Z subskrybowaniem kosmetycznych pudełek-niespodzianek jest różnie. Czasem zachwycają, czasem rozczarowują, ale zawsze chodzi o jedno – dreszczyk emocji, gdy się na nie oczekuje i przyjemność odkrywania, którą dają, gdy już wpadną w nasze ręce. Z beGLOSSY mam przyjemność stykać się już od dłuższego czasu, na przestrzeni kilku lat, a ponieważ sierpniowa edycja – Summer Smile –  okazała się wyjątkowo udana – z przyjemnością przybliżę Wam jej zawartość. Jest kolorowo, odkrywczo i użytecznie. Czego chcieć więcej?

Schyłkiem lata, beGLOSSY wciąż zachęca do wakacyjnych wojaży i z założenia ma je umilać oraz upraszczać. W tej kwestii zresztą, kosmetyki znalezione w beGLOSSY sprawdzają się u mnie często – miniatury, pojedyncze produkty z kolorówki i próbki to rzeczy, które lądują u mnie właśnie w podróżnej kosmetyczce i zwykle testuję je właśnie w sytuacjach wyjazdowych. A co tym razem znalazło się w pudełku? Rzućcie okiem i zostańcie do końca, bo tam czekać na was będzie niespodzianka.

1. Biolaven, krem na dzień (pełnowymiarowy, regularna cena: 25,83zł/50ml)

Kosmetyki Biolaven, Sylveco czy Vianek często pojawiają się w beGLOSSY, co w mojej opinii jest zjawiskiem pozytywnym – nie inaczej w przypadku tego kremu. Nawilżający krem wzbogacony olejkiem lawendowym i z pestek winogron to przyjemna, lekka konsystencja, wygodna postać tubki i przyjemny, delikatny zapach. Apropo opakowania – ja wiem, że ciężki, szklany słoiczek daje wrażenie większego luksusu i prestiżu, ale w praktyce tubka jest znacznie wygodniejsza, a w sumie – także bardziej higieniczna. Kremu z pewnością będę regularnie używać – moja skóra ostatnio zwariowała i najwyraźniej z powodu sporego odwodnienia produkuje sebum ze zwiększoną mocą, zatem zobaczymy jak sprawdzi się w roli normalizującej i nawilżającej właśnie.

biolaven krem na dzień do twarzy beglossy

2. Schwarzkopf Professional OSIS+ suchy lakier do włosów Fix Strong Hold (70zł/300ml) + pasta węglowa (68zł/65ml)

Dwa typowo miniaturowe produkty do włosów – które bardzo mnie ucieszyły. Lakier do włosów, choć nie używam go zbyt często, przydaje mi się gdy chcę utrwalić pozornie niechlujne gniazdo na głowie w postaci luźnego koka, czy pasma przedłużonej nieco grzywki opadającej na boki twarzy. Nie znoszę, gdy lakier zbyt mocno pachnie, skleja włosy, a chmara oparów wędruje za mną jeszcze kilka metrów dalej. Suchy lakier Schwarzkopf ma być niewyczuwalny, lekki, a jego konsystencja – bardziej przypominać suchą mgiełkę niż spryskiwacz do kwiatów. Mam wielką nadzieję, że tak właśnie będzie, ale mam wobec niego raczej pozytywne nastawienie, bo kosmetyki profesjonalne do włosów zwykle prezentują zadowalający poziom. Liczę też na przyjemny zapach! Pasta węglowa powędruje raczej do testów w męskie ręce – ale intryguje mnie jej stalowy odcień i zastanawiam się, jakie działanie ma prezentować zawarty w składzie… węgiel.

3. Maszynki do golenia Gilette Venus Treasures (22,69zł/3sztuki)

Praktyczny dodatek, którego obecność w pudełku zawsze budzi mieszane uczucia. Bo pudełko powinno skupiać się na produktach mniej dostępnych, bardziej selektywnych, i tak dalej. Jak dla mnie – fajna nowość, po którą pewnie bym nie sięgnęła na drogeryjnej półce. Dlaczego? Mam wrażenie, że w kwestii zakupów kosmetycznych tzw. podstawowych, jestem sporą ignorantką. Maszynki, waciki, chusteczki, tego typu akcesoria – kupuję po prostu przypadkowo. Nie mam ulubionych marek i modeli, wybieram to, co wpadnie mi w oko. Dziwię się osobom, które potrafią poszukiwać konkretnego modelu jednorazówek czy… wkładek higienicznych. Skoro już jednak maszynki Venus znalazły się w moich rękach – może to właśnie sprawi, że następnym razem na zakupach, do koszyka wpadną właśnie one? Na pewno wyglądają pięknie, są fajnie wyprofilowane i dobrze leżą w dłoni. Jeśli się sprawdzą na dłuższą metę, może i ja zyskam swojego faworyta w tak po macoszemu traktowanej przeze mnie kategorii?

4. Pojedynczy cień do powiek MIYO (pełnowymiarowy, 9,99zł/3g)

W sierpniowym pudełku znalazły się różnokolorowe cienie MIYO, gdzie pomimo mojego zwyczajowego pecha w tego typu sytuacjach – trafił mi się świetny, jakby dla mnie skrojony odcień satynowego brązu skręcającego w kierunku starego złota. Oczywiście, posiadam w swoich zbiorach nierozsądną wręcz ilość palet których prawdopodobnie nigdy nie zdołam wykończyć do dna, za to pojedynczych cieni właściwie nigdy nie kupuję. Tym bardziej, ten maluch wyjątkowo mi pasuje: gdy pakuję się na kilkudniowy wyjazd w wersji minimum, z pewnością wrzucę go do kompletu z miniaturowym tuszem do rzęs czy podręcznym zestawem do brwi. Sam cień jest bardzo przyjemny: satynowy, miękki, kompletnie nie pylący – w sam raz do delikatnego podkreślenia oka bez zbędnych dodatków.

5. Baza Runway Ready Face Primer MANNA KADAR miniatura 8ml (151zł/20ml)

Chociaż po bazy nie sięgam codziennie – w ostatnim czasie, z uwagi na turbulencje cery, dzieje się to mimo wszystko coraz częściej. Baza dołączona do pudełka ma za zadanie matowić, wygładzać i ujednolicać – czyli ulubione wash&go jakie możemy sobie zapewnić. Zależy mi na wypełnieniu rozszerzonych porów w okolicach nosa oraz przedłużeniu matu, który obecnie utrzymuje się u mnie ekstremalnie krótko i znika bardzo szybko ustępując miejsce niekontrolowanemu błyskowi. Baza nie należy do najtańszych, tym bardziej chętnie skonfrontuję jej działanie z klasycznymi bazami silikonowymi.

5. Ekspresowa 3minutowa odżywka Pantene Intensive Repair: PREZENT

Ponadprogramowy prezent od ekipy beGLOSSY to pełnowymiarowa nowość od Pantene – ekspresowa odżywka do włosów, której intensywne działanie powinno okazać się zbliżone do mocno regenerującej maski. Produkt trafiony w dychę, bo – chociaż to już nudne – muszę przyznać, że moje włosy, do pary z cerą i paznokciami – prezentują raczej krajobraz po bitwie. Suche, łamliwe, przerzedzone – nie wyglądają dobrze, i chociaż oczywiście wiem, że podstawą ich odbudowy jest dieta, tryb życia i ewentualnie przemyślana suplementacja, to nie wyobrażam sobie nie sięgać po odżywkę/maskę przy każdym myciu. Z ręką na sercu przyznaję, że na olejowanie i bardziej zaawansowane zabiegi pielęgnacyjne nie mam obecnie czasu i energii, tym bardziej skoncentrowana formuła i obietnica mocniejszego odżywienia budzą moją nadzieję i z pewnością rzetelnie sprawdzę działanie odżywki Pantene. I znów – fajna, wygodna forma tuby, na pierwszy niuch i rzut oka – gęsta, treściwa konsystencja i kuszący zapach. Mam wielką nadzieję, że chociaż wizualnie poprawi stan moich włosów, dodając im nieco elastyczności i minimalnego dociążenia.

Sierpniowy przegląd beGLOSSY prezentuje się właśnie tak: ja jestem szczerze zadowolona i usatysfakcjonowana, bo kosmetyki zamierzam zużyć w 100%, unikając tym samym największego pudełkowego rozczarowania, jakim jest kompletne rozminięcie się z zawartością. Myślę, że beGLOSSY trzyma poziom i sierpniowa edycja dobrze koresponduje z motywem przewodnim wakacyjnych wojaży, będąc jednocześnie fajnie skrojonym niezbędnikiem przydatnym każdej z nas. Jeśli w boxie nie znalazłyście niczego dla siebie – to nie wiem, czy wiecie, ale pod adresem www.beglossy.pl/kosmetyki znajdziecie imponujący wybór rozmaitych produktów różnych marek, nie tylko tych pojawiających się w pudełkach – często w dużo niższych cenach, niż regularnie. Perfumy, dermokosmetyki, kolorówka – jest tam naprawdę sporo perełek. A teraz, robiąc zakupy za przynajmniej 30zł z kodem MISKEJTGR8 – do waszego zamówienia wpadnie dodatkowo pomadka w kredce z Golden Rose, zupełnie gratis. Fajnie? No ba, że fajnie!

Dajcie znać, jak Wam się podoba takie pudełeczko wieńczące rychły koniec wakacji i czy w ogóle idea pudełek do was przemawia, czy raczej tego typu niespodzianki nie są dla was?