Sezonowe kolekcje Catrice i Essence to jedne z ciekawszych, drogeryjnych nowości każdej wiosny i jesieni. Zwykle w szafach znaleźć możemy więcej niż tylko kolejny tusz czy pomadkę, bo marki stawiają mocno na zupełnie nowe formuły czy kolorystykę inną niż typowa. Dzisiaj rzucam więc okiem na najciekawsze premiery na jesień – a są perełki, i wy też już o tym wiecie (tusz, tusz!).

Nowości Catrice

Baza Prime and Fine: Poreless Blur (20,99zł)

Zmiękczająca, wygładzająca baza o piankowej konsystencji. Formułą ekstremalnie przypomina mi… Benefitową bazę Porefection. Nie jest śliska i silikonowa, raczej puszysta i bliżej jej do musu. Płaska tubka to mój ulubiony rodzaj opakowania na taki kosmetyk, bo łatwo się dozuje jest higieniczna. Pod podkładem zapewnia gładszą, wyrównaną cerę na której wszystko lepiej się trzyma i wygląda lepiej. Bazy Catrice w sumie nigdy mnie nie zawiodły, jeśli więc szukacie czegoś delikatnie wygładzającego i zmiękczającego rysy – godna uwagi.

Baza Catrice Goodbye Pores

Lakier do paznokci #PeelOff Glam (14,99zł)

Myślę, że w czasach hybrydowej rewolucji niewiele z nas sięga po klasyczne lakiery, ale w przypadku tak intensywnie brokatowych, najeżonych drobinami wariantów – propozycja Catrice może mieć sens. Cały trik polega na tym, że lakier po klasycznej aplikacji i zaschnięciu, możemy najzwyczajniej w świecie… zdjąć bez użycia zmywacza. Brzmi to jak idealna opcja na weekend/imprezę, bo często z uwagi na codzienne obowiązki nie możemy pozwolić sobie na paradowanie w brokatowych paznokciach na codzień. Odcienie są przepiękne, i mogą być świetnym akcentem do stonowanego mani. Formuła jest gęsta, więc paznokieć w pełni pokrywa się nam brokatową taflą.

Catrice Peel off Glam

Paleta kremowych rozświetlaczy Glowdoscope (16,99zł)

Coś dla wielbicielek rozświetlania w wielu wymiarach, w tym – tych chłodniejszych i odrobinę bardziej kosmicznych. Paletka kremowych rozświetlaczy, które na skórze dają nie tak mokre, bardziej pudrowe wykończenie. Odcienie balansują między srebrem, różem i pistacją, zatem ja przy mojej ciepłej i dość opalonej skórze nie ryzykowałam z ich aplikacją – ale dla osób o urodzie bardziej skandynawskiej  – może to być ciekawa sprawa.

Glowdoscope Catrice

Paleta cieni do powiek: the Glitterizer mix’n’match (28,99zł)

No, to w kwestii palet jest dosyć ekstrawagancka propozycja i chyba powinna poczekać raczej na karnawał. Kompaktowa paleta zawiera dwa ciemne odcienie bazowe o matowym i błyszczącym wykończeniu, cztery brokatowe i dwa topy o holograficznym wykończeniu. Jest niewielka, więc na kolorowe eksperymenty – ciekawa. Cienie z Catrice nie są złe i w tej cenie, jeśli kolorystyka przypadnie Wam do gustu – można szaleć.

Glitterizer Catrice

Cień do powiek w sztyfcie: Eyeshadow Stix (18,99zł)

Kolejna odsłona metalicznych cieni od Catrice – w letniej edycji dostępne były w postaci błyszczykopodobnej, z gąbeczkowym aplikatorem. Tym razem – mamy sztyf o trójkątnym kształcie. Kolorystyka – szampańska, róż, miedź, złoto. Kosmetyk ma być wodo i potoodporny i co do tego – muszę się zgodzić. Jeśli lubicie porcję błysku na powiece, to to jest wygodna i trwała opcja – wystarczy pacnąć trochę na powiekę, gdzie po zastygnięciu zostaje na swoim miejscu.

Catrice Stix

Róż Blush Box (14,99zł)

Kompaktowy, prasowany róż o jedwabistej formule, która dodatkowo jest wodoodporna. Zwykle poza kolorem i konsystencją, nie zwracam uwagi na takie cechy akurat przy różach  – ale jeśli ma to pomóc z jego trwałością, to czemu nie. Mój odcień to 020 Glistening Pink i jest to odcień klasycznego, delikatnie brzoskwiniowego różu. Opakowanie nie ma lusterka ani żadnego aplikatora, ale za to jest niewielkie i poręczne, więc może to być idealny róż do wrzucenia do torebki.

Catrice róz

Puder rozświetlający Arctic Glow (20,99zł) i pomadka Charming Fairy Lip Glow (20,99zł)

Kolejne propozycje raczej dla nimf lub osób o alabastrowej cerze 🙂 czyli opalizujący, wypiekany puder rozświetlający z dodatkiem białego, srebrnego i fioletowego pigmentu i pomadka, która przybywa do nas z przyszłości – jej liliowa z natury formuła reaguje na pH ust i barwi je na indywidualny odcień różu. Raczej ciekawostki, ale na pewno jest to coś kreatywnego.

Maskara do brwi Brow Colorist Semi-Permanent (15,99zł)

Jedna z ciekawszych dla mnie propozycji – bo zawsze na produkty do brwi czekam najbardziej. Ta naprawdę niewielka maskara z miniaturową, delikatną szczoteczką to ciekawostka, bo nie tylko natychmiastowo zapewnia żelowe utrwalenie na brwiach, ale też stosowana regularnie – przyciemnia je na dany kolor. W sam raz dla posiadaczek jasnych włosków, dla tych z Was które potrzebują wyraźnego przyciemnienia może być za delikatna. Odcień 020 Medium to przyjemny, średni brąz który nie jest ani zbyt rudy, ani też szary.

Catrice brow color

Maskara The Little Black One Volume (18,99zł)

No i mamy – kosmetyk, który zdążył dobrze namieszać na długo przed tym wpisem. Na Instagramie pokazałam Wam efekt, jaki uzyskałam z pomocą tego tuszu (używam wersji wodoodpornej) i wiem, że rozpoczął się na ten tusz niemały szał. Nic dziwnego – ja też z miejsca pokochałam w sam raz mokrą (nie chlapiącą) formułę, miniaturową, ale świetnie wyprofilowaną szczoteczkę i to, jak wiele z własnych, średnich rzęs potrafi wyciągnąć ten tusz. Rzęsy są wzorowo rozdzielone, maksymalnie wydłużone i po prostu super. Akurat objętość, w sensie pogrubienia, jest dla mnie wątpliwa, ale objętość w sensie podwojenia ilości rzęs – to fakt. Zdecydowanie faworyt w nowej kolekcji.

Maskara The Little Black One Volume

Nowości Essence

Baza Prime + Studio Mattifying + Pore Minimizing (15,49zł)

Zaczynając od podstaw – rzut okiem na bazę, zamkniętą w obiecującej, matowej tubce o intrygującym, szarym zabarwieniu. Całkiem słusznie, bo w środku kryje się również szara, piankowa w konsystencji baza, a to za sprawą obecnej w składzie czarnej glinki. Baza ma delikatnie matowić i zwężać pory – co też czyni, ale efekt jest bardzo delikatny, nie ma więc mowy o ściągnięciu czy napięciu skóry.

Baza Prime + Studio Mattifying + Pore Minimizing

Podkład w płynie #InstaPerfect (19,99zł) + korektor Camouflage + Matt (11,99zł)

Podkład proponowany przez Essence został już okrzyknięty odpowiednikiem MAC Face&Body, a to zapewne skojarzenie spowodowane opakowaniem (miękka, plastikowa butelka) i dość płynną formułą. Nie jest to jednak lekki i delikatny podkład, ponieważ mimo rzadkiej konsystencji, jest on wodoodporny i dość mocno kryjący, co można budować dozując po kolei jego krople. Dostępny w zaledwie 4 odcieniach, ale dość twarzowych – mój nr 30 (funny ivory) choć dla mnie za jasny, ucieszył mnie słoneczną, beżową kolorystyką.

Korektor – kamuflaż to kolejne wcielenie tego produktu w gamie Essence, bo podobny już wcześniej się tam znajdował. Ta wersja jest ekstremalnie kryjąca – producent obiecuje nawet kamuflowanie tatuażu, a dwa dostępne odcienie – łudząco zbliżone do kolorystyki słynnych korektorów Catrice. 10 jest porcelanowa, jasna i chłodna, 20 – odrobinę cieplejsza, ale wciąż jasna i słoneczna. Wystarczy odrobina, by zakryć zasinienia czy przebarwienia i to fakt. Ze względu na matującą formułę, lepiej poprzedzić aplikację pod oczami mocniej nawilżającym kremem, bo tam po jakimś czasie może to wyglądać różnie.

Essence Insta Perfect Camouflage

Eye & Face Palette – Too Glam to give a damn (29,99zł)

Kolorowa wariacja do makijażu twarzy i oka od Essence to chyba spóźniony wyraz sentymenty do sezonu festiwalowego – chociaż nie brakuje w niej bordowych, jesiennych akcentów. 8 cieni o połyskliwym i matowym wykończeniu + róż, to zawartość tej pięknej estetycznie palety (urocze opakowanie z lusterkiem), która może kusić, jeśli nie przeszkadza nam spora porcja błysku. Pigmentacja nie powala, ale prawa strona palety prezentuje się naprawdę ładnie pod względem kolorystyki.

Essence too glam to give a damn

Go for the glow: highlighter palette (26,99zł)

Ciepła paleta holograficznych rozświetlaczy od Essence to przepiękna propozycja dla wielbicielek mocnego efektu błysku na policzkach. Złoto, intensywny i blady róż to kombinacja którą można stosować solo, lub mieszać. Dużym, puchatym pędzlem pozwoli powlec skórę lekką warstwą błysku, a wpracowana mocniej w konkretne obszary – nawet uzyskać intensywne plamy koloru. Plus za kompaktowe opakowanie z lusterkiem, które także mieni się holo różem i złotem.

Essence go for the glow

Essence go for the glow

Trzy nowości do ust: pomadka w płynie Color Boost Mad About Matte Liquid Lipstick (11,99zł), pomadka Velvet Matte (9,99zł) i Melted Chrome (11,99zł)

Trzy różne nowości do ust – trzy bardzo ciekawe propozycje. Płynna pomadka w tubce, o gęstej konsystencji, która po zastygnięciu tworzy półmatową, trochę pudrową warstwę – jest przyjemna, bo daleko jej do tępych i bolesnych na ustach matów. Trwałością nie grzeszy, ale przy odpowiednim przygotowaniu ust – może wyglądać zdrowo, a kolor jest intensywny.

Matowa pomadka w klasycznej formie sztyftu zachwyca na dzień dobry kolorem – unredsistible to szalenie intensywna czerwień z kroplą różu, co daje bardzo żywy i intensywny efekt. Ten mat nie jest również zastygający na mur beton, ale na ustach nie ma błysku, za to pigmentacja i kolor – mega intensywne. Pozostałe odcienie tej pomadki również są piękne, zwłaszcza brudne róże.

Melted chrome to największe szaleństwo – wodoodporna formuła i ta kolorystyka sprawiają, że to nie będzie mój ulubiony dzienniak, ale jeśli lubicie efekt opalizującego koloru – to nasycenie koloru i pigment nie pozostawiają wiele do życzenia. Precyzyjny aplikator pozwala uzyskać pełny i bogaty makijaż ust.

Essence color boost melted chrome

To już wszystko w kwestii nowości Catrice i Essence na nadchodzący sezon.

Dajcie znać, czy coś Wam się spodobało – tusz Catrice polecam z całego serca, reszta to wciąż dla mnie faza testów i jeśli znajdzie się wśród tych propozycji równie dobry ulubieniec – będę Wam dawać znać.

Zachęcam do śledzenia mnie na Instagramie i Facebooku,
bo tam dzieje się najwięcej.