Jestem pewna, że jeśli malujesz paznokcie, masz swoje dwie grupy kolorów. Drużyna numer jeden to te ukochane – bezpieczne, ulubione, w których dobrze się czujesz, uzupełniają Cię idealnie i są świetnym dopełnieniem niezależnie od okazji i momentu. U mnie to nudziaki, czerwienie, róże, plus czerń. I jest jeszcze druga grupa, z którą jest pewien problem. Są piękne, zachwycasz się nimi w buteleczkach, ale gdy odważysz się w końcu na zmianę i poświęcisz czas na manicure, od razu masz wrażenie, że coś jest nie tak i najchętniej sięgnęłabyś po zbliżający się już do dna stary, ukochany lakier. Podpisujesz się pod tym? Ja też, dlatego dziś kilka słów o tym, jak oswoić takie problematyczne odcienie. A więc… jak nosić wyraziste kolory na paznokciach?

1. Na luzie

Wiem, że może to brzmi dość lakonicznie, ale często to właśnie nasze utarte przekonania, nierzadko dalekie od rzeczywistości, powodują nasz osobisty dyskomfort. Ma się to tak samo do ubrań. Jakiś czas temu pokazałam Wam na Instagramie moje jasne, dziurawe boyfriendy w rozmiarze – o zgrozo! – 42. Dostałam kilka wiadomości odnośnie tego, że bardzo się Wam podobają, ale w tym rozmiarze nie chcecie ich nosić, bo wyglądałybyście bardzo ciężko i czekacie z tym aż schudniecie do, dajmy na to, 38. A ja pytam – po co? Ostatecznie, ten “ogroooomny” tyłek razić będzie przecież nie Was, nawet jeśli macie oczy dookoła głowy. Ale my kobiety tak właśnie mamy – zwykle boli nas coś, co w ogóle nie jest zasadne. Dlatego jeśli na codzień nosisz blady róż, ale tak bardzo podoba Ci się intensywny, morski turkus – to po prostu pomaluj sobie nim te paznokcie i nie myśl o tym w kółko. Kolor jest piękny, prawda? No więc na pewno obecność na Twoich dłoniach nie ujmuje mu urody.

2. Na stopach

To mój osobisty patent oswajania kolorów. Wiadomo, tak na chłopski rozum – po pierwsze w razie czego możemy ten kolor schować w skarpetkach, a po drugie – palcami u rąk machamy sobie w kółko w zasięgu wzroku, więc może to być przytłaczające. A na stopach – każdy szalony błękit, pastelowy banan czy soczysta limonka odnajdą się z powodzeniem.

3. Na krótko

Może tak być, że szalony, prawie neonowy błękit wypadnie nieco inaczej w wersji długich, spiczastych szponów, a inaczej na krótko opiłowanych migdałkach. To, co w pierwszym wypadku może (ale nie musi – to zależy od Ciebie) sprawiać wyzywające i trochę przerysowane wrażenie, w drugim będzie wyglądać schludnie i elegancko. Tak samo jest zresztą z moim ulubionym czarnym kolorem. Zobacz – na bardzo krótkich paznokciach, z minimalistyczną biżuterią i do białej koszuli będzie mega elegancki. Na długich, ozdobionych pierścionkami lub dekoracyjnym motywem poza samym kolorem – stanie się szykowny i znacznie bardziej wyrazisty. Wszystko jest kwestią perspektywy, ale jeśli wahasz się czy zmalować sobie te wściekle fioletowe paznokcie – może po prostu zacznij od krótszych.

4. W dwupaku

Malowanie paznokci różnymi kolorami w jednym manicure to nic odkrywczego, ale w tym wypadku to też metoda. Kilka odcieni błękitu, albo wyrazisty róż przełamany jasną wanilią – czasem w takich połączeniach dany odcień nabiera nowego wyrazu. Możesz też użyć swojego bezpiecznego odcienia, ale zaakcentować ten “nowy” na przykład na palcu serdecznym – wilk syty, owca cała – a kolor oswojony.

5. Na colorblocking

Na pewno znasz to określenie, ale jeśli nie – to spieszę z wyjaśnieniem. Color blocking rządzi od dobrych kilku sezonów, a polega na śmiałym zestawianiu ze sobą potencjalnie różnych, mocnych odcieni. Przykład – różowy garnitur plus turkusowe paznokcie. Albo żółta bluzka i fioletowe paznokcie. Co jest ważne – najlepiej, gdy kolory występują w niczym niezmąconej postaci, czyli już bez dodatkowych wzorów, ozdób i printów. To samo tyczy się paznokci – intensywny kolor na nich wyda Ci się z pewnością mniej dominujący, gdy będzie mu wtórował równie mocny odcień na ubraniu.

To by było na tyle, jeśli chodzi o moje rady w tej kwestii – sama często mam ten problem i tuż po zmalowaniu na paznokciach czegoś nietypowego, mam ochotę natychmiast to ściągać. Warto wtedy przypomnieć sobie którąś z tych zasad i… przełamać się, by odkryć coś nowego 🙂