Jakiś czas temu, w jedno z pierwszych w czerwcu, wtorkowych popołudni, miałam okazję z kilkunastoma dziewczynami z krakowskiej blogosfery spotkać się w wyjątkowo miłym otoczeniu. Spotkanie zainicjowane przez markę Element, czyli jedną z córek Elfa Pharm, było impulsem do porozmawiania o nowej linii kosmetyków, ale też do stworzenia własnej, indywidualnej kompozycji roślinnej i… nie ukrywajmy – zjedzenia wielu dobrych rzeczy. Dlatego dziś pokrótce kilka migawek z tego dnia, moje wrażenia po jakimś miesiącu stosowania Elementowych nowości a na końcu – przyjemny kod zniżkowy dla Was, więc zachęcam do dotrwania lub też… przeskoczenia właśnie tam.

Spotkanie zainspirowane było powstaniem nowej linii kosmetyków z trzema kluczowymi składnikami – filtratem śluzu ślimaka, odpowiednikiem jadu żmii i wyciągiem z kiełków rzeżuchy. Element stawia na odkrywanie, co realizuje poprzez dogłębne wykorzystanie nieoczywistych składników, które nawet niekoniecznie należą do egzotycznych czy rzadkich. No bo taka rzeżucha – to nie opuncja figowa czy osławiony kolagen, a jak się okazuje – ma niezwykłe właściwości nawilżające, które nie ustępują wcale bardziej osławionym komponentom.

W duchu odkrywania odbyło się nasze spotkanie, gdzie poza dyskusjami na temat kosmetyków, miałyśmy okazję skomponować własną kokedamę – czyli bezdoniczkową roślinę otuloną mchem. Moje dzieło możecie zobaczyć poniżej. Muszę przyznać, że takie pobabranie się w ziemi było miłą odmianą od ciągłego klepania w telefon – choć wszystkie zdecydowanie byłyśmy w swoim żywiole, otoczone roślinami i wszystkim co insta friendly w restauracji Orzo – i chętnie oraz bez cienia żenady oddawałyśmy się cykaniu zdjęć i snapowaniu. Cóż, taki klimat 😉

Ze spotkania, poza porcją wiedzy i dobrej energii, wyniosłam także trzy flagowe kosmetyki z nowych linii Element. Celowo zwlekałam z tym wpisem, żeby móc powiedzieć o nich coś więcej, niż tylko pierwsze wrażenie. Zwróćcie uwagę jednak, że jest ono wyjątkowo pozytywne już na etapie dobierania się do kosmetyków ukrytych w kartonowych opakowaniach – bo to właśnie wewnątrz nich kryją się całkiem wnikliwe analizy i porady odnośnie ich składników.

Kremowa pianka do mycia twarzy i oczu z filtratem śluzu ślimaka

Zaczynając mocnym wejściem, przyznam że pianki byłam z automatu najbardziej ciekawa. Lubię tę formę oczyszczania i po piance ECOlab byłam jak najbardziej pozytywnie i ochoczo do niej nastawiona. Przyjemna, lekka formuła, skład który nie przesusza skóry, a jednocześnie skutecznie domywa codzienny makijaż – pianka na dobre zagościła w mojej codziennej pielęgnacji. Jest bardzo wydajna, a skóra po jej zastosowaniu – miękka i zdecydowanie nie ściągnięta ani podrażniona. Radzi sobie ze zmyciem podkładu czy produktów do brwi, jedynie w przypadku oczu muszę dodatkowo wspomóc się płynem micelarnym. Polecam zwłaszcza posiadaczkom cer wrażliwych, dla których formuła tego musu będzie najbardziej delikatna.

Spray ochronny do włosów z filtrem UV i wyciągiem z kiełków rzeżuchy

Druga rzecz, która urzekła mnie innowacyjną formą już w swoim zamyśle. Powiedzcie – jak wiele drogeryjnych produktów z filtrem UV do włosów jesteście w stanie na codzień znaleźć? Tutaj dodatkowo, poza ochroną przed słońcem, mamy nawilżające i oczyszczające właściwości rzeżuchy, oraz – co nie bez znaczenia – cudowny zapach. Nie spodziewałam się tego po składnikach jakie znajdują się w środku, a jednak mgiełka pachnie bardzo świeżo i z powodzeniem mogłabym stosować ją jako mgiełkę… zapachową. Mgiełki używałam i po myciu na wilgotne włosy, i w ciągu dnia dla ujarzmienia włosów – dobra informacja jest taka, że nie obciąża włosów i nie zmusza nas do ich automatycznego mycia, można jej więc używać naprawdę często. Zdecydowanie must have w letniej kosmetyczce.

Tonik oczyszczający z odpowiednikiem jadu żmii

Ok, teraz szczerze. Zawsze pamiętacie o stosowaniu toniku w pielęgnacji? Ja bez bicia przyznaję, że mam dwie twarze. Jedna to ta, gdzie oczyszczam twarz w 17 etapach, a na koniec wklepuję tonik, serum i kładę pod oczy płatki hydrożelowe. Druga – gdy po pobieżnym przeciągnięciu chusteczką do demakijażu, padam na twarz. Gdy jednak pamiętam o toniku – a nowy kosmetyk na półce zawsze trochę mnie motywuje i poprawia nawyki pielęgnacyjne – z kilku które obecne mam, ten wybieram chętnie. Jad żmii – a w tym wypadku jego odpowiednik – ma zdolność redukcji zmarszczek mimicznych i zapobiegania skurczom mięśni, czyli po prostu wspomaga naturalne rozluźnienie skóry dla jej wygładzenia. Z praktycznego punktu widzenia, tonik ten ma konsystencję wody, skóra po nim nie jest lepka i świetnie chłonie krem. Jak wszystkie kosmetyki z serii, ma delikatny, bardzo przyjemny zapach.

Moje spotkanie z kosmetykami Element oceniam pozytywnie – dbałość o każdy detal pozwala mi wierzyć, że choć przystępne cenowo i wcale nie selektywne, ich formuły faktycznie są przemyślane, a składniki dobroczynne. Moja skóra i włosy zareagowały na nie bardzo dobrze, dlatego i Wam przy najbliższej okazji polecam przytulenie któregoś z nich. Jeśli miałybyście taką ochotę, to ode mnie dla Was – 25% zniżka na zakupy w sklepie Elfa Pharm, gdzie znajdziecie nie tylko produkty Element, ale też Vis Plantis, O’Herbal czy Bishojo, a to już moi stali ulubieńcy, zwłaszcza nowe, olejkowe żele pod prysznic czy kompletnie linie do mycia i pielęgnacji włosów. Częstujcie się, śmiało 🙂

Sklep – o tutaj: https://sklep.elfa-pharm.pl/pl/