Manicure hybrydowy sprawił, że to często właśnie 40 minut, gdy go wykonuję, to te 40 najbardziej relaksujących minut w moim tygodniu. Świadomość, że mogę sobie sama wykonać nieskazitelny manicure z efektem lusterkowo gładkich i błyszczących paznokci, które za chwilę nie odgniotą się od poduszki czy nie odprysną przy byle czynności potęguje to wrażenie. Medal zawsze jednak ma dwie strony i jest sporo miejsc na błędy – niektóre pewnie popełniasz ty sama. Być może któryś z nich odpowiedzialny jest za to, że efekt jaki uzyskujesz nie jest idealny, lub nie utrzymuje się wystarczająco długo.

1.Moczenie dłoni (i paznokci) przed malowaniem

W czasach, gdy robiłam sobie jeszcze klasyczny manicure, to był często mój rytuał. Moczenie dłoni w roztworze z odrobiną soli i oliwki, peeling – miałam wtedy wrażenie, że dłonie są idealnie przygotowane do dalszych zabiegów i faktycznie: jeśli planujemy tylko opracowanie paznokci, bez późniejszego malowania – droga wolna. Jeśli jednak chcemy przygotować dłonie i od razu pokryć paznokcie kolorem – to zły pomysł. Dlaczego? Namoczona, a co gorsza – natłuszczona płytka, może kiepsko przyjmować kolor – będzie się on łuszczyć, kurczyć, a w efekcie może być także nietrwały. Wszelkie zabiegi, kąpiele nawilżające, ochronne oliwki i preparaty – tak, ale nie w tym samym dniu i momencie, co sam manicure. Z tego miejsca przypominam o rewelacyjnych preparatach Semilac SPA – które będą świetne w sytuacji, gdy ściągamy kolor, robimy kilka dni przerwy i chcemy zregenerować płytkę i skórki.

2. Kaleczenie skórek

Niby oczywista sprawa, ale ciągle spotykam się z tym samym problemem u wielu znajomych osób. Niby powszechnie już wiadomo, że lepiej skórki zmiękczać i odsuwać, ale nawet w salonach kosmetycznych (!) często panie ochoczo chwytają za cążki i zwyczajnie je wycinają. To kiepski pomysł z kilku względów. Po pierwsze – ryzyko skaleczeń i ranek, które nie dość że torują drogę bakteriom, to również wyglądają nieestetycznie. Po drugie – ryzyko powstawania drobnych, odstających skórek, które gdy odrastają – wyglądają źle w bardzo krótkim czasie. Takie kaleczenie skórek możliwe jest zresztą nie tylko cążkami – metalowe radełka i różne inne przyrządy potrafią być równie ryzykowne. Najbezpieczniej będzie zostać przy zmiękczających preparatach, oliwkach i drewnianych patyczkach.

3. Aplikowanie zbyt dużej ilości lakieru na raz, lub aplikowanie zbyt wielu warstw

O ile z warstwami sprawa jest nieco prostsza – zwykle dwie, maksymalnie trzy cienkie w zależności od odcienia wystarczają, tak dozowanie ilości przy kolejnych pociągnięciach bywa problematyczne. O co chodzi? Nabieranie zbyt dużej, ociekającej kolorem kropli na pędzel daje złudne wrażenie szybszego i skuteczniejszego pokrycia paznokcia kolorem. No bo przecież trach, ciągniemy jedną warstwę i gotowe. Niestety, nie. Nawet jeśli pierwsza, cienka warstwa wydaje się smużyć i słabo kryć, lepiej jest zastosować właśnie taką. Dzięki cienkim warstwom, lakier nie marszczy się, ma szansę utwardzić się w świetle lampy dokładnie i bez problemu, a i estetycznie nie powstaje nam na paznokciu toporna, gruba warstwa widoczna nawet z profilu. Także zdecydowanie – jeśli kilka warstw, to cienkie. Warto też mieć na uwadze, że niektóre odcienie wymagają dłuższego czasu utwardzania w lampie – taka informacja zawsze znajduje się w opisie danego koloru w sklepie internetowym.

4. Nieodtłuszczanie płytki

Ten punkt wiąże się poniekąd z kwestią namaczania paznokci lub ich kremowania/olejowania bezpośrednio przed malowaniem, ale niekoniecznie. Jeśli pominiemy odpowiednie przygotowanie płytki, a uwzględnia ono użycie właśnie odtłuszczacza – lub w niektórych przypadkach dodatkowo zwiększającego przyczepność primera bezkwasowego – może skończyć się schodzeniem lakieru w formie płatów. Czasem to po prostu kwestia takiej urody płytki, która jest naturalnie bardziej tłusta – tak jak u niektórych osób powieki, na których nie chcą trzymać się cienie. Wtedy właśnie primer poprawi naturalne właściwości płytki pod względem przyczepności lakieru.

5. Nadawanie paznokciom kształtu… po skończonym manicure

Chociaż stosowanie lakierów hybrydowych, zwłaszcza typu hardi  ułatwia i umożliwia pracę na paznokciach zbliżoną do tej na żelu, nie wszystkie chwyty dozwolone. Owszem, usuwając warstwę dyspersyjną poprzez przemywanie cleanerem, możemy nadawać paznokciom pożądany kształt na różnym etapie, ale nigdy już po pokryciu ich kolorem i topem! Po skończonym manicure nie możemy już piłować paznokci, a to dlatego, że przy tej czynności odsłania się wolny brzeg paznokcia, a tym samym powstaje ryzyko, że zanieczyszczenia, powietrze i tłuszcz dostaną się pomiędzy nasz naturalny paznokieć, a hybrydę. Oczywistym jest, że jeśli tak się stanie, lakier zacznie się odklejać.

Tak wyglądają w większości moje (negatywne) doświadczenia, jeśli chodzi o błędy w manicure hybrydowym. Jego rosnąca popularność ma to do siebie, że czasem słyszę opinie, że z paznokciami dzieje się coś nie tak. Dlatego właśnie warto zdawać sobie sprawę, że tak naprawdę wszystko jest kwestią staranności i zachowania odpowiedniej techniki. Prawidłowo zaaplikowany i ściągnięty lakier hybrydowy to gwarancja, że cały manicure będzie wyglądał pięknie, trzymał się jak szalony dopóki się nie znudzi – i nie uszkodzi płytki. Jeśli tylko dbamy o higienę całego procesu – hybryda może być naprawdę jednym z najlepszych i najbardziej przyjaznych wynalazków dostępnych w domowym zaciszu.

Przychodzą Wam do głowy jakieś inne, typowe błędy popełniane przy okazji manicure – hybrydowego lub klasycznego?