Być może w związku z wszechobecnie panującym trendem na minimalizm, a być może z braku czasu na takie rozmyślania, dawno nie było u mnie żadnej konkretnej wishlisty. Ani kosmetycznej, ani ubraniowej, ani żadnej. Moje bieżące zakupy zwykle możecie podglądać na Instagramie, a sprowadzają się one w 90% do kubków i materiałów papierniczych. Skoro jednak grudzień za pasem, przygotowałam małe zestawienie rzeczy, które od dłuższego czasu plączą mi się po głowie. Całkowity miszmasz, bo są tu i kosmetyki, i akcesoria, a nawet – meble. No to konkretnie i do rzeczy!

1. Metaliczna/benzynowa kurtka: Mohito

Punkt pierwszy i od razu z grubej rury. Nawet na kolażu ta kurtka prezentuje się co najmniej dziwnie i kompletnie nie pasuje do reszty. Pierwszy raz zobaczyłam ją jesienią, gdy na Pudelku gruchnęła informacja, że pokazała się w niej Barbara Kurdej-Szatan i jakoś kompletnie mnie nie ruszyła. Potem trochę przewijała się na Instagramie, aż w końcu, pewnego dnia coś zaskoczyło i stwierdziłam, że jest na tyle szalona, ale i w pewnym sensie piękna, że chciałabym ją mieć. Może to reakcja zwrotna na n-tą z kolei parkę w odcieniu khaki? W każdym razie, nastąpiło zjawisko najbardziej typowe na świecie, czyli gdy zdążyłam się na nią zdecydować – wymiotło ją ze sklepów co do sztuki. Obecnie nigdzie jej nie ma, ale obiło mi się o uszy, że ma powrócić. Zobaczymy. Chciałabym na pewno dorwać ją na żywo i przymierzyć, bo byłaby to raczej na pewno najbardziej szalona rzecz jaką kiedykolwiek miałam na sobie, niemniej jest w niej coś fajnego. Widzę ją w duecie z ciemnymi spodniami i moimi szarymi EMU. Jesteście na tak, czy na nie? LINK

2. Instax

Kolejna rzecz, gdzie w zasadzie można śmiało powiedzieć, że jestem do tyłu z trendami i wpadam na nie jakoś tak po czasie. Tego typu aparat dawno już zwrócił moją uwagę, nigdy jednak nie był dla mnie jakimś must have i odkładałam jego zakup na jakąś konkretną okazję. Jest to wydatek rzędu 300zł, nie ma więc tragedii, a przypomniałam sobie o nim generalnie dlatego, bo w moim telefonie i na karcie aparatu uzbierało się już dobre kilkaset zdjęć które czekają “do wywołania”, ale nie mogę ich jakoś posegregować, uporządkować i zaprojektować fotoksiążki. Myślę sobie, że współcześnie cykamy tych zdjęć na potęgę, ale za to niewiele z nich zostaje. W moim rodzinnym domu szuflady pełne są wywołanych zdjęć 9x13cm, będących zapisem całkowicie prozaicznych sytuacji – nie od wielkiego dzwonu, ale takich właśnie z życia. Przeglądając takie zdjęcia od razu pamięta się chwilę, moment, dane popołudnie, porę dnia czy emocje. Myślę sobie, że z takim Instaxem łatwiej byłoby mi spontanicznie sięgać po aparat i po jakimś czasie zgromadzić zupełnie mimochodem, fotokolekcję w stylu retro. LINK

3. Make Photography Easier

Tej pozycji książkowej przedstawiać nie trzeba. Choć poradników, czy to dotyczących dbania o urodę, czy tego typu – raczej nie czytam, tak jakoś wewnętrznie czuję że ten przydałby mi się i autentycznie pozwolił poprawić zdjęcia, jakie robię. Choć wielokrotnie dostaję od Was pytania, jakim sprzętem się posługuję, w czym edytuję – osobiście czuję się swoim stylem trochę znużona i z chęcią wczytam się w rady osoby, której estetyka do mnie przemawia i ma w sobie wiele klasy. Wiem też, że sporo z Was tę książkę ma i poleca. Dajcie znać, jeśli należycie do tego grona i co o niej sądzicie.

4. Bransoletka Pandora

Kolejna rzecz, którą umieszczając na tej liście, w zasadzie stawiam się chyba w pozycji dinozaura. Pandory widuję na przegubach dosłownie wszystkich. Nigdy mnie do nich nie ciągnęło; w zamian posiadam w kolekcji np. kilka sznurków Lilou. Stwierdziłam jednak ostatnio, że chciałabym jednak zacząć kolekcjonować swoje charmsy  z kilku powodów. Po pierwsze – ta bransoletka jest i piękna, i trwała – w odróżnieniu od Lilou, które w zasadzie wymagają regularnej wymiany sznurka, a i same zawieszki mocno się rysują. Po drugie, zakup Pandory to w zasadzie… grzecznościowy gest względem wszystkich osób, które kupują mi prezenty – bo jak powszechnie wiadomo, można już tylko dokupować zawieszki stosownie do okazji. Jeśli są na sali posiadaczki tej bransoletki, podzielcie się w komentarzach za i przeciw. Może i ta biżu ma jakieś wady, o których nie wiem?

5. Witryna Hemnes

Książki, bransoletki, ciuchy, wtem – wchodzi ona, cała na biało. Jeśli mnie znacie, to wiecie, że przemeblowania, home staging i stałe poszukiwanie rozwiązania idealnego (dodajmy, na 36 metrach kwadratowych) mogłabym mieć wpisane dosłownie w CV. Nie jestem tylko pewna, czy jako umiejętność, czy raczej przypadłość. Niemniej – planuję w bliższej lub dalszej przyszłości zakup tej witryny, bo wydaje mi się, że jest w swoim charakterze dość uniwersalna, nie pretensjonalna, a praktyczna i naprawdę estetyczna. Nie znoszę mieć żadnych szpargałów na wierzchu, bo kurzą się i brudzą niemiłosiernie, a tutaj wszystko elegancko chowa się za szklanymi drzwiami. Niestety seria Hemnes z jakiegoś powodu nie należy do najtańszych, stąd moje dywagacje nad zakupem.

6. Kolczyki Tous Motif Vermeil

Podobnie jak aranżacji idealnej, stale poszukuję dobrze dobranych kolczyków. Nie należę do osób, które lubią codziennie stać przed szkatułką z biżuterią i zestawiać pierścionki, bransoletki i zegarki, dlatego ciągle próbuję skomponować mój codzienny zestaw idealny. Pomyślałam ostatnio o kolczykach ze słynnym miśkiem, w postaci czarnego onyksu osadzonego w złocie, bo są dość wyraziste, ale nie przesadzone. Uwielbiam moje dotychczasowe faworytki – listkowe nausznice z Apartu, jednak przez jakikolwiek brak zapięcia wystarczy zahaczyć o nie swetrem czy szalikiem i łatwo je zgubić. Niestety, w kwestii miśków Tous dochodzą do mnie nieciekawe głosy odnośnie ich trwałości (kamienie rzekomo często wypadają), oraz polityki reklamacyjnej Tous (długie oczekiwanie na rozpatrzenie i obciążanie dodatkowym kosztem naprawy).

7. Zapachy Jo Malone

Od kiedy to już wzdycham do Jo Malone? Gdy jeszcze marka nie była dostępna w Polsce, to na pewno. Niedawno salony Jo pojawiły się u nas, czy to w postaci strefy w Douglasie, czy też samodzielnych butików, a ja – wstyd się przyznać – jeszcze do żadnego nie dotarłam. Jestem absolutnie przekonana, że chcę wejść w posiadanie któregoś z zapachów, choć nie mam jeszcze swojego typu. Tutaj również będę wdzięczna za Wasze typy – oraz taką ogólną opinię, czy są warte swojej ceny.

8. Okulary Muscat

Jeśli jeszcze tego o mnie nie wiecie, to zabawny fakt jest taki, że bez szkieł kontaktowych lub okularów jestem po prostu ślepa. Mam wadę wzroku -3,5 a do kompletu astygmatyzm, co powoduje, że bez nich widzę mniej więcej tak, jak normalna osoba widzi z założoną na głowę foliową reklamówką. Od kilku lat myślę o laserowej korekcji wzroku, ale ciągle trochę za bardzo się boję. Z okularami nie mam problemu, nawet lubię siebie w nich – stąd pomysł na nowe oprawki. Odkąd zobaczyłam w sieci okulary Muscat, zwłaszcza oprawki Belova, nie mogę przestać do nich wzdychać. Wiecie, że w Muscat możecie bezpłatnie zamówić 5 testowych oprawek, aby przymierzyć je w domu i wybrać te właściwe? Ja akurat mam w Krakowie showroom, ale… oczywiście z braku czasu, jeszcze do niego nie dotarłam. W najbliższym czasie zamierzam zdecydowanie to nadrobić.

9. Rozświetlający krem do twarzy Resibo

Kosmetyczna kropka nad i w tej wishliście, czyli totalna nowość od Resibo. Mam duże zaufanie do tej marki i lubię rzeczy od nich. Może i ten krem by mi tak w oko nie wpadł, gdyby nie to, że w dniu jego premiery śledziłam instastories dziewczyn, które otrzymały go testowo, i ja nawet w kulawym oku telefonowego aparatu widziałam efekt jaki zrobił na ich twarzach. Glow w najlepszym tego słowa znaczeniu, realny efekt tafli i takiej wiecie, azjatycko rozświetlonej, mokrej skóry. Ja jako full coverage person zdecydowanie czuję się skuszona dodaniem swojemu licu nieco zdrowia (bo po co zacząć pić rozsądną ilość wody i jeść śniadania?) – i na pewno gdy w końcu zużyję obecnie pootwierane kremy – kupuję. LINK

Tak wygląda moja nieco chaotyczna wishlista – same widzicie, że sporo się tu dzieje. Jeśli coś z wymienionych przeze mnie przedmiotów posiadacie, macie na ich temat jakieś przemyślenia, uwagi czy rady – wszystko chętnie przyjmę. Dajcie znać!