Jedną z faz radzenia sobie z różnego rodzaju kryzysami jest, prędzej czy później – akceptacja. Tak też potraktować trzeba na dobre rozhulaną już jesień i wizję nadchodzącej zimy – kto nie należy do grona miłośniczek tych pór roku, musi jakoś przetrwać, a jak już to robić – to najlepiej w dobrym stylu. Po akceptacji przyjść może w końcu odblokowana inspiracja: tak, jak zdarzyło się w przypadku paznokci z dzisiejszego wpisu. Wystarczył bowiem jeden mroźny poranek i pierwsze w sezonie drapanie szyb, żeby przez moją spowitą brązami i rudościami wyobraźnię przemknęła wizja czegoś świeżego. Po tygodniach jesiennych paznokci obracających się wokół beżu, zdałam sobie sprawę z tego, że jesień to przecież znacznie więcej…

Do zmalowania dzisiejszego manicure, potrzebne będą moje ulubione akcesoria oraz lakiery. Po pierwsze, do uzyskania schludnych i pięknie usuniętych skórek – albo preparat do ich zmiękczenia i usunięcia (duetem pusher + cążki), albo frezarka – tu oczywiście mój faworyt, o którym pisałam wcześniej. Następnie, już do wykonania mani, wjechały – jako baza: wzmacniająca Fiber Base o szklistym, mlecznym odcieniu, kolor – klasyczna czysta biel 001 Strong White no i gwiazda, mroźna wisienka w kompozycji – 285 Dancing Time. Oprócz tego występuje jeszcze ulubieniec, czyli Top No Wipe Real Color, jaśminowa oliwka do wykończenia skórek, odrobina srebrnej folii transferowej, oraz sonda. Przyda się jeszcze pędzelek – o moich niezmiennie ulubionych pisałam już wcześniej. Tym razem sięgnęłam po N00-2, bo to mój najbardziej uniwersalny ulubieniec.

Spójrzcie tylko, jaki odcień 285 Dancing Time jest piękny – w rzeczywistości to kolor pomiędzy fioletem a bordo, w pięknej, chłodnej tonacji bez drobinek czy perły. 

Jak wykonać to proste zdobienie?

Ten rodzaj zdobienia jest, tradycyjnie w moim przypadku, naprawdę łatwy do uzyskania. Wynika to z faktu, że nie wymaga w zasadzie precyzji (może poza malowaniem pod skórki), a elementy dekoracyjne są tu mocno abstrakcyjne. 

Paznokcie, które decyduję się pokryć wiodącym kolorem – tym razem kciuki, małe palce oraz wskazujące, maluję klasycznie – bazą, dwukrotnie kolorem i topem. 

Paznokcie, na których ląduję zdobienie, otrzymują porcję bazy, następnie – niestarannych kleksów kolorów zmalowanych bezpośrednio pędzelkami od lakieru, a po utwardzeniu – warstwę zdobień w kolorze białym. Jesienne listki i gałązki nie muszą być staranne, ale przy pomocy pędzelków będą precyzyjne i już pojedyncze pociągnięcia pędzlem sprawią, że uzyskacie nawet subtelne, cieńsze linie. Do tego kropeczki wykonane sondą. Na koniec, oprószamy paznokcie odrobiną srebrnej folii i voila: całość, zabezpieczona topem, to nasz mroźny, oszroniony manicure.

Muszę przyznać, że już sama forma tego manicure wyjątkowo mi się podoba i zbiera wiele komplementów – nie jest przeładowana, coś tu się dzieje, a jednocześnie – jest tak wiele kombinacji kolorystycznych, w których ten układ się sprawdzi. U mnie to bordo, biel i srebro, ale co powiecie na brąz, pomarańcz i złoto? Albo na butelkową zieleń, beż i znów srebro? Na pewno czujecie, o co chodzi: to uniwersalny przepis na wiele udanych, niebanalnych malowanek.

Gorąco polecam Wam odcień Dancing Time, o który zapytana byłam w ostatnich dniach kilkadziesiąt razy – myślę, że w udany sposób przełamuje typowe jesienne czerwienie czy oczywiste fiolety, a wciąż pozostaje w klimacie. Gwarantuję Wam, że ten kolor prędko się nie znudzi :).

Jak się Wam podoba mój oszroniony, artystyczny mani tym razem?