Zbierałam się do tego wpisu, oj zbierałam. Mam dziś do opowiedzenia o produkcie, który zmienił moje życie bardziej niż jakikolwiek krem, czy paleta cieni. Od lutego jestem (prze)szczęśliwą posiadaczką tego małego cudaka i … dziś chcę Wam pokrótce przybliżyć, jak to się stało i co właściwie to u mnie zmieniło – a naprawdę sporo. Wszystkie sfrustrowane panie domu, te które kochają, jak i te, które nie znoszą prać i prasować – zapraszam dalej :).

Prolog: o co chodzi z tym praniem?

Po kolei – dla osób, które jakimś cudem nie wiedzą, pozwolę sobie nakreślić odrobinę tło całej sytuacji, bo jest ono istotne dla skali zdarzenia, jakim jest pojawienie się w moim mieszkaniu pralkosuszarki. Po pierwsze – ja naprawdę lubię prać. Jakkolwiek to brzmi – piorę często i gęsto, każde sprzątanie wieńczy u mnie nastawiona pralka, a chwile z żelazkiem i deską do prasowania, z odcinkiem Przyjaciół w tle to dla mnie sposób na całkiem mile spędzony czas. Pojawiają się jednak pewne zgrzyty. Po pierwsze – moja dotychczasowa pralka, o pojemności zawrotnych 5 kilogramów, wymagała co najmniej kilku cykli prania przy większych porządkach, a mimo mojej odwiecznej walki o ładnie pachnące pranie – coś w tej kwestii nie domagało. Jeśli śledzicie mnie na Instagramie, to kojarzycie zapewne moją plejadę płynów do płukania, perełek zapachowych i tego typu rzeczy. No i rzecz ostatnia, najbardziej chyba dotkliwa – w sezonie jesienno zimowym, czyli bez mała – przez ponad pół roku – suszenie to moja zmora. Myślicie, że przesadzam? To zwizualizujcie sobie ogromną, dwuskrzydłową suszarkę z praniem, rozstawioną niczym dumne tipi wodza plemienia, na środku… 35metrowego mieszkania. Z racji zagracenia i układu w nim panującego, to po prostu paraliż całej przestrzeni, w której ja funkcjonuję prawie cały czas, bo pracuję głównie w domu. Myślicie – suszenie w nocy, no jasne. Ale chyba wiecie, jak szybko i sprawnie schną na przykład jeansy lub grubsze swetry. U mnie potrafiło to dyndać i 3 dni, koniec końców nadal będąc wilgotne, o zapachu nie wspomnę. No i tak zaczęło się intensywne rozmyślanie o suszarce, gdy więc pojawiła się propozycja, aby sprawdzić nowy model Electrolux… nie wahałam się nawet pięciu minut.

Pralko-suszarka: dla kogo i czy warto?

Od ogółu do szczegółu rzecz biorąc, temat dzieli zainteresowanych na kilka obozów. Obóz pierwszy, to gorączkowi zwolennicy stosowania oddzielnie pralki i suszarki – i z nimi jestem w stanie się zgodzić: dysponując przestrzenią i budżetem, to rozsądne wyjście, bo zapewne całość działa wówczas najbardziej efektywnie, a i z praktycznego punktu widzenia – możemy jednocześnie prać i suszyć, co ma znaczenie na przykład w większej rodzinie. Obóz drugi, to zdecydowani przeciwnicy stosowania suszarek w jakiejkolwiek postaci – a że drogo, a że na pewno niszczą ubrania (tak jak zmywarki przecież tłuką talerze, prawda?), a że po co to komu. Pojawiają się często argumenty, że suszarki, a już pralko-suszarki na pewno, nie dosuszają do końca, a ubrania są tak czy siak pogniecione. No i obóz trzeci, czyli ten, do którego sama się zaliczałam – wiążący z tym sprzętem duże nadzieje i kompletnie bez stanowiska, jak to się sprawdzi. No i ja już wiem :).

Electrolux Perfect Care 900

Electrolux PerfectCare 900: pralko-suszarka w praktyce

Model, który przypadł mi do testów, to pralko-suszarka z serii 900 z pompą ciepła i systemami DelicateCare, SteamCare oraz SensiCare, która dostosowuje temperaturę i ruchy bębna do rodzaju pranej odzieży, ze specjalnymi programami do suszenia delikatnych tkanin. Uff, przyznam szczerze, że lista funkcji i możliwości tego sprzętu jest tak szeroka, że po prostu podlinkuję Wam stronę modelu TUTAJ, a sama skupię się na konkretach, które byłam w stanie zaobserwować w ciągu ponad miesiąca intensywnego używania.

Po pierwsze – pralka jest dwukrotnie większa od swojej poprzedniczki, co jest jakby technicznym plusem całej sytuacji i z miejsca wpływa na tempo pozbywania się stert zalegającego prania. Jestem człowiekiem, który całe życie stosował szybki program prania i to jest taki jeden, drobny minus który w tym modelu zauważam – brak typowego prania trwającego 20-30 minut. Ale coś za coś,  bo z kolei dzięki systemowi SensiCare, pralka sama waży i odmierza ilość ciuchów, dostosowując dany tryb prania. Cytat ze strony producenta stosowny w tej kwestii to:

Urządzenie PerfectCare 900 dostosowuje temperaturę i obroty bębna do rodzaju odzieży. Od mieszanych tkanin bawełnianych po syntetyki, a nawet tkaniny jedwabne, intuicyjny wybór trybów umożliwia włączenie opcji suszenia z każdym programem prania. Co więcej, urządzenie pozwala w ciągu 3 godzin wyprać i wysuszyć 3 kg prania.

Electrolux Perfect Care 900

Gwóźdź programu: suszenie!

Nie ma co ukrywać, że aspekt suszenia interesuje Was zapewne najbardziej – zresztą identycznie było ze mną. Trochę obawiałam się, czy w legendach o słabym działaniu sprzętów 2 w 1 nie ma aby prawdy i czy nie będę żałować wciśnięcia do łazienki tak dużego urządzenia, jeśli nie okaże się efektywne. No i nie przedłużając już tego napięcia – wszystko działa lepiej, niż się spodziewałam. W uproszczeniu, pralka ma 3 możliwe stopnie wysuszenia: takie do prasowania (lekko wilgotne), średnie (gdy suszycie wyjątkowo cienkie, lekkie rzeczy) i mocne, prosto do szafy. Ja zdecydowanie wybieram opcję 2 i 3, i mogę śmiało stwierdzić, że w tej trzeciej – pranie mamy po prostu ciepłe, suche nawet na szwach i w kieszeniach, faktycznie w sam raz żeby schować je do szafy (lub uprasować).

Ta pralko-suszarka ma poza praniem i suszeniem kilka bardzo przydatnych z mojego punktu widzenia funkcji. Po pierwsze – system Wool Care/Handwash Safe. Ja strasznie nie lubię się z praniem specjalnie pieścić, i… robię je raczej nonszalancko. To oznacza w skrócie tyle, że bardzo pobieżnie sortuję ubrania, nie rozdzielam ich szczególnie pieczołowicie i… praktycznie nie przestrzegam zalecenia o praniu ręcznym. Szczęśliwie, jeszcze nie przejechałam się na tej brawurze, ale nigdy nie wiadomo. W tym modelu Electrolux, za sprawą wspomnianego trybu – możemy spokojnie prać wełniane swetry, jedwabne koszule lub inne szczególnej troski fatałaszki, bez obaw o zmechacenia, zaciągnięcia czy kurczenie się ich w praniu. Kolejna rzecz godna uwagi, to parowe odświeżanie ubrań i to apropo swetrów okazało się u mnie genialnym wynalazkiem. Gdy z dna szuflady wyciągnęłam kilka zgniecionych na amen swetrzysk, to wizja ich prania i suszenia w tradycyjnej pralce lub ręcznie… same wiecie. Tutaj – korzystając z trwającego kwadrans odświeżania parowego, wyciągnęłam z pralki bosko wygładzone i ogarnięte swetry bez żadnych zagnieceń i zapachu “prosto z szafy”. To zdecydowany gadżet na plus.

Podsumowując kwestię suszenia – jest ono skuteczne, efektywne i działa na ubraniach od bawełnianych koszulek, po jeansowe spodnie czy puchowe kurtki. Żadne z dotychczas pranych ubrań mi się nie skurczyło ani nie zmechaciło. Jedyne, co warte zaznaczenia – to nie jest ekspresowy proces. Najprostszy program jednoczesnego prania i suszenia (kolejno po sobie), trwa 3 godziny. Jeśli jednak do bębna włożycie więcej rzeczy lub z przewagą tych nieco grubszych – możliwe, że potrzebna będzie jeszcze jakaś godzina na pełne dosuszenie. Nie ma jednak wątpliwości, że finalnie uzyskacie ubrania tak suche, jak potrzebujecie i lubicie.

Electrolux Perfect Care 900

Electrolux Perfect Care 900

Electrolux Perfect Care 900

Uff, zbliżamy się do końca. Po ponad miesiącu z pralko-suszarką Electrolux Perfect Care 900 mogę zdecydowanie stwierdzić, że odmieniła moje życie i za nic nie chcę się z nią rozstawać. Od tamtego czasu ani razu nie rozstawiłam u siebie tradycyjnej suszarki, a pełne kosze prania ogarniają się u mnie niemalże same w ciągu jednej nocy (dzięki pojemności i opcji suszenia). To, co dla mnie ważne – zapach ubrań – jest bez zarzutu: stosuję te same ulubione płyny do płukania, jedynie zaczęłam sięgać teraz po chusteczki na etapie suszenia. Te moje to Lenor, kupiłam je na Allegro i działają, czytałam jednak o opcji… dorzucania do suszenia zwykłej ściereczki/gąbeczki nasączonej płynem do płukania, która działać ma podobnie i z pewnością taki test przeprowadzę. Niemniej jednak ubrania dzięki tej pralce są jak świeże bułeczki – ciepłe, pachnące i miękkie. Ideolo!

Nie jestem w stanie na tym etapie podpowiedzieć Wam, jak obecność takiego majordomusa wpłynie na rachunki – po pierwsze, ja naprawdę nie mam do tego głowy, a po drugie – nie dostałam jeszcze rozliczenia za stosowny okres ;). Narazie jestem tak zakochana w nowym domowniku, że nawet spory skok byłabym w stanie wybaczyć, ale klasa energetyczna A pozwala mi spać spokojnie i nie przejmować się szczególnie tą materią. W kwestiach technicznych ponownie odsyłam Was do konkretnej specyfikacji TUTAJ

Tyle z mojej strony w temacie pralko-suszarki  – są to zdecydowanie wrażenia na gorąco, musicie mi więc wybaczyć ton i objętość tego wpisu ;). Myślę też, że jeśli temat Was ciekawi – to najlepiej, jeśli w razie wątpliwości zostawicie mi swoje ewentualne pytania w komentarzach lub na Instagramie, a ja postaram się uzupełnić Waszą wiedzę w tym zakresie. Od siebie – po stokroć polecam i… idę wstawić pranie :).