Być może sięgnięcie po czerwień na Walentynki nie jest – jakby to ujęła Meryl Streep w Diabeł ubiera się u Prady – “groundbreaking”, ale jest na pewno dobrym i sprawdzonym pomysłem. Jednocześnie – nie tak łatwym do zrealizowania, z kilku powodów. Dopasowanie odcienia pomadki i lakieru to jedno, a wybór takiej formuły która pozwoli nie przejmować się trwałością i nieskazitelnym wyglądem przez dobrych kilka godzin – to drugie. Dlatego dziś przybywam, aby zainspirować Was idealnie dobranym duetem od Semilac, który sprawdzi się nie tylko w Walentynki, ale zawsze, gdy będziecie chciały zachwycić eleganckim i klasycznym lookiem. Przygotujcie się na dużo czerwieni!

Myślę, że nie rozpętam burzy stwierdzając, że z noszeniem czerwieni ciągle jeszcze mamy problem. Na paznokciach jest łatwiej – to klasyka, która wypada odpowiednio i zimą (świąteczny klimat) i latem – energetyczna, podkręca odcień opalonej skóry i lubi się z wyższymi temperaturami. Ale czerwień na ustach… ciągle jeszcze kojarzy się z ekstrawagancją, bywa krzykliwa i kłopotliwa technicznie. Nieodpowiedni odcień czerwieni może niekorzystnie wpłynąć na optyczny odbiór bieli naszych zębów, a kiepska formuła takiej pomadki – wyglądać niechlujnie i przez brak trwałości – bardzo nieestetycznie już wkrótce po aplikacji. Dlatego jeśli chodzi o tak wyraziste kolory, nie lubimy ryzykować. Pamiętam te porady z kobiecych czasopism, żeby usta pokryć podkładem, upudrować, obrysować konturówką i dopiero, z odpowiednią temu czcią, pokryć je pomadką nabierając ją wcześniej na pędzelek. No dziękuję, to ja już wolę te moje nudziaki! Dlatego…

Semilac 039 Sexy Red – matowa pomadka w płynie

O tym, że matowe pomadki Semilac to wyjątkowo udane formuły pisałam Wam już kiedyś TUTAJ.   Nic się nie zmieniło – nadal uwielbiam je za intensywny pigment, wygodny aplikator pozwalający na dokładny obrus konturu ust i trwałość, która mimo wszystko nie powoduje suchej i cementowej powłoki. Jeśli chodzi o odcień wymarzonej czerwieni, Sexy Red jest tym idealnym, wyważonym rodzajem czerwieni między jaskrawą, londyńską budką telefoniczną, a soczystym bordo. Dzięki temu, że ta czerwień jest stosunkowo jasna, dodaje cerze świeżości, a nie postarza (tak jak często robią to odcienie zbyt ciemne, lub z nadmiarem pomarańczowego pigmentu). Na mojej oliwkowej cerze wygląda tak, jak na zdjęciach, ale będzie miała jeszcze inny wyraz na cerach porcelanowych lub po prostu jaśniejszych. No i jeśli Wasza wizja walentynkowej randki obejmuje duże ilości jedzenia (ekhm) to nie musicie się martwić – ta pomadka przetrwała u mnie solidną porcję carbonary i wyjadane do ostatniego okruszka tiramisu. Pamiętajcie tylko, aby nałożyć pomadkę na wcześniej potraktowane peelingiem i nawilżone – ale nie tłuste! usta.

Semilac 231 Girl On Fire – optymalna czerwień na paznokciach

To nowa czerwień w ofercie Semilac, która charakteryzuje się czystą, pozbawioną pomarańczu czy różu tonacją. Jeśli więc myślałyście, że macie w swojej kolekcji czerwony lakier – to tego na pewno Wam brakuje. Jest trochę retro, ma wiele klasy i dobrze współgra z odcieniem skóry. To kolor na tyle ładny, że szczerze mówiąc nie miałam ochoty wplatać w niego żadnych zdobień – najpiękniej wygląda solo, na zadbanych paznokciach. Skoro jednak obecnie mam dość krótką płytkę, skusiłam się na przełamanie tej czerwieni na palcu serdecznym kremową bielą (155 Ivory Cream), na którym prosty rysunek serc wykonałam za pomocą stempla.

PS. Czerwone usta i paznokcie nie wymagają już wielu dodatków – wspomnę nim zapytacie, że pełne krycie to zasługa podkładu Semilac (pisałam o nim TUTAJ), a oko podkreśliłam nowym tuszem też od Semilaca – Flirty Look, który wart jest uwagi jeśli lubicie te z niewielką i precyzyjną, silikonową szczoteczką.

Dajcie znać, czy czerwień często gości

w Waszym makijażu i manicure

i jak podoba Wam się właśnie w tej odsłonie.