Jesień to czas, gdy po okresie letniej beztroski – również tej pielęgnacyjnej, zaczynamy przyglądać się kondycji naszej skóry, włosów czy paznokci i ogarnia nas blady strach. Okazuje się, że czesane morskim, słonym powietrzem, upstrzone rozjaśnionymi pasmami włosy są w rzeczywistości matowe, przesuszone i w nieciekawej kondycji, rozpoczynamy więc intensywną regenerację. Oprócz kosmetyków, liczą się narzędzia – a trudno o bardziej podstawowe, a zarazem istotne, niż szczotka. Dziś więc o nowości od Tangle Angel, która jest kolejną generacją moich osobiście ulubionych – o których pisałam TUTAJ.

Charaterystyczne, anielskie szczotki Tangle Angel szturmem pojawiły się na polskim rynku kosmetycznym ponad rok temu i ostro namieszały. Początkowo kontrowersyjne, budziły dystans, słyszałam o nich często, że przez swój wygląd pewnie cała ich moc kończy się właśnie na specyficznym, skrzydlatym dizajnie. Wiem jednak, że odkąd bliżej opisałam Wam rozmaite za i przeciw, ich popularność stale rosła, pojawiły się masowo w Hebe i generalnie – wyparły Tangle Teezer pod względem ulubionego modelu któremu niestraszne bezbolesne rozplątywanie włosów. W tym miejscu przypominam, że Tangle Angel i Tangle Teezer to dwa zupełnie różne produkty, różnych firm – łączy je tylko określenie “Tangle”, ale ono odnosi się do “detangle”, czyli rozplątującej funkcji szczotki.

Tangle Angel PRO

Na zdjęciu widzicie moje dwie dotychczasowe szczotki – największą dostępną, czyli Extreme, i ulubioną – Classic. Obie wyczerpująco opisałam WCZEŚNIEJ, zwracając uwagę przede wszystkim na cienkie, gęsto rozmieszczone ząbki, które polubiłam za dogłębne i bezproblemowe przedzieranie się przez warstwę włosów, aby w efekcie je rozczesać. Zdecydowanie częściej sięgam do dziś po białą, matową Classic, która swoją drogą nadal świetnie się sprawdza – na kolejnych zdjęciach możecie zobaczyć, jak nieznacznie zmieniło się jej włosie po 1,5 roku użytkowania. Ząbki delikatnie się wychyliły, ale nie wpływa to na skuteczność czy jakość użytkowania.

Nowość, która w tym miesiącu zawitała do gamy Tangle Angel, to linia PRO. Co nowego oznacza? Jeszcze bardziej dopracowane włosie, nowy, metaliczny wygląd (o metalicznych trendach pisałam tutaj) i jeszcze lepszą jakość. Oprócz klasycznego modelu, o którym u mnie dzisiaj – pojawiła się jeszcze wersja Compact, bez rączki, składana, z lusterkiem. Idealny model torebkowo – wyjazdowy.

Tangle Angel PRO dostępna jest w odcieniu różowego złota lub srebrnym, titanium. Mam wrażenie, że w tych błyszczących wersjach motyw skrzydeł broni się lepiej, niż w wersji matowej – to są po prostu takie małe, eleganckie gadżety, które mi na myśl przywodzą (teraz jeszcze bardziej!) – statuetki Oscarowe. Może skojarzenie to nie jest bez sensu – kto wie, gdyby przyznawać nagrody w kategorii rozczesywanie włosów, Tangle Angel mogłoby spokojnie startować i od razu stanowić stosowne wyróżnienie.

Tangle Angel PRO

To, co się nie zmieniło w odniesieniu do poprzedniczek, to super wygodny i ergonomiczny kształt- obowiązkowo rączka, spłaszczona u podstawy aby bez problemu ją odstawiać, i jednocześnie możliwość chwytania za część ze skrzydłami, jeśli ktoś woli. Z przodu widoczny jest czarny przedłużony element mający za zadanie działać antystatycznie, czyli zapobiegać elektryzowaniu się włosów podczas czesania. Jestem wyjątkowo dumna ze skojarzenia, jakie mi się tu nasunęło – podczas rozczesywania włosów, nie trafi nas szlag – dosłownie, i w przenośni ;).

Tangle Angel PRO

To, co najbardziej uległo zmianie, to włosie. Choć nadal przypomina cienkie ostrza, wydaje się być kompromisowym rozwiązaniem łączącym to z wersji Classic i Extreme. U nasady grubsze, stopniowo staje się coraz cieńsze, jest też giętkie, ale nie miękkie – dzięki czemu nie ślizga się po włosach, nadal fajnie się w nie “wgryza”, ale nie ciągnie. Ruchome jest dopiero od połowy długości, dlatego nie hamuje i nie grzęznie nawet na opornie splątanych włosach – jeden, drugi, trzeci ruch, i w końcu rozczesuje nawet mocniej skołtunione partie, także na mokro.

Tangle Angel PRO

Porównanie metalicznej Tangle Angel PRO do swoich poprzedniczek – poniżej. Jak widzicie, gabarytowo szczotka pozostała na poziomie swoich poprzedniczek w rozmiarze Classic, jednak jeśli chodzi o możliwości – czerpie z nich to, co najlepsze i gdybyście zapytały mnie, która z nich wypada najlepiej – to wskazałabym właśnie na ten lśniący model.

Tangle Angel porównanie test blog

od lewej: Tangle Angel PRO, Tangle Angel Classic, Tangle Angel Xtreme

Z informacji technicznych – cena nowych modeli PRO, klasycznego i kompaktowego, to 79zł. Dużo? Uważam, że w porównaniu do ceny klasycznego TT, cena nie jest wygórowana – po poprzednich modelach widzę, że trwałość tych szczotek zasługuje na uznanie, a jakość i wygoda używania są na znacznie lepszym od TT poziomie. Jak na szczotki które są piękne, trwałe, antybakteryjne, antystatyczne – to myślę, że inwestycja jest na dobrym poziomie. Taka szczotka posłuży wam spokojnie przez kilka lat. A jak mawia znany slogan – o ile mniej włosów stracicie podczas czesania – bezcenne 🙂

Wszystkie niezbędne informacje o szczotkach znajdziecie TUTAJ. Tak jak pisałam – szukajcie ich online (w Mintishop, eKobiecej, Cocolicie i innych) oraz stacjonarnie m.in. w Hebe. Dajcie koniecznie znać, czy miałyście do czynienia z Tangle Angel i jak wasze wrażenia na ich temat.