Ten wpis mógł potoczyć się bardzo różnie. Gdy dowiedziałam się, że Semilac lada moment wypuści do sprzedaży kryjące podkłady, poczułam autentyczny stres, jak przed egzaminem. Czemu? Podkłady to dla mnie ukochany rodzaj kosmetyków, przewinęło mi się ich przez ręce setki, a ja sama mam wobec nich wysokie wymagania. Dlaczego? Wbrew powszechnej wśród Was opinii, że moja cera jest idealna, poniżej możecie przekonać się że tak nie jest, a potrzeb ma całkiem sporo. Tym bardziej z niekłamaną przyjemnością zapraszam Was do zapoznania się z wynikami testów poniżej – gdzie dowiecie się wszystkiego o właściwościach, trwałości i moich wrażeniach apropo tych kosmetycznych nowości.

Na wstępie kilka informacji technicznych. Podkłady Semilac dostępne są obecnie w 5 wersjach kolorystycznych, zamknięte są w szklanych słoiczkach z pompką, a pojemność wynosi klasyczne 30ml. Cechy kluczowe podkładów to bardzo dobre, deklarowane przez producenta krycie, półmatowe wykończenie, trwałość i adaptacja do koloru cery. Tyle z obietnic, ale jak wiadomo, najwięcej prawdy wychodzi na wierzch podczas praktyki 🙂

podkłady Semilac

Odcienie podkładów Semilac to:

Odcienie możecie zobaczyć kolejno od dołu, ku górze. Dwa najjaśniejsze kolory są naprawdę jasne, porcelanowe, nie dopatrzyłam się w nich żadnej różowej tonacji. Środkowa 30 jest pięknie oliwkowa, a dwa krańcowe – ciemne, ale na poziomie idealnym do letniej opalenizny, wciąż utrzymując przy tym przyjemną i naturalną tonację.

podkłady Semilac

Opakowanie i konsystencja

Pompka w którą wyposażone są podkłady, dozuje sporą ilość produktu na raz. Konsystencja, jaką otrzymujemy zdecydowanie bardziej przypomina krem niż typowy, lejący fluid. Dla mnie to akurat dobrze – nic nie spływa, nie ścieka, lubię taką formułę w podkładach. Jeśli chodzi o buteleczki, to matowe szkło prezentuje się elegancko i schludnie, pompka się nie zacina i umożliwia dozowanie mniejszej ilości podkładu w razie takiej potrzeby. Jedynie plastikowe wieczko trzyma się na pompce dość delikatnie, i może zdarzyć się tak, że gdzieś się zawieruszy, zwłaszcza wrzucone luzem do kosmetyczki.

Właściwości podkładu – krycie, formuła, wydajność

Gwóźdź programu, czyli jak to się właściwie sprawdza? Nie ukrywam, że w podkładach szukam przede wszystkim dwóch cech: krycia i tonacji, która dobrze wygląda z moją oliwkową cerą, w której dominuje żółty pigment. Do dziś znalezienie podkładów tego typu stanowi karkołomne zajęcie i zwykle wymusza kompromis na rzecz jednego lub drugiego. W przypadku podkładu Semilac, już po aplikacji na linię żuchwy i kilku ruchach gąbką (aplikowałam podkład klasycznym Beautyblenderem) wiedziałam, że obietnica krycia nie jest tu tylko bezpodstawnym chwytem. Kremowa konsystencja pięknie odbijała się raz koło razu wraz z gąbeczką, pokrywając skórę cienką, ale w pełni kryjącą taflą. Uwielbiam to w podkładach, gdy faktycznie kolejne przyłożenia gąbki/pędzla dokładają kolor i go budują, a nie mażą i ślizgają się bez sensu. Wykończenie podkładu określone jest jako półmatowe i to w zasadzie definicja w punkt – już po chwili zastyga na twarzy, ale nie do etapu suchego cementu – nawet na lekkim, żelowym kremie, jest to wykończenie pozostające w miejscu, nie wymagające pudru, ale i nie podkreślające zmarszczek czy suchych skórek. Jestem nim, podobnie jak i kryciem, szczerze zachwycona. Muszę też wspomnieć o funkcji dostosowania do koloru cery. Ja, sięgając po odcień 30, mimo że wydawał mi się ciut za ciemny, uzyskałam naprawdę spójną linię makijażu, który nie odcinał się w żadnym miejscu i po spojrzeniu w lusterko z większej odległości – kompletnie nie rzucał się w oczy. Podkład wygląda naturalnie, skóra jest przepięknie wyrównana i ujednolicona. To nie jest błyszczący krem BB gdzie prześwitują naczynka czy piegi – nie nie. Jeśli jednak zależy Wam, tak jak mnie, na efekcie idealnego płótna na którym bez problemu zbudujecie makijaż różem, bronzerem czy rozświetlaczem – to właśnie to. Zresztą… zobaczcie same, chociaż uprzedzam – aby pokazać Wam jak najdokładniej, z czym podkład musiał się u mnie zmierzyć, pokusiłam się o spore zbliżenia i ujęcia twarzy kompletnie bez niczego.

Na moim policzku widzicie swatche nr 20 i 30, a oprócz tego… naczynka i liczne czerwone ślady.

podkłady Semilac

podkłady Semilac

… i efekt po skończonej aplikacji, uzupełnionej o puder transparentny Semilac (z moją mieszaną cerą lubię delikatnie przypudrować całość) i duetem brązująco rozświetlającym, o którym przeczytacie dalej.

podkłady Semilac

podkłady Semilac

Zwracam Waszą uwagę na to, jak podkład poradził sobie z zaczerwienieniami na brodzie, naczynkami na policzkach i w skrzydełkach nosa. Nigdzie się przy tym nie zebrał, nie zważył ani – mimo dokładania 2, 3 punktowych warstw – nie wygląda ciężko. Cóż mogę dodać… w kwestii edycji i podejrzeń o podkręcanie efektu finalnego – spójrzcie na prześwitujące na linii żuchwy pieprzyki, które również pokryte są kolorem i schowane pod podkładem 🙂 PS. Na ustach u mnie matowa pomadka również Semilac – Indian Roses

podklad Semilac

Podkład testowałam przez 5 dni, codziennie aplikując go na inny krem, codziennie sięgając po gąbkę lub pędzel typu flat top. W każdym przypadku wykończenie było podobne, trwałość również – nie ma obaw o ścieranie się go przez potarcie szalikiem czy podparcie dłonią, generalnie bez większych problemów wytrzymuje te 8-10h. U mnie po tym czasie wyświeca się nos i czoło, ale to dzieje się po prostu zawsze. Używałam głównie odcienia 30, ale jak wspomniałam – posiadaczki bardziej bladego lica powinny czym prędzej zwrócić uwagę na pierwszy i drugi numer z kolekcji, bo to co jest ważne, to to, że te odcienie naprawdę są jasne, a do tego nie utleniają się ani trochę. Można? Można.

Podkład dostępny jest już w sprzedaży online oraz w punktach stacjonarnych, a z okazji premiery do zakupów otrzymacie także czekoladę Semilac 🙂 której wspomnienie możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej – pochłonęłam ją w całości od razu. Przy okazji wspomnę Wam jeszcze o drugiej nowości która pojawia się równolegle z podkładami, a którą właśnie inspirowany jest kształt czekoladki. Mowa o duo bronzer-róż w dwóch wersjach kolorystycznych. Te maluchy narazie testuję, ale powiem jedno – niebezpiecznie intensywny pigment i dwie tonacje (ciepła, chłodna) to dobry kierunek do sukcesu. Miejcie je na uwadze 🙂

Jestem niezmiernie ciekawa, jak oceniacie efekt finalny i wygląd podkładu na mnie – no i czy Wasze przekonanie o nieskazitelności mojej cery legło w gruzach… 🙂 dajcie znać, co sądzicie o odcieniach i jak Wasze ogólne wrażenia w temacie tych podkładów. Planujecie testy?