Jednym z częściej padających w moich social mediach pytaniem od Was, jest to o polecaną przeze mnie kolorówkę. Chociaż to na pierwszy rzut oka trochę dziwne, bo daleko mi do zaawansowanych wizażowo dziewczyn, ma to chyba swój sens – zgaduję, że szukacie po prostu sprawdzonych i bezpiecznych kosmetyków do codziennego użytku, z których obsługą poradzi sobie każdy, a efekt będzie zadowalający.

W związku z tym, że ja naprawdę w ogromnej mierze sięgam po kolorówkę Semilac, dziś szybkie podsumowanie totalnych ulubieńców, których warto przytulić w ciemno, a do tego – kilka nowości które są wyjątkowo udane (żel do brwi, o mamo!).

Jeśli temat przyjaznych produktów do codziennego makijażu Was interesuje – koniecznie zobaczcie, co kryje się we wpisie.

Makijaż Semilac: sprawdzeni ulubieńcy

Chociaż gama produktów do makijażu Semilac rozrosła się w imponującym tempie, chciałam celowo zawęzić się do rzeczy, które sama wybrałabym tak na początek – w związku z czym, są moimi faworytami. Muszę więc zacząć od kryjącego podkładu (pisałam o nich już szerzej TUTAJ), bo nadal po bliższym poznaniu, ciężko mi znaleźć dobry zamiennik. Jeśli lubicie mocne krycie, komfortowe, elastyczne uczucie jakie podkład daje na twarzy i trwałość, która już w takie upały jak teraz spisuje się na medal – to właściwy trop. Więcej się nie rozpisuję, odsyłam do wpisu, ale potwierdzam trwający nadal, zgodny i udany związek z tym podkładem.

Do kompletu z podkładem, nie mogę nie wspomnieć o pudrze. Matujący puder w odcieniu 20 Light Beige to u mnie nieodzowny kompan z każdym podkładem – jego słoneczny odcień, lekka formuła i wygodne, solidne opakowanie sprawiają że wybieram go i na co dzień, i gdy potrzebuję zabrać ze sobą niezbędne, wyjazdowe minimum.

Duet rozświetlająco-brązujący Sunny Bronze to kolejny kosmetyk – wytrych, czyli taki, który pozwala mi ograniczyć ilość niezbędnych na co dzień rzeczy, a spełniają swoje zadanie wzorowo. Brązer ma rewelacyjną pigmentację, a cieplejszy ton wygląda bardzo naturalnie. Towarzyszący mu, nieco brzoskwiniowy rozświetlacz, może z powodzeniem wystąpić w roli różu, a i naniesiony na powieki jest świetnym, otwierającym oko, połyskliwym rozwiązaniem.

Gdy mowa o pomadkach i szminkach Semilac, to na ich temat rozpisywałam się dość szeroko – była mowa o kremowych Classy Lips  i matowychpomadkach i szminkach Semilac. Moje serce należy na dobre do pomadek płynnych, dlatego w gronie ulubieńców wylądowała matowa 097 Indian Roses w odcieniu zachwycającego, zgaszonego różu – bez śladu sinego.

Jeśli chodzi o cienie Semilac, to przewrotnie ulubieńcem moim nie jest paletka, a pojedynczy maluch – cień rozświetlający Brightening Gold o numerze 412. Dlaczego tak? Często wyjeżdżam i wtedy ilość miejsca w kosmetyczce naprawdę ma znaczenie. Wtedy do akcji wkracza właśnie ten miękki, uniwersalny cień w odcieniu białego złota/szampana, który spokojnie zrobi swoje wklepany palcem, rozświetlając całą powiekę i wewnętrzny kącik. Jeśli macie jasną cerę, posłuży też jako rozświetlacz. Malutki, ale wielofunkcyjny – i o to chodzi.

Makijażowe nowości: miękkie kredki do oczu Semilac

Skoro mamy za sobą podsumowanie, czas na świeżynki – a im dalej w las, tym lepiej. Na pierwszy ogień – idą miękkie, wykręcane kredki do oczu. Mamy je w trzech odcieniach:

Semilac Queen’s Look Eye Pencil 01 Deep Black

Semilac Queen’s Look Eye Pencil 02 Classic Brown

Semilac Queen’s Look Eye Pencil 03 Navy Blue

Chociaż nie jestem wielbicielką kredek i nie mam ich zbyt wiele, to te urzekły mnie z dwóch powodów. Po pierwsze-  odcienie są świetne; zgaszone, głębokie, nasycone. Czerń i brąz pozbawione są drobinek, a granat delikatnie iskrzy. Co kluczowe – kredki są miękkie jakby były pluszowe: nie narysujecie nimi precyzyjnej kreski, ale taką która ledwo muśnięta pędzlem tworzy smoky eye – już tak. Bez problemu też wetrzecie je w całą powiekę, uprzednio nanosząc na nią kredkę.

 

Matowy eyeliner: Semilac Matt Eyeliner

Skoro o kreskach mowa, należy płynnie przejść do matowego, czarnego eyelinera, który też zasilił szeregi kolorówki Semilac. Wyposażony w pędzelek, to klasyka gatunku, ale warto zaznaczyć że dozuje odpowiednią ilość tuszu, nie chlapie i pozwala ładnie, precyzyjnie zakończyć kreskę pod odpowiednim kątem. Szybko wysycha na powiece (sprawdzone solidnym kichnięciem po 5 minutach od nałożenia…) i nawet po kilku godzinach pozostaje w jednym kawałku, nie krusząc się i nie pękając. Jeśli szukacie porządnego, czarnego klasyka, warto zwrócić na niego uwagę!

Żelowe tusze do brwi: Lady Brows

I na koniec coś, co u mnie stanowi w zasadzie obsesję – ujarzmianie brwi. Moja szuflada pełna jest kredek, żeli i pomad, ale nie znalazłam jeszcze ideału, do którego chciałabym wracać. Mini żelowe tusze do brwi Semilac to przede wszystkim bardzo precyzyjne, malutkie szczoteczki, ciekawe i niebanalne odcienie tuszy – najjaśniejszy jest praktycznie szary – no i utrwalenie! Ale po kolei. Tak jak wspomniałam, szczoteczki są niewielkie i precyzyjne, dzięki czemu jeśli nie macie większych ubytków, spokojnie podkreślicie brwi w kilka sekund. Odcienie – 01 Stone Gray jasny, praktycznie szary, 02 Light Brown – średni brąz i brąz ciemny – 03 Chocolate Brown – nadal w szarej tonacji, są bardzo naturalne i twarzowe. To, co mnie cieszy to fakt, że żel faktycznie utrwala brwi, a pigmentacja pozwala nawet nabrać go na skośny pędzelek i domalować odrobinę tu i ówdzie, bez potrzeby posiadania dodatkowej pomady czy cienia.

Tak przedstawia się mój top i najświeższe nowości makijażowe Semilac –

jestem ciekawa, czy już jakieś elementy tej kolorówki testowałyście,

lub czy któraś z nowości sprawiła, że mieć chcecie? 🙂