Tegoroczny kwiecień i początek maja to istne szaleństwo – święta, majówka, a w tak zwanym międzyczasie – moje urodziny. Wskutek tego, od ponad 2 tygodni praktycznie cały czas jestem w rozjazdach, a jeden z nich – właśnie ten urodzinowy – wiązał się z wizytą w Warszawie i zakupem, co do którego dostałam tyle pytań i rozmaitych wątpliwości (głównie w wiadomościach na Instagramie), że postanowiłam coś na ten temat napisać. Wiem, jak bardzo blogersko i poniekąd przesadnie to brzmi, ale spokojnie – mam dla Was po prostu garść informacji tego rodzaju, jakimi sama nie pogardziłabym przed zakupem torebki o której mowa, jeśli więc temat w jakiś sposób Was dotyczy – zapraszam dalej.

Dlaczego Neverfull?

Zwykle warto zacząć od początku, zanim więc o szczegółach co do samej torebki – słowo wyjaśnienia, skąd w ogóle ona się u mnie wzięła. Nie należę do osób, które specjalnie wzdychają do konkretnych modowych obiektów. Jeśli mnie obserwujecie, to wiecie, że jeśli coś mi się podoba – nie ma dla mnie absolutnie znaczenia, czy są to akurat buty z Biedronki, ciuch z sieciówki czy sklepu no name. Faktycznie, nie bywam jedynie w second handach, ale to po prostu wymaga pewnego rodzaju umiejętności, których ja nie posiadam – nigdy nie znalazłam tam niczego co z podziwem i uznaniem podglądam u wytrawnych lumpeksoholiczek (polecam Wam w tej kwestii filmy dziewczyn z Loveandgreatshoes).

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Mam jednak coś takiego, że dłuższa ekspozycja na jakiś wabik potrafi w końcu tak mi się wkręcić, że jednak decyduję się na zakup. Rzadko spontanicznie, raczej w wyniku przeglądania Instagrama, Pinteresta czy blogów, jeśli taka rzecz jak torebka albo buty utkwią mi w głowie w konkretnych zestawieniach i stylizacjach – tak się to kończy. Z Neverfullem, jak i w ogóle z torebkami Louis Vuitton kwestia jest sporna i ja się pod tą dyskusyjnością jak najbardziej podpisuję. W skrócie – nie uważam tych torebek za wcielony ideał, przedmiot pożądania i coś nie do zastąpienia. Raczej w większości, za sprawą ich “nosicielek” 😉 kojarzyły mi się raczej – nie bójmy się tego słowa – tandetnie i ostentacyjnie. Mam teraz w głowie hasła typu Paris Hilton albo – co gorsza – stylizacje typu faszyn from raszyn, naturalnie oparte na podróbkach.

Doszłam jednak do wniosku, że torba Louis Vuitton właśnie we wzorze Damier Ebene (brązowa krata), pozbawiona monogramu i w rozmiarze MM wypada całkiem inaczej i w sumie, to przydałaby się w mojej skromnej kolekcji. A dlaczego ta konkretna? O tym dalej.

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Zalety i wady modelu Neverfull

Chociaż sama stylistyka i wygląd są jak zawsze – kwestią gustu – mnogość rozmiarów i wykończeń Neverfulla pozwala spokojnie znaleźć coś dla siebie. Mówię tu nie tylko o istnieniu trzech wymiarów torebki (PM, MM, GM), tonacjach (beż/szary, brąz), ale też – dzięki wielu opcjom personalizacji (mon monogram) – można faktycznie dostosować torbę dość mocno indywidualnie do siebie. Do mnie od początku przemawiała jedynie opcja najbardziej stonowana – ciemny brąz torby w połączeniu z czerwonym środkiem (wahałam się jeszcze nad jasno różowym) uznałam za najbardziej ponadczasowe i takie, które mi się nie znudzą. Co jak co, ale inwestując tego kalibru kwotę w torebkę, nie pokusiłabym się o sezonowy wzór czy kolor. Takim sposobem padło na Damier Ebene. Od razu też, zanim jeszcze przymierzyłam się stacjonarnie do torebki, wiedziałam że odpada największy rozmiar GM. Wynika to z faktu, że wszystkie Neverfulle uszyte są w specyficzny sposób – zewnętrzny materiał torby (tak, to nie jest skóra, tylko specjalny rodzaj powlekanego płótna) zszyty jest z podszewką, co powoduje, że są dość miękkie i elastyczne. To sprawia, że są bardzo pakowne, ale i – druga strona medalu – łatwo o niechlujny wygląd. I to jest właśnie coś, co bardzo mi się nie podoba i wygląda po prostu źle. Niezależnie, czy to największa, czy najmniejsza z toreb Neverfull – noszona “na pusto”, wygląda na pogniecioną i po prostu brzydką. Żeby tego uniknąć, wybrałam opcję MM, której wymiary są na tyle pakowne że spokojnie włożycie do niej nawet laptopa, ale jednocześnie – nie przypomina namiotu, a wystarczy wrzucić do niej raptem kilka rzeczy i już wygląda dobrze. Na jej ładne ułożenie mam zresztą dwa dodatkowe patenty.

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Po pierwsze – ściąganie troczkami. To stosunkowo rzadko spotykany zabieg, ale w mojej ocenie torebka prezentuje się wtedy bardzo dobrze – jest mniejsza, bardziej kształtna i kompaktowa. Druga sprawa, to dokupienie sobie do Neverfulla organizera. Nie znajdziecie ich wśród oficjalnych akcesoriów LV, ale na Allegro czy Aliexpress już z powodzeniem. Nie widzę nic złego w tego rodzaju stuningowaniu swojej torby – linkuję Wam TUTAJ przykładowy wkład, który nie tylko usztywnia torbę wewnątrz, ale też pozwala ogarnąć jej wnętrze, co przydaje się w przypadku torebki z tylko jedną wszytą kieszonką w środku.

Poza wyglądem, który kwestią indywidualną jest, za Neverfullem przemawia zatem na pewno pojemność, lekkość torby i odporność. Mam w szafie kilka par butów czy torebek wykonanych z delikatnej skóry i uwierzcie mi – wystarczy wysiadać z samochodu na ciasnym parkingu, żeby je uszkodzić. Neverfull ma z założenia być odporny na zarysowania i codziennie użytkowanie, co pozwala faktycznie intensywnie go eksploatować – a nie chcecie, żeby torba leżała przecież w szafie jak cenne trofeum.

Gdzie kupić, za ile, co w cenie?

Odpowiem Wam na własnym przykładzie, bo metod na zakup LV jest trochę, ale nie porywam się tu na spisywanie kompleksowego poradnika, tylko opis mojej sytuacji. Gdy dojrzałam do zakupu, zadzwoniłam do salonu LV w Vitkacu (bo to jedyny w Polsce), żeby dowiedzieć się, czy torebka jest dostępna. Okazało się na początku, że mogę zostać co najwyżej wpisana na listę oczekujących, a torebki doczekam się za jakieś dwa miesiące. Niefajnie, bo jak już się na coś decyduję, to czekać naprawdę nie lubię. Zaczęłam kombinować z zakupem torby za granicą (w salonach LV w Londynie czy Pradze torebki dostępne były od ręki – no cóż…). Tym większe było moje zdziwienie, gdy jeszcze tego samego dnia po południu otrzymałam telefon, że torebka jest już dostępna i gotowa do odbioru. Dodam, że jedna z moich obserwatorek miała kilka dni później w zasadzie identyczną sytuację – zamówienie telefoniczne i wkrótce potem informację o dostępności. W sumie nie wiem, czy dostawy do LV żyją własnym życiem, czy to jakiś zabieg mający na celu dodanie zakupowi nuty wyjątkowości – osobiście wolałabym móc, jak za granicą, kupować w LV po prostu online. Niemniej jednak, cieszę się że udało się to załatwić sprawniej. Torbę mogłam zamówić z dostawą do domu telefonicznie, ale i tak planowałam urodzinowy wypad do Warszawy, nie odmówiłam więc sobie zakupu bezpośrednio w Vitkacu. Wiem, że o obsłudze tam krążą legendy  – i to raczej niepochlebne – ale w moim przypadku nie mam powodu do narzekania. Personel był bardzo miły, nienachalny ale pomocny i wszystko poszło gładko. Lampka szampana do zakupu to miły akcent, który może wydawać się pretensjonalny, ale hej – nie wydaje się takiej kwoty na torebkę codziennie. A przechodząc właśnie do tej kwestii, bo tu padło wiele pytań – aktualna cena Neverfulla w opcji Damier Ebene w rozmiarze MM, to 4 400zł (kwiecień 2019). W pakiecie otrzymujecie od jakiegoś czasu saszetkę, którą można rozmaicie wykorzystać, a całość zostaje skrupulatnie zapakowana w pokaźne pudełko.

Dodatkowe opcje przy zakupie Neverfulla

Jedną z fajnych, dodatkowych i bezpłatnych opcji przy zakupie torby jest jej personalizacja metodą hot stamping. Polega to na wytłoczeniu na przykład inicjałów u nasady rączki. Ja od razu przy zakupie nie zdecydowałam się na to, ale być może w lipcu, będąc znów w Warszawie, skuszę się na ten dodatek. Ma to jak zawsze, plusy i minusy. Torba jest wtedy bardziej “nasza”, ale i potencjalna sprzedaż jest już wtedy mocno utrudniona.

Podsumowując – czy warto kupić torebkę Neverfull?

Moje ulubione stwierdzenie – warto, czy nie. W tym przypadku przewrotnie – w sumie warto kupić Neverfulla, bo polityka cenowa LV sprawia, że jej ceny rosną w dość intensywnym tempie (kilka lat wstecz zapłaciłybyście za nią ok. 2500zł – wzrost mówi sam za siebie). Tym samym, jest to torebka inwestycyja – i jeśli zechcecie ją sprzedać, raczej na tym nie stracicie. Ja jednak nie patrzę na ten zakup w ten sposób. Nie jest to torebka, którą trzeba mieć. Nie jest najbardziej uniwersalna na świecie i wielu osobom może nie odpowiadać jej luźna forma, pozbawiona nawet suwaka zamykającego środek. Jednocześnie na plus należy zaznaczyć to, że jest bardzo pojemna, pasuje do wielu rzeczy i można ją wykorzystać na rozmaite sposoby. Przykładowo, to może być zarówno torba podręczna do samolotu, jak i potem jedyna, jakiej potrzebujecie podczas wyjazdów albo wychodząc objuczone sporą ilością rzeczy. Generalnie – rozważając zakup torebki w tej kwocie, będzie to bardziej optymalny wybór niż na przykład nerka Gucci :). To może poniekąd usprawiedliwiać zakup. To też nawiązanie do tytułu wpisu – po co, na co, za co. W tej kwestii mam małą anegdotę. Gdy planowałam zakup, usłyszałam od kilku osób – “Zwariowałaś? Co druga dziewczyna biega z taką torebką! To bez sensu!.”Po zakupie, teksty zmieniły się na – “Zwariowałaś? Tyle kasy? Która normalna dziewczyna nosi taką torebkę?”. Także polecam raczej nie rozpatrywać tego zakupu w kategorii dogodzenia komukolwiek, bo to wątpliwe.

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Louis Vuitton Neverfull Damier Ebene MM

Na koniec zostawiam Was z kilkoma zdjęciami – które trudno nazwać stylizacjami – bardziej moim spojrzeniem na to, że Neverfull najlepiej wygląda właśnie taki – nonszalancki, na luzie, do wszystkiego. Jeśli macie jakieś pytania lub wątpliwości których nie poruszyłam we wpisie, dajcie znać w komentarzu. No i jestem ciekawa – jesteście team Neverfull, czy raczej Never-Neverfull? 🙂

Możecie też rzucić okiem na inny torebkowy wpis:

Moje torebki Michael Kors