Jakiś czas temu sygnalizowałam na Instagramie, że zabieram się za testy kosmetyków pielęgnacyjnych innych niż dotychczas, bo uzdrowiskowych. Stosowałam je przez ponad miesiąc na ciało, twarz i włosy – w związku z czym mam na ich temat trochę przemyśleń, jeśli więc ciekawią was trochę inne dermokosmetyki – to coś dla was.

W ostatnich miesiącach niemal w 100% przerzuciłam się na pielęgnację naturalną, z małymi wyjątkami, i jest to kierunek który bardzo mi odpowiada. Nie sprawdza się w pełni, bo na przykład w kwestii włosów bywa różnie, ale generalnie jest na plus. Sięgam głównie po kremy, balsamy czy szampony z bardzo krótkimi składami, bez żalu odrzucając sls, pegi i inne atrakcje. W mojej szufladzie znajdują się też dermokosmetyki apteczne, ale kilka nowości właśnie dr Duda o których dzisiaj mowa, to jeszcze coś innego. W składach pierwsze skrzypce gra woda uzdrowiskowa siarczkowo-siarkowodorowa – bo kosmetyki pochodzą właśnie z Buska Zdroju – a oprócz niej olejki, ekstrakty roślinne i kwiatowe. A jak to sprawdza się w praktyce?

Do testowania stawiło się kilka przekrojowych produktów marki. Mamy tu siarczkową maskę do pielęgnacji ciała, szampon uzdrowiskowy, żel borowinowo solankowy, mineralny oraz krem siarczkowy do twarzy. To oczywiście nie wszystko, co znajdziemy w ofercie, ale te rzeczy zainteresowały mnie najbardziej.

Na pierwszy ogień rzecz, która rewelacyjnie sprawdziła się u mnie w dwóch przypadkach – miejsc ekstremalnie przesuszonych, i w przypadku zmian egzemopodobnych. Mówię egzemopodobnych, bo to są sytuacje typu niewielkie zmiany, szorstkie i lekko swędzące, zwykle w okolicy kolana, łokci czy przegubów ramion. Maska siarczkowa (13,99zł/200g) to gęsta, treściwa maź na bazie wazeliny, z białą glinką i olejkiem różanym. U mnie dała radę właśnie jako supermocny okład w tych miejscach, które wymagają silnego natłuszczenia. Teoretycznie dedykowana jest także do masażu – na pewno nie jest to taki ekspresowy balsam codziennego użytku, ale na problematyczne obszary – świetne da radę.

Rzeczą stosowana przeze mnie najczęściej był szampon – mineralny z biosiarką. Tutaj oczekiwałam od niego przede wszystkim zadziałania na skórę głowy – chociaż stan moich włosów uległ ostatnio poprawie, to wciąż dość szybko się przetłuszczają u nasady i panuje na nich stale najmodniejsza fryzura sezonu, czyli O’Klap. Szampon ma działać łagodząco, normalizująco i lekko stymulować wzrost włosów. Tego ostatniego naturalnie nie zdążyłam jeszcze zauważyć, ale na pewno na plus działa fakt, że szampon mimo krótkiego składu fajnie się pieni, nie plącze włosów, dogłębnie je oczyszcza i pozostawia bardzo lekkie i sypkie. Nie mam poważniejszych problemów ze skórą głowy, więc nie wiem na ile łagodzący jest dla niej, ale same włosy zachowywały się po nim świetnie – zapach jest lekki, świeży, jakby mentolowy, więc stosowanie go nie przypomina gehenny jaką czasem potrafią zgotować “zbyt” naturalne kosmetyki. Cena to +- 13zł za 200g.

Dwa interesujące żele jakie miałam okazję przetestować, to żel borowinowo solankowy i acne-mineral (ok. 10zł/200ml). Ten pierwszy stosujemy w ciekawy sposób, ponieważ może służyć do wcierania i masażu jako balsam, lub przed kąpielą. Kojarzycie na pewno zabiegi borowinowe czy solankowe jakich z przyjemnością zażywają w sanatoriach nasze babcie – nic dziwnego. Te składniki działają na ciało w sposób całkiem wszechstronny – napinająco, nawilżająco, antycellulitowo. Co interesowało mnie najbardziej, to wzmacnianie skóry i naczyń krwionośnych, bo te często pojawiają się u mnie zwłaszcza w okolicy kolan czy na łydkach. Nie powiem, żeby naczynka zbladły tak szybko, ale skóra jest przyjemnie nawilżona i uspokojona, będę zwracać uwagę co dzieje się dalej. Żel acne-mineral, jak nazwa wskazuje, dedykowany jest zwłaszcza skórze problemowej, ale jest w pewnym sensie wszechstronny w swoim działaniu. Ze względu na lekką, bardziej płynną niż żelową konsystencję, możemy nim przemywać skórę, dodawać do maseczek, czy wykonywać masaż. Pozostawia na skórze chłodne, mentolowe odczucie. Jeśli macie jakieś niezagojone problemy – będzie je podsuszał i zwężał. Przez ten mentol trochę mnie do siebie zraził, ale działanie jest jak najbardziej przyjemne i w przypadku skóry ze zmianami może sprawdzić się bardzo dobrze.

Last but not least – buski krem siarczkowy dr Duda. Ten maluch zamknięty w plastikowym słoiczku jest bardzo niepozorny, mówiąc wprost- ma się wrażenie, że to takie mazidełko z kiosku. W środku kryje się jednak sporo wartościowych składników – oczywiście woda siarczkowa, witaminy A i E, olej z wiesiołka i jojoba oraz ekstrakt z aloesu. Na początku treściwy, w kontakcie ze skórą zmienia się w lekko żelową konsystencję i ładnie wchłania. Z powodzeniem będzie to lekki, dzienny krem który sprawdzi się pod makijaż. Wyraźnie zmiękcza i nawilża skórę, nie ma mowy o przesuszonych partiach czy nieprzyjemnym ściągnięciu. Dedykowany jest zwłaszcza skórze wrażliwej i podrażnionej, i takie też mam względem niego wrażenie – jest lekki, nieobciążający, ale ładnie otulający i regenerujący. Z nawilżaczy zawiera glicerynę i lanolinę, warto mieć to na uwadze jeśli nie lubicie się z którymś z tych składników. Jego cena to w zależności od sklepu/apteki – 22-26zł.

Przyznam szczerze, że moje spotkanie z kosmetykami dr Duda oceniam jako owocne, przy niektórych produktach na pewno zostanę na dłużej. Maska siarczkowa będzie moim awaryjnym opatrunkiem, również żele zamierzam jeszcze potestować ze względu na kilka różnych dróg ich stosowania. Myślę, że z racji niewygórowanych cen warto sięgnąć po te kosmetyki – w porównaniu z aptecznymi dermokosmetykami, zwłaszcza francuskimi, wypadają bardzo ciekawie i mogą być dobrą alternatywą zwłaszcza dla posiadaczek przesuszonej i wymagającej nawilżenia skóry. A co wam wpadło w oko, lub zaintrygowało najbardziej?