Choć już od dobrych kilku lat z powodzeniem wykonuję manicure hybrydowy samodzielnie w domu, muszę uczciwie przyznać: proces i efekt końcowy zmieniały się wraz z kolejnymi innowacjami, jakie włączałam do swoich zasobów. Pamiętam przełom, jaki wprowadził Top No Wipe czy chociażby porządny pusher do skórek, ale dziś o takich najmocniejszych zawodnikach, którzy naprawdę odmienili sposób wykonywania mojego manicure, a co najważniejsze – efekt końcowy, z dobrego na… idealny. Zobaczcie same.

Lampa stanowiskowa LED

Jestem zwolenniczką teorii, że dobre narzędzia to podstawa, a te niewłaściwe mogą największego zapaleńca zniechęcić do działania. Nie inaczej jest z manicure – wiem to najlepiej na własnym przykładzie. Jedną ze stosunkowo nowych rzeczy w moim arsenale jest coś, o czym długo nie myślałam w ogóle w kategorii niezbędnych – czyli  lampa stanowiskowa LED. No bo … jest przecież światło dzienne, a jak nie dzienne – to zawsze jakieś. Każdy z nas ma lampkę na biurku czy generalnie – jakieś domowe oświetlenie. Jeśli też wychodzicie z takiego założenia – już wyprowadzam Was z błędu. Już pierwsze odpalenie tej lampki uświadomiło mi, w jak dużym sama tkwiłam. Regulacja temperatury światła, od ciepłego, przez neutralne, po chłodne, dotykowy panel i możliwość ustawienia światła pod wieloma kątami już przy pierwszym malowaniu otworzyły mi oczy. Brak padających cieni, wyraźny i nieprzekłamany kolor lakieru, w ogóle doskonałe doświetlenie całego stanowiska – no, to naprawdę jest game changer. Lampa jest biała, minimalistyczna, można złożyć ją tak, że prawie nie zajmuje miejsca, a u jej podstawy mamy nawet port do ładowania telefonu. Zaryzykuję stwierdzenie, że to lampa, która sprawdzi się do wielu celów, a już na pewno manicure  z nią będzie bardziej precyzyjny i nie aż tak męczący dla oczu.

Odpowiednie frezy do frezarki

Zacznijmy od tego, że chociaż dla wielu osób frezarka nie jest narzędziem niezbędnych – wiele zależy od rodzaju posiadanych skórek, jednak  dla mnie odmieniła manicure diametralnie. Uwielbiam moment, gdy frezarka delikatnie ale stanowczo odsuwa skórki, odsłania płytkę i czyści wszystkie pozostałości lakieru, idealnie wyrównując linię przy skórkach. To też maksymalnie szybki sposób ściągania manicure, z czym zawsze miałam największy problem. Jestem jednak zdania, że nie tyle diabeł tkwi w samej frezarce, co w odpowiednich frezach. Większość ogólnodostępnych frezów, lub tych dodawanych do frezarek, nie jest wiele warta – łatwo się grzeją i często szarpią płytkę lub skórki, zamiast robić to, co do nich należy. Sama długo oswajałam się z frezarką, po początkowej porażce właśnie ze względu na końcówki. Tym samym, po kilku miesiącach prób i testów, mogę polecić Wam z czystym sumieniem trzy modele, które na pewno się sprawdzą:

No. 001 – węglikowy walec: bardzo udany frez, który działa świetnie nawet na niskich obrotach frezarki. Nie rysuje płytki, nie matowi jej, nie szarpie – ściągam nim hybrydę wyjątkowo szybko i bez uszczerbku dla płytki. 

No. 007 – diamentowy szpic z zaokrąglonym czubkiem: zdecydowany faworyt: idealnie wykańcza wał paznokciowy z pozostałości skórek, szlifując wszystko tak, że lakierem możemy dojechać maksymalnie daleko i wszystko wygląda perfekcyjnie.

No. 008 – diamentowy mikro walec: zgrabnie wykańcza okolicę paznokcia i szlifuje boki płytki tuż przy nasadzie. 

Krótko mówiąc: nie bójcie się frezarki, jeśli męczy Was ściąganie hybrydy z pomocą acetonu, lub dręczą nieidealne skórki – przy odpowiednim przygotowaniu i treningu, korzystanie z niej może być dużo bardziej satysfakcjonujące, niż posługiwanie się np. patyczkami do odsuwania skórek. 

Cążki, cążki, cążki

O tych cążkach wspominałam już kiedyś, ale trudno nie ująć ich na liście w kontekście akcesoriów, które okazały się wyjątkowo trafione. Cążki, które mam już od przeszło roku, to model 5mm, który uważam za optymalny. Korzystając z frezarki, odcinam nimi odstające skórki bez żadnego szarpania i kaleczenia. Jeśli je zamienię, to tylko na model 3mm – dla jeszcze większej precyzji, bo apetyt rośnie w miarę… obcinania.

Hybryda w markerze

One Step Hybrid, czyli hybryda w markerze, to już znana Wam tegoroczna innowacja – i zarazem coś, co też zmieniło moje podejście do manicure. Nadal lubię korzystać z klasycznych produktów, uwielbiam Extend 5 in 1, ale nie da się ukryć, że forma wielofunkcyjnego produktu w tak komfortowej postaci to jednak przełom. Intensywny kolor, 14-dniowa trwałość i wygoda malowania – warto sięgnąć po One Step Hybrid, jeśli proces malowania z użyciem osobno bazy, koloru i topu jest dla Was zbyt uciążliwa.

P jak pielęgnacja

I na koniec – zaskoczenie, czy nie do końca? Dla mnie samej było to zaskakujące, gdy zdałam sobie sprawę, że ostateczny wygląd moich paznokci i skórek wokół nich zależy właśnie od tego elementu. Ile to razy irytowałam się na manicure, gdy kolor, co prawda, był ok, ale jednak całość sprawiała wrażenie dalekiej od ideału. Odkąd pamiętam o regularnym wcieraniu w skórki oliwki i nakładaniu grubszej warstwy intensywnie regenerującego kremu zawsze na noc, nie mam już jasnych od przesuszenia skórek i wiecznie zadzierających się ranek tuż przy płytce. Gładka, miękka i nawilżona skóra pracuje zupełnie inaczej – małe, wielkie odkrycie. Pielęgnacja okołopaznokciowa wskoczyła u mnie z częstotliwości “przy każdym manicure” do “przy każdej chwili z serialem” i to wystarczyło, aby zapewnić trwały efekt.

To by było na tyle – jestem ciekawa, czy w Waszej paznokciowej ewolucji są takie kamienie milowe i co u Was sprawdza się najlepiej. Dajcie znać!