Remont mieszkania: wykańczanie w pandemii z INVESA

Do tego wpisu zbierałam się chyba dłużej, niż trwał sam remont. Mój błąd – zwlekałam z nim, chcąc pokazać Wam w 100% skończone mieszkanie – a jak wiadomo, ten proces nie jest w stanie skończyć się w miesiąc. Dlatego dziś chcę skupić się na aspektach samego remontu, co jak wiem, dla wielu z Was jest obecnie etapem najważniejszym. W tym wpisie opowiem o tym, jak wyglądał nasz remont, ile potrwał, oraz czy się generalnie udał :). Kawa w dłoń i zapraszam.

Od odbioru kluczy do startu remontu: plan działania

Pierwsza i najważniejsza informacja jest taka, że mieszkanie, które kupiliśmy jest z rynku pierwotnego – czyli w stanie deweloperskim. Oznacza to ni mniej ni więcej tyle, że kupiliśmy je na etapie wykopu w ziemi, a odbieraliśmy w stanie, który wymagał wykonania naprawdę wielu prac od podstaw. Rozpoczęliśmy odbiorem technicznym mieszkania, o którym już pisałam TUTAJ, no i z początkiem lutego, czyli jedyne… 1,5 roku po podpisaniu aktu notarialnego, mogliśmy przystąpić do działania.

Ekipa remontowa: podstawa

Kroił się nam naprawdę poważny remont, a żadne z nas nie ma ani wiedzy, ani zacięcia, ani czasu, do prac wykończeniowych, jasnym więc było, że będziemy chcieli skorzystać z ekipy remontowej. Nie ukrywam, że wybór wykonawcy był jednym z bardziej stresujących już na początku. Miałam w głowie wszystkie pesymistyczne scenariusze rodem z Usterki, od remontu ciągnącego się miesiącami, po wizję mieszkania już we wnętrzu z wieloma błędami i wadami, które powstaną w wyniku prac niekompetentnej ekipy. Do wykończenia mieliśmy okrągłe 60 metrów kwadratowych, ale w planach było wykonanie kilku przeróbek, trochę niestandardowych rozwiązań i konceptów, które po prostu mogły pójść źle. Na całe szczęście, mogę już teraz z czystym sumieniem stwierdzić, że trafiliśmy w dziesiątkę. Udało mi się nawiązać kontakt i współpracę z firmą INVESA, która nasz remont ogarnęła tak profesjonalnie i bezstresowo, jak nie wierzyłam, że jest to możliwe. Co istotne, nasz remont przypadł na etap dość silnego lockdownu: przez pewien czas zamknięte były nawet markety budowlane. Wtedy także ogromnym plusem okazał się fakt, że INVESA to firma większego kalibru, dysponująca również dostępem do własnego składu i sklepu budowlanego – Buduj24.pl, co oznaczało, że są samowystarczalni w kwestii materiałów i nie będę musiała kombinować, aby zdobyć płytę GK czy wiaderko gipsu. Uprzedzając Wasze pytania: INVESA jest z małopolski, ale remonty ogarniają (w zależności od skali) w różnych miejscach Polski. Jeśli jesteście z Krakowa lub okolic – uderzajcie śmiało.

Remont w czasach pandemii: zamknięte sklepy i inne kwiatki

Muszę tu zaznaczyć, że trochę różnych remontów w życiu przerabiałam, i miałam sporo negatywnych doświadczeń – nieterminowość, brak kwalifikacji, zwyczajne niedbalstwo – widziałam już dotychczas różne sytuacje. W tym wypadku już od pierwszego spotkania było inaczej. Ekipa, która pojawiła się u nas 16 lutego, przystąpiła do działania równocześnie na kilku frontach: w mieszkaniu zaczęła się wielka demolka obejmująca dostawianie ścianek, przerabianie instalacji elektrycznej czy kucie w ścianach w celu przeniesienia przyłącza wody lub klimatyzacji. Już sam fakt tego, że codziennie w mieszkaniu pojawiało się kilku fachowców, z których każdy znał się na swoich zadaniach, dawało nadzieję, że remont faktycznie pójdzie sprawnie i zakończy się w terminie. Panowie z INVESY, wyposażeni w wysokiej klasy sprzęt i narzędzia, codziennie dokonywali widocznego progresu. Ja byłam spokojna, bo odwiedzając mieszkanie praktycznie każdego dnia (zaleta mieszkania nieopodal) widziałam, że wszystko dzieje się na naprawdę dobrym poziomie, a na koniec dnia – na budowie panuje porządek. Co warto też zaznaczyć – tak naprawdę każdy z fachowców z INVESY z którymi miałam do czynienia, był po prostu miłym i serdecznym człowiekiem. To nie bez znaczenia, gdy ktoś zawsze odbiera telefon, doradza, podpowiada i pomaga, gdy pojawiają się rozmaite nieprzewidziane, remontowe sytuacje. W efekcie remont zakończył się tuż przed Wielkanocą, a jego zakres był przecież naprawdę spory! Dla wyobrażenia, o czym mowa, w mieszkaniu trzeba było:

  • dobudować kilka ścianek działowych
  • przenieść przyłącza wody w kuchni z jednej ściany na drugą
  • rozmieścić instalację elektryczną: przenieść gniazdka, lampy, włączniki
  • wykonać gładzie
  • zamontować parapety (nie obejmował ich nasz stan deweloperski)
  • przenieść grzejniki w salonie i łazience
  • położyć płytki w kuchni, przedpokoju i łazience
  • obsadzić baterie podtynkowe w łazience
  • pomalować ściany, położyć tapetę i zamontować sztukaterie/ listwy sufitowe

Uff, jak widzicie – to nie był drobny remont po linii najmniejszego oporu. Zależało mi, żeby wiele rzeczy wykonanych było z głową i naprawdę funkcjonalnie – stąd przeróbki w instalacji elektrycznej, aby gniazdka znalazły się wszędzie tam, gdzie mogą być potrzebne (np. w szafie wraz ze stacją dokującą na odkurzacz), czy lampy – ponieważ zależało mi na punktach konkretnie nad stołem. Gdybym w obliczu takiego remontu zdecydowała się na przysłowiowego pana Stasia – może dziś jeszcze nadawałabym do Was z nieskończonego mieszkania? Wybór ekipy, która kompleksowo zajęła się mieszkaniem i nie wymagała ode mnie prawie żadnej uwagi, był naprawdę zbawienny. Byłam w stanie normalnie pracować i funkcjonować, a nie wyłącznie zajmować się remontem. Jednocześnie fakt, że mogłam zaufać ekipie i nie zastawać w mieszkaniu błędów czy rzeczy do poprawki sprawił, że sporo stresu który już na starcie sobie fundowałam, z czasem znikło i już tylko z ekscytacją zaglądałam, co nowego pojawia się na miejscu gruzu dzień po dniu.

Farby, podłogi, tapety…

W mieszkaniu panuje miszmasz, jeśli chodzi o materiały i ich pochodzenie. Wyszukiwałam je pomieszczenie po pomieszczeniu, szperając na Pintereście i Instagramie, zwłaszcza, jeśli chodzi o płytki czy baterie. Zobaczycie je wszystkie po kolei wraz z kolejnymi wpisami, ale jeśli chodzi o bazę, którą od razu warto zaznaczyć – w całym mieszkaniu ściany pomalowane są farbami Caparol, jednolite są także podłogi w miejscach, gdzie nie leżą płytki. Historię z podłogą (panele Berry Alloc – Chateau Light Natural) znacie już pewnie z Instagrama, ale do tych opowieści jeszcze wrócimy… ważne, że efekt końcowy wyszedł zgodnie z oczekiwaniami. Największą perełką jest chyba tapeta ze zdjęć poniżej – była śmiesznie tania, znalazłam ją na Allegro, a inspiracja wynikała z widywanych w sieci znacznie droższych, często angielskich, wzorzystych tapet. Pamiętajcie, że w przypadku remontu, liczą się też – a może zwłaszcza – materiały, których nie widać. Grunty, hydroizolacje, kleje, nawet jakość płyt GK – to wszystko wpływa na solidność ścian, instalacji, trzymania się płytek i farb. Tu raz jeszcze ukłon w stronę ekipy, której szef czuwał nad tym, żeby doradzić te optymalne.

Ekipa INVESY dała radę – efekty prac pomieszczenie po pomieszczeniu zobaczycie w kolejnych wpisach, a dziś – kilka kadrów na etapie, gdy w mieszkaniu panowała niezła demolka. Chodźcie zobaczyć ujęcia jeszcze z marca, zanim to wszystko zaczęło naprawdę wyglądać. W kolejnych wpisach zobaczycie kolejno kuchnię, łazienkę, sypialnię, biuro – i wszystkie patenty i rozwiązania, na które postawiłam w myśl estetyki, ale i przede wszystkim – wygody i komfortu użytkowania. Stay tuned! 🙂

“Ciekawe, czy kiedyś to wszystko będzie moje…” – PS. grzejnik spod okna zniknął, zastąpił go smukły grzejnik umieszczony na ścianie z oknem balkonowym, ukryty finalnie za zasłoną.
pierwszy dzień prac – i od razu ścianka. dostawiliśmy ją, aby wbudować w przedpokoju szafę i optycznie oddzielić go od części dziennej
jedne z moich wymarzonych płytek: jeszcze pokryte budowlanym kurzem…
… i kolejne: jedyne spośród mnóstwa cegiełek, które chwyciły mnie za serce. to płytki equipe coutnry blanco.
minimalna fuga idealna do nieco rustykalnych, szkliwionych w nierównomierny sposób płytek.
wybory, wybory… wszystkie farby w mieszkaniu to caparol – paleta kolorów to kilkanaście tysięcy barw, więc wybrać nie było tak łatwo
to podobno rodzaj farb stosowanych nawet na salach chirurgicznych. jeden z nie-sieciówkowych wyborów, oczywiście – pełny mat.
łazienka na mocno początkowym etapie: niebieski odcień to nie kobaltowa fantazja, ale warstwa izolacji: jedna z rzeczy, na które zwróciła mi uwagę ekipa, bo sama bym o tym nie pomyślała.
ciąg dalszy bałaganu i układanki z jodełką: te płytki (equipe – chevron) przysporzyły sporo wysiłku panu mateuszowi, który się nimi zajmował
niezawodna pomoc i wsparcie na czterech łapach – czy te lampy będą ok nad stołem w tym miejscu?
… no i zawisły!
i sneak peek na sypialnię, typowaną na najfajniejsze pomieszczenie w mieszkaniu
i tapeta, która jest najmocniejszym punktem sypialni właśnie
nieco hotelowa lampa i moje ukochane listwy przysufitowe w tle
drugie ulubione płytki w mieszkaniu 🙂

Jeśli macie okołoremontowe pytania, śmiało zostawiajcie je w komentarzach – to pozwoli mi w kolejnych wpisać zawrzeć odpowiedzi na nie. Dajcie znać!