcji sebum i skutecznie matuje błyszczące partie skóry twarzy.

Z błyszczeniem się skóry – jak wiadomo, bywa różnie. Przede wszystkim wiele zależy od przyczyny tego stanu rzeczy: czy są to zmiany hormonalne – dopadające nas nie tylko w fazie dojrzewania, czy też przesuszenie spowodowane nieodpowiednią pielęgnacją bądź warunkami zewnętrznymi. W każdym z tych przypadków ważne jest, by walcząc z błyskiem, nie pogorszyć sytuacji. W skrócie, nie chodzi o to by problematyczne partie wysuszyć na wiór – bo skóra ma to do siebie, że odpłaci się nam z nawiązką, produkując jeszcze więcej uporczywego sebum. Czyli co robić? Nawilżać, matowić umiejętnie i spróbować doprowadzić do stanu równowagi.

emulsja matująca dr konopka's

Emulsja dr Konopka’s to produkt fajny i dobrze skomponowany pod kilkoma względami. Po pierwsze – zawiera olejki, które w nawilżaniu skóry sprawdzają się dobrze, ale – nie jest typowym serum olejowym, tłustym. Konsystencja przypomina trochę mleko, jest gęsta, ale lekka i minimalnie lepka, nie śliska. Higienicznie zaaplikowana przy pomocy pipety, wymaga dosłownie krótkiego wklepywania, by całkowicie wchłonąć się w skórę i być niewyczuwalna. Wrażenie, jakie pozostawia, przypomina nie-silikonową bazę pod makijaż, na której nieco lepiej trzyma się podkład.

To, co od początku spodobało mi się w emulsji to jej absolutnie lekka, ale nie tępa i sucha konsystencja. Twarz nie jest po niej ściągnięta ani sucha, w odczuciu przypomina raczej lekki krem nawilżający na wodnej bazie. Choć nie używam jej długo – zaledwie około dwóch tygodni – nie odnotowałam przesuszenia skóry ani żadnych dodatkowych atrakcji – na przykład w postaci wysypu.

Emulsję dostaniecie w granicach 15-17zł, co wydaje mi się być ceną bardzo rozsądną za przyzwoity kosmetyk o przyjemnym składzie. Zgrabna, lekka butelka z pipetą bez problemu ląduje nawet w wyjazdowej kosmetyczce. Plusem jest także wydajność – zaledwie kilka kropli wystarczy, by pokryć twarz cienką warstwą zapewniającą mat. No właśnie – a czy efekt zmatowienia został osiągnięty? Tutaj wypowiem się trochę kompromisowo. Ponieważ nie jest to silnie absorbująca sebum baza matująca – efekt końcowy wymaga zarówno odpowiedniego podkładu jak i pudru, jednak mam wrażenie, że emulsja działa dobrze na poziomie długofalowej regulacji kondycji skóry. W skrócie – stosując rozmaite kremy na dzień – sytuacja nie ulegała żadnej poprawie i praktycznie po 2-3h w ruch szły bibułki matujące, a z nosa podkład po prostu mi zjeżdżał. Mając na twarzy warstwę emulsji dr Konopka’s – całość makijażu trzyma się lepiej i pozostaje na miejscu na dłużej.

Jeśli szukacie czegoś, co trochę ujarzmi sytuację zwłaszcza w przypadku cery mieszanej – sądzę, że matująca esencja/emulsja – może przypaść Wam do gustu.

Macie w swoich kosmetyczkach specyfiki matujące godne polecenia? Może podkłady lub pudry, które przedłużają efekt matu, nie wysuszając zarazem skóry na wiór? Koniecznie się podzielcie!