Szał na matowe produkty do ust nie mija.  Ma to swoje dobre i złe strony: te dobre to naturalnie stale rosnąca gama tego typu kosmetyków – i to również w przystępnej cenie. Złe – to te, gdy od nadmiaru kuleje jakość, a marki raz po raz wypuszczają matowe pomadki które owszem, zastygają, ale przy tym albo odcienie są nietrafione, albo mat ścina usta niczym mróz i zostawia je spierzchnięte i wysuszone. No to dzisiaj o tej pozytywnej stronie, czyli linii pomadek z niedocenianej, a lubianej swoją drogą przeze mnie marki – czyli Bell, linii hypoalergicznej. Jest dobrze!

Na początek garść informacji technicznych.
Pomadki Mat Liquid Lipstick to kolekcja zaprojektowana z ambasadorką Bell – Marceliną Zawadzką, dostępne w 10 odcieniach – w tym w czterech do pary z konturówką. Skoro o odcieniach mowa – to warto zaznaczyć, że właśnie piękna, stonowana gama kolorystyczna jest pierwszym, co mnie ujęło: na pierwszy rzut oka zbliżone, spokojne nudziaki i róże, ale jednak – bardziej beżowe, cieliste i wrzosowe są naprawdę przemyślane i ciekawe. Pomadka kosztuje w granicach 20zł i jest dostępna naturalnie tam, gdzie szafy Bell Hypo.

Mój odcień, choć wahałam się mocno, to 02 Warsaw – bo poszczególne kolory inspirowane są właśnie miastami wybranymi przez Marcelinę. Jaka zatem jest ta Warszawa?

bell hypoallergenic liquid lipstick warsaw

bell hypoallergenic mat liquid lipstick warsaw

Warszawa w wersji pomadkowej jest niejednoznaczna.
To typowy, brudny odcień pomiędzy różem a beżem – bardzo w stylu kultowej pomadki Kylie. Gdyby nazywała się Dusty Rose – byłoby nie mniej trafnie. Tuż po aplikacji jest nieco jaśniejsza, gdy po chwili zastyga – a zastyga na mocny mat – nabiera lekkiej patyny.

bell hypoallergenic mat liquid lipstick warsaw

Jak zachowuje się na ustach? Sądzę, że jak w przypadku każdej matowej pomadki, warto zastosować przed aplikacją na przykład sztyft ochronny z peelingiem – polecam ten z Sylveco, lub Eveline – aby nawilżyć wargi i usunąć ewentualne suche skórki. Później jest już gładko: pomadka sunie po ustach, pokrywa je bardzo równomierną warstwą koloru, a precyzyjny aplikator nie rozlewa go poza ich kontur. Ja nakładam dwie cienkie warstwy, które po mniej więcej dwóch minutach zastygają i pozostają na miejscu naprawdę długo. Wizualnie jest to stuprocentowy mat, w odczuciu – daleko mu do kremowej pomadki, ale nie odczuwam tu większego ściągnięcia czy napięcia.

Osobiście z pomadki jestem bardzo zadowolona – odcień jest świetny tak naprawdę bez względu na sezon: to przyjemny, dzienny odcień latem, ale jesienią, do mocniejszego makijażu oka w brązach będzie również świetnie pasować. Koniecznie rzućcie okiem na wszystkie odcienie – poza tymi na grafice dostępne są jeszcze cztery, typowo letnie, bardziej jaskrawe, w duecie z kremowymi konturówkami.
W moim odczuciu to obok Golden Rose Liquid Lipstick świetna propozycja dla fanek matowych i trwałych ust. Tutaj warto zaznaczyć, że Bell nie ściera się, zjadać zaczyna się po około 2h od wewnątrz, ale bardzo równomiernie i lekko.

 

Dajcie znać, co sądzicie o warszawskim macie od Bell i czy szał na tego typu pomadki wciąż u was na fali? 🙂