Po ostatnim głosowaniu u mnie na Instagramie, gdzie zapytałam, czy interesuje Was moja opinia o bransoletce Pandora zdecydowałyście, że tak – dlatego dziś właśnie przyjrzymy się temu osławionemu kawałkowi srebra, zdobionego naręczem urokliwych zawieszek. Od razu zaznaczam, że po pierwsze – przemyślenia są raczej głównie moje, choć wzięłam pod uwagę Wasze komentarze, a wpis dotyczy egzemplarza zakupionego przeze mnie dla mnie i wyposażonego w charmsy również dokupowane w ciągu kilku ostatnich miesięcy. Będę też ciekawa Waszych wrażeń i spostrzeżeń, chętnie więc przeczytam je pod tym wpisem – bo jak wiadomo, wrażenia każdy ma inne, doświadczenia również. A więc do rzeczy.

Bransoletka Pandora: cena i czy to się opłaca?

Może zacznę od dość oczywistego według mnie sformułowania, że właściwie zakup biżuterii rzadko kiedy w ogóle jakoś specjalnie się “opłaca”, chyba że z założenia mają to być klejnoty rodowe, które z biegiem lat nabiorą szczególnej wartości. Biżuteria to biżuteria, w jakimś sensie jest to po prostu zachcianka i kaprys, w żadnym wypadku nie niezbędny do życia. Wiem, co macie na myśli – że Pandora to po prostu (przeważnie) kawałek srebrnej bransoletki ze znacznie zawyżoną ceną. I ja się zgodzę, że podobne bransoletki można znaleźć taniej (teraz nawet w Yes czy w Aparcie można chyba trafić łudząco podobne, nie wspominając o nie sieciowych salonach jubilerskich). O ile sama, klasyczna bransoletka (nie mówię ani o tej najcieńszej, Essence, ani o tej sztywnej) ma dla mnie cenę racjonalną – też różną w zależności zwłaszcza od zapięcia, tak zgodzę się, że to co słusznie budzi kontrowersje, to cena charmsów, czyli zawieszek. A wiadomo – Pandora bez zawieszek, to jak… McFlurry bez polewy. Czyli bez sensu. Ale do cen charmsów jeszcze przejdziemy.

Kolekcjonować, czy kompletować od razu?

To taka kwestia, która jest w moim mniemaniu istotna, i ma realny wpływ na to jak postrzegamy zakup Pandory. Jestem zdania, że przede wszystkim – róbcie jak macie ochotę, ale według mnie idea Pandory jest taka, aby była to swego rodzaju klisza gromadząca charmsy jako punkty kolejnych okazji, czyli urodziny, rocznice, ślub, ważny zakup i tak dalej. Takie podejście sprawia, że nawet ceny charmsów nie wydają się aż tak szalone, bo czym innym jest zakup takiego raz na kilka miesięcy, a czym innym – hurtowe zgarnięcie około 15, a tyle mniej więcej średnio się ich na takiej bransoletce zmieści. Ja działam pośrednio – na dobry początek kliknęłam kilka podstawowych zawieszek, zwłaszcza że o ile średnio (w zależności od materiału z jakiego są wykonane) kosztują między 100 a 200zł, a z racji wyprzedaży, za niektóre zapłaciłam tylko 40-60zł. Najdroższy zakup stanowiło… serce z psią łapką. Same rozumiecie, jeśli śledzicie mnie na Instagramie i też należy do Team Piesława ;). Na chwilę obecną odkąd bransoletka trafiła do mnie w grudniu, zgromadziłam 6 charmsów i z kolejnymi chcę teraz trochę zaczekać, chociaż mam już w planach myszkę Minnie. Jakby co, to Dzień Kobiet już w marcu, urodziny mam w kwietniu, a i Dzień Sprzątania Biurka uważam za święto godne celebrowania! Jeszcze informacja techniczna co do zakupów: kupowałam elementy Pandory i stacjonarnie w salonie, i przez internet – w obu przypadkach otrzymujecie je pięknie zapakowane, w takiej odświętnej oprawie, a przesyłka zamówiona online dociera z centrali w Holandii, ale dzieje się to ekspresowo.

 

Jakość bransoletki Pandora: wady i zalety

To, co przewijało się dość zauważalnie w Waszych komentarzach apropo Pandory,  to to, że ta bransoletka się rozciąga. W momencie zakupu dobieramy rozmiar tak, by dość ściśle przylegała do obwodu nadgarstka, ale z racji splotu typu linka, podobno właśnie odrobinę zwiększa obwód. W moim przypadku jak narazie kompletnie tego nie zauważyłam, wręcz przeciwnie – z kompletem charmsów przylega na tyle, że pozostaje nieruchomo na swoim miejscu.

Ze względu na wspomniany wyżej splot bransoletki, ma ona tę przykrą skłonność do tego, aby lekko szczypać. Zdarza się, że wkręci się w nią jakiś drobny włosek i wtedy można poczuć charakterystyczne ukłucie.

Jeszcze jednym minusem, choć takim trochę “na upartego”, może być fakt, że przy większym obciążeniu bransoletki – czyli gdy już zawiesimy na niej kilka charmsów – powstaje większe ryzyko, że się nam rozepnie. Z tego też powodu zaleca się dokupienie do bransoletki łańcuszka zabezpieczającego – taki łańcuszek to dwie wkręcane na przeciwległych końcach kulki, które przy potencjalnym otwarciu bransoletki po pierwsze zatrzymają ją na nadgarstku, a po drugie – nie ma już wówczas ryzyka, że zawieszki posypią się lawinowo jedna za drugą. Choć zapięcie trzyma z natury mocno, ja łańcuszek dokupiłam. Zdecydowałam się na absolutnie podstawowy, w cenie 159zł, ale jeśli macie ochotę i fantazję, to ich ceny sięgają nawet 1,499zł – wtedy mowa już o takim wykonanym ze złota.

Tym, o czym należy wspomnieć, jest jeszcze zjawisko naturalne, choć wskazywane często jako wada. Jeśli decydujemy się na najbardziej typową Pandorę, czyli srebrną, to ona sama, jak i zawieszki, z czasem po prostu lekko ciemnieją i tracą blask. Nie jest to dla mnie nic nadzwyczajnego, bo to akurat tyczy się każdej srebrnej biżuterii, poza tym – skórzane elementy w torebce LV też ciemnieją i nie odbiera im to uroku. Pielęgnacja i utrzymanie bransoletki to już po prostu kwestia indywidualna, a u mnie zbyt wcześnie by mówić o jakimś szczególnym zużyciu się elementów.

Zalety Pandory: co przemawia za jej zakupem?

Mam wrażenie, że zaczęłam trochę złowieszczo i sceptycznie, ale ostatecznie muszę przyznać, że ze swojej Pandory jestem zadowolona i z przyjemnością oddaję się temu specyficznemu zbieractwu. Po pierwsze, wybór charmsów jest ogromny – podoba mi się więc, że można pójść albo w konkretną symbolikę (psia łapa, halo!), albo w obiektywnie estetyczne elementy. Bransoletka może być bardzo zróżnicowanym zbiorem różności, lub spójną kompozycją utrzymaną w danej kolorystyce. Nosicie złoto? Wybierzcie złotą Pandorę, lub dobierzcie do srebrnej złoty łańcuszek czy charmsy. Chcecie ułatwić życie osobom, które kupują Wam prezenty? Kupcie Pandorę i zażyczcie sobie przy każdej stosownej okazji po prostu zawieszkę. Dla nich problem z głowy, dla Was  – prosty sposób na stopniowe powiększanie kolekcji.  Dla mnie, z racji przywiązywania dużej wagi do symboliki biżuterii, największą zaletą Pandory jest przekucie jej w kliszę wspomnień i symboli, lepszą niż np. bransoletka Lilou – posiadam ich kilka i w efekcie trzymam w szkatułce, bo sznurki jak i blaszki są dziś tak sponiewierane, że obawiałabym się że nie przetrwają tak długo, jak bym sobie tego życzyła.

Podsumowując – bransoletka Pandory to ostatecznie tylko kawałek biżuterii, ale wyjątkowo wdzięczny i ciekawy. Nie należy do najtańszych, ale z racji na swoją koncepcję, możliwość personalizacji i edytowalność, pozostaje wciąż fajnym i niepowtarzalnym rodzajem ozdoby.

Dajcie znać, czy jesteście posiadaczkami słynnej bransoletki, jak podchodzicie do kwestii zbierania charmsów i czy macie jakieś problemy, przemyślenia lub tipy z nią związane.